ALKOHOLIZM i inne uzależnienia - Spóźniona
Robin - Wto 24 Cze, 2025 18:12 Temat postu: Spóźniona Cześć wszystkim, mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze czasem wpada...
Znalazłam to forum wiele lat temu... Chyba jeszcze w 2011 lub 2012?... Podczytywałam, ale sama nic nie pisałam. Nie pisałam bo piłam. Bo miałam sobie sama poradzić...
Nie piję od 7 lat.
Długa to była droga i wyboista. Jedna terapia przerwana po kilkunastu tygodniach, druga po kilku miesiącach, trzecia w końcu trafiła. W międzyczasie jeszcze AA, program przerwany chyba na lub 7 kroku.
Nadal mam poczucie, że nigdzie nie potrafię się odnaleźć.
Tytuł spóźniona, bo takie mam poczucie, że u mnie wszystko jak zwykle za późno. Czasy gdy to forum i podobne, którego już nie ma, tętniły życiem już chyba minęły. Wtedy nie miałam o czym pisać bo piłam Szkoda, do dziś pamiętam niektóre wątki Ankao30, Matinka, Giaur, Jonesy i inne jeszcze, od zera do bohatera. Dały mi dużo nadziei kiedyś, że można, że da się, że trzeba szukać rozwiązania.
Linka - Wto 24 Cze, 2025 18:37
Cześć Robin. Siadaj i pisz. Trochę nas tu jeszcze zostało:)
Wiedźma - Wto 24 Cze, 2025 18:40
Jak to powiadają - lepiej późno niż wcale
Rozgość się...
| Robin napisał/a: | | takie mam poczucie, że u mnie wszystko jak zwykle za późno |
A wiesz, że mam podobnie - jak tylko zabiorę się za coś istotnego w życiu, to żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej.
Bo kiedyś były na to lepsze warunki i więcej można było z tego wyciągnąć...
A ja tak na ostatnią chwilę, kiedy już za bardzo nie ma się z czym wychylać...
Robin - Wto 24 Cze, 2025 18:49
| Linka napisał/a: | | Cześć Robin. Siadaj i pisz. Trochę nas tu jeszcze zostało:) |
Dziękuję
Gdybym miała jakoś jednym słowem określić moje życie teraz to byłaby bezbrzeżna samotność. Jakoś tak towarzyszyła mi ciągle, od dziecka, potem pustkę wypełniłam alkoholem, potem próbowałam AA, naprawianie relacji z rodziną, szukanie jakiś innych grup bardziej towarzyskich.
Nadal chodzę na mityngi, relacje z rodziną są dobre, ale oni mają swoje życie, jestem tam bardziej słuchaczem. Rodzice są już w podeszłym wieku, więc bardziej zajęci sobą, staram się pomagać jak mogę. Rodzeństwo ma swoje rodziny, raczej dzwoni żeby się wyżalić, opowiedzieć o swoich problemach. Czuję się niewidzialna. Chyba dlatego tutaj napisałam.
Robin - Wto 24 Cze, 2025 18:56
| Wiedźma napisał/a: | Jak to powiadają - lepiej późno niż wcale
Rozgość się...
| Robin napisał/a: | | takie mam poczucie, że u mnie wszystko jak zwykle za późno |
A wiesz, że mam podobnie - jak tylko zabiorę się za coś istotnego w życiu, to żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej. |
U mnie to jest norma... Jak podobałam się jakiemuś chłopakowi, to zanim ja się odważyłam odpowiedzieć na jego awanse, on już zdążył dojść do wniosku, ze widocznie nie jestem zainteresowana i 5 razy zapomnieć o całej sprawie
Mój tata ma teraz raka. Jak byłam dzieckiem mieliśmy średni kontakt bo on ostro imprezował. Jak on się ogarnął, to ja nie chciałam kontaktu bo już wtedy piłam i nikt nie był mi do niczego potrzebny. Spotkaliśmy się na nowo kilka lat temu i to raptem może z 3 lata dobre były, zanim zachorował. Wszystko go teraz męczy i drażni. I ja to rozumiem, bo gdy wszystko cię boli, ciężko o dobry humor. Ale ciągle gdzieś tam chce mi się płakać, że już nie porozmawiamy jak kiedyś, nie pośmiejemy się, nie spędzimy razem czasu bo on się wycofuje, a ja czuję się bezradna.
esaneta - Wto 24 Cze, 2025 19:20
Cześć Robin
Fajnie, że się jednak po latach odezwałaś.
Nie ma u nas wprawdzie ruchu jak przed laty, ale wciąż zdarza nam się dyskutować a i zasoby forum są spore. Choćby osoby, o których wspomniałaś powyżej. Ich historie i drogi trzeźwienia, choć wyboiste, są naprawdę inspirujące
Robin - Wto 24 Cze, 2025 20:21
| esaneta napisał/a: | Cześć Robin
Fajnie, że się jednak po latach odezwałaś.
Nie ma u nas wprawdzie ruchu jak przed laty, ale wciąż zdarza nam się dyskutować a i zasoby forum są spore. Choćby osoby, o których wspomniałaś powyżej. Ich historie i drogi trzeźwienia, choć wyboiste, są naprawdę inspirujące |
Tak, bardzo się cieszę, że to forum się utrzymało i te historie nie zniknęły na zawsze
esaneta - Wto 24 Cze, 2025 21:23
Możesz zostawić tu swoją
Robin - Śro 25 Cze, 2025 09:11
| esaneta napisał/a: | Możesz zostawić tu swoją |
Ech, tak długo już nie pisałam na żadnym forum, że zapomniałam, że jak się długo pisze to czasem zostajesz wylogowany i cała pisanina idzie w piach
Moja historia to historia głównie błędów jakich nie należy popełniać...
Pierwsza terapia, kompletny brak zaufania do terapeutki. Uzasadniony, jak dzisiaj myślę o tym co się tam działo. Tylko, że dzisiaj rozwiązaniem byłoby poszukanie innej terapeutki, a wtedy łatwiej było przerwać terapię i wrócić do picia...
Druga terapia, świetna grupa, terapeutka, ale wstyd przed wyznaniem jednej ze swoich tajemnic dotyczących mojego związku.. Nie było tam nic strasznego, dzisiaj już nawet nie wiem czego się tak wstydziłam, ale gdy zwązek się rozpadł, nie miałam jak omówić tego na terapii bo przecież ukrywałam, więc zapiłam...
AA w sumie uratowało mnie przed piciem. I to dzięki nim obsesja picia w końcu minęła, chociaż nigdy się tam nie odnalazłam, pomimo częstego chodzenia na mitingi, robienia programu ze sponsorką, służbami, zawsze czułam się gdzieś tam obok...
Tak to w skrócie wyglądało.
pterodaktyll - Śro 25 Cze, 2025 09:21
| Robin napisał/a: | | Tak to w skrócie wyglądało. |
Czyli klasyka gatunku
Robin - Śro 25 Cze, 2025 09:29
| pterodaktyll napisał/a: | | Robin napisał/a: | | Tak to w skrócie wyglądało. |
Czyli klasyka gatunku |
Chyba tak Chociaż wiem, że było tu parę osób, które gdzieś tam od razu trafiły w 10... Większość chyba jednak kombinuje, męczy się, wymyśla. Taka choroba.
esaneta - Śro 25 Cze, 2025 19:10
Yuraa gdzieś tu kiedyś przed laty napisał, że tam, gdzie zaczyna się uzależnienie, tam kończy się logika. Ot, taka choroba
Wiedźma - Śro 25 Cze, 2025 23:41
| Robin napisał/a: | | było tu parę osób, które gdzieś tam od razu trafiły w 10 |
Tak
Ja to - nie chwaląc się - do nich należę
Jedna terapia i od razu skuteczna
...ale zanim ona nastąpiła, to ho ho, panie...
Robin - Czw 26 Cze, 2025 08:25
| Wiedźma napisał/a: | | Robin napisał/a: | | było tu parę osób, które gdzieś tam od razu trafiły w 10 |
Tak
Ja to - nie chwaląc się - do nich należę
Jedna terapia i od razu skuteczna
|
No u mnie potrzeba było jeszcze prawie 5 lat... Za mało straciłam chyba na tamten czas, nie było we mnie tej potrzeby, że za wszelką cenę, że to już ostatni pociąg... raczej takie, luźne przekonanie że było lepiej gdybym przestała tyle pić...i też nadal wtedy wierzyłam, że były rzeczy, w których alkohol mi pomagał...
pietruszka - Czw 26 Cze, 2025 11:32
Cześć Robin, czasem ktoś tu wpada Miło Cię widzieć.
dromax - Czw 26 Cze, 2025 11:51
ROBIN>>>Ja mam dość proste pytanie po przeczytaniu twoich wypowiedzi:
Jakie są twoje relacje z BOGIEM?
Robin - Czw 26 Cze, 2025 12:38
| dromax napisał/a: | :| ROBIN>>>Ja mam dość proste pytanie po przeczytaniu twoich wypowiedzi:
Jakie są twoje relacje z BOGIEM? |
Obecnie? No cóż... Wierzę, że istnieje i jest wszechmocny.
Wierzę też, że w najlepszym razie nic go nie obchodzę i to co się dzieje, dzieje się na zasadzie "na kogo wypadnie, na tego bęc!". Trochę tak, jak człowiek idący po łące jedną mrówkę nic o tym nie wiedząc zgniecie, innej równie nieświadomie rzuci okruch chleba bo mu właśnie spadł z kanapki... W najgorszym razie, że się nami bawi, eksperymentuje jak dziecko wyrywające skrzydła muchom. Ale to rzadziej, zazwyczaj czuję tę pierwszą opcję.
Robin - Czw 26 Cze, 2025 12:41
| pietruszka napisał/a: | Cześć Robin, czasem ktoś tu wpada Miło Cię widzieć. |
Dziękuję! Może czasem ktoś wpadnie... Próbowałam różnych grup na FB, bo ponoć spadek popularności for internetowych jest z tego powodu, że niby ludzie się tam przenieśli... Ale tam nie ma dyskusji... Jest za to masa reklam, obrazków, cytatów, a gdzie wypowiedzi, historie, rozmowy?
pterodaktyll - Czw 26 Cze, 2025 12:53
Robin, | Robin napisał/a: |
dromax napisał/a:
ROBIN>>>Ja mam dość proste pytanie po przeczytaniu twoich wypowiedzi:
Jakie są twoje relacje z BOGIEM?
Obecnie? No cóż... Wierzę, że istnieje i jest wszechmocny.
Wierzę też, że w najlepszym razie nic go nie obchodzę i to co się dzieje, |
Takie deistyczne podejście. Masz jeszcze nad czym pracować
Robin - Czw 26 Cze, 2025 13:29
| pterodaktyll napisał/a: |
Takie deistyczne podejście. Masz jeszcze nad czym pracować |
Aż musiałam sprawdzic co to Tak, masz rację, chyba właśnie takie.
Jak robiłam program ze sponsorką, to strasznie długo ten drugi krok męczyłam. W końcu za siłę wyższą uznałam AA i wtedy to poszło. I faktycznie do dziś uważam, że to dzięki AA pozbyłam się obsesji alkoholowej i życie bez alkoholu zaczęło być czymś normalnym.
Nie wiem za bardzo jak można nad tym stosunkiem do Boga pracować, w sensie jak uwierzyć w coś w co nie wierzysz
pterodaktyll - Czw 26 Cze, 2025 14:11
| Cytat: | Nie wiem za bardzo jak można nad tym stosunkiem do Boga pracować, w sensie jak uwierzyć w coś w co nie wierzysz
|
A w AA nic nie mówili o sile wyższej?
Robin - Czw 26 Cze, 2025 14:18
| pterodaktyll napisał/a: | | Cytat: | Nie wiem za bardzo jak można nad tym stosunkiem do Boga pracować, w sensie jak uwierzyć w coś w co nie wierzysz
|
A w AA nic nie mówili o sile wyższej? |
Tak jak napisałam wyżej... mówili, że możesz za swoją SW uznać samo AA..
Whiplash - Czw 26 Cze, 2025 14:33
Robin - Czw 26 Cze, 2025 15:11
Cześć Whiplash, ja tam nawet nie mam czym machać
pterodaktyll - Czw 26 Cze, 2025 16:21
| Robin napisał/a: | | mówili, że możesz za swoją SW uznać samo AA.. |
No, no...... Pana Boga chcą zastąpić? Wysoko mierzą
Robin - Czw 26 Cze, 2025 16:43
| pterodaktyll napisał/a: | | Robin napisał/a: | | mówili, że możesz za swoją SW uznać samo AA.. |
No, no...... Pana Boga chcą zastąpić? Wysoko mierzą |
No tak jest napisane w "12 kroków, 12 tradycji", że możesz za SW uznać samo AA.
pterodaktyll - Czw 26 Cze, 2025 16:54
| Robin napisał/a: | | No tak jest napisane w "12 kroków, 12 tradycji", że możesz za SW uznać samo AA. |
Być może, nie pamiętam, co nie zmienia faktu, że jest to taka przejściowa siła wyższa (przynajmniej dla mnie, zresztą już dawno skończyłem etap trzeźwienia za pomocą AA)
Jonesy - Pią 27 Cze, 2025 08:09
| Robin napisał/a: |
Moja historia to historia głównie błędów jakich nie należy popełniać...
|
Czyż nie nasze wszystkie historie takie są?
Witaj Robin, cieszę się, że zawitałaś tu znowu.
Jakkolwiek z żalem stwierdzam, że miejsce to jest już nieco opuszczone, żeby nie napisać "zapuszczone" to przecież te parę lat temu było dla mnie bezpieczną przystanią. Moje trzeźwienie zaczęło się od pierwszego wpisu tutaj i do dzisiaj jest to piękna, niesamowita, ale też pełna dziwnych zwrotów akcji historia. A Jacka, tego który jako jeden z pierwszych mnie tu powitał, wciąż spotykam od czasu do czasu na mitingach i wciąż mu dziękuję za to co dla mnie wtedy, lata temu zrobił.
Na szczęście jednak forum nadal działa i oferuje schronienie i pomoc dla zbłąkanych dusz, które szukają pocieszenia, towarzystwa, rozmowy, chociaż może nie takiej nowoczesnej natychmiast na telefon albo videorozmowę.
Tak, że fajnie że jesteś. Cieszę się i ściskam.
Jonesy - Pią 27 Cze, 2025 08:10
| Robin napisał/a: | | dromax napisał/a: | :| ROBIN>>>Ja mam dość proste pytanie po przeczytaniu twoich wypowiedzi:
Jakie są twoje relacje z BOGIEM? |
Obecnie? No cóż... Wierzę, że istnieje i jest wszechmocny.
Wierzę też, że w najlepszym razie nic go nie obchodzę i to co się dzieje, dzieje się na zasadzie "na kogo wypadnie, na tego bęc!". Trochę tak, jak człowiek idący po łące jedną mrówkę nic o tym nie wiedząc zgniecie, innej równie nieświadomie rzuci okruch chleba bo mu właśnie spadł z kanapki... W najgorszym razie, że się nami bawi, eksperymentuje jak dziecko wyrywające skrzydła muchom. Ale to rzadziej, zazwyczaj czuję tę pierwszą opcję. |
No patrz. Niesamowite. Pokrewna dusza mi tu zawitała
Jonesy - Pią 27 Cze, 2025 08:12
Nie było by w tym cytacie kompletnie nic niefajnego, gdyby nie to, że jakiś czas temu, pewien pseudo poseł polski postanowił wysrać się z nim z sejmowej mównicy. I jakoś mi go tak trochę zniesmaczył.
Jonesy - Pią 27 Cze, 2025 08:23
| Robin napisał/a: | | pterodaktyll napisał/a: |
Takie deistyczne podejście. Masz jeszcze nad czym pracować |
Aż musiałam sprawdzic co to Tak, masz rację, chyba właśnie takie.
Jak robiłam program ze sponsorką, to strasznie długo ten drugi krok męczyłam. W końcu za siłę wyższą uznałam AA i wtedy to poszło. I faktycznie do dziś uważam, że to dzięki AA pozbyłam się obsesji alkoholowej i życie bez alkoholu zaczęło być czymś normalnym.
Nie wiem za bardzo jak można nad tym stosunkiem do Boga pracować, w sensie jak uwierzyć w coś w co nie wierzysz |
Nie wiem na ile faktycznie Ci zależy, na odnalezieniu kontaktu z Bogiem, bo przecież nigdzie nie jest napisane, że takiego kontaktu masz szukać i o niego zabiegać. Ja zresztą mam w tej kwestii bardzo zbliżone do Ciebie poglądy plus jeszcze bardzo spory żal do jego przedstawicieli handlowo-marketingowych na ziemskim padole. Ale jeśli miałbym go zacząć szukać, na Twoim miejscu spróbowałbym zacząć na Dniach Skupienia w Gostyniu, na których dopiero co byłem. Niesamowite wydarzenie, niesamowite rozmowy, naprawdę coś wspaniałego. A najlepsze, że organizowane są cyklicznie co kwartał, więc zawsze można się załapać. Polecam gorąco. Nie mówię, że od razu tam tego Boga znajdziesz i wielkie oświecenie, ale coś się może zadziałać, jak znajdziesz się tam z otwartą głową i być może z sercem.
Robin - Pią 27 Cze, 2025 08:35
| Jonesy napisał/a: |
Nie wiem na ile faktycznie Ci zależy, na odnalezieniu kontaktu z Bogiem, bo przecież nigdzie nie jest napisane, że takiego kontaktu masz szukać i o niego zabiegać. Ja zresztą mam w tej kwestii bardzo zbliżone do Ciebie poglądy plus jeszcze bardzo spory żal do jego przedstawicieli handlowo-marketingowych na ziemskim padole. Ale jeśli miałbym go zacząć szukać, na Twoim miejscu spróbowałbym zacząć na Dniach Skupienia w Gostyniu, na których dopiero co byłem. Niesamowite wydarzenie, niesamowite rozmowy, naprawdę coś wspaniałego. A najlepsze, że organizowane są cyklicznie co kwartał, więc zawsze można się załapać. Polecam gorąco. Nie mówię, że od razu tam tego Boga znajdziesz i wielkie oświecenie, ale coś się może zadziałać, jak znajdziesz się tam z otwartą głową i być może z sercem. |
Dziękuję za polecenie! Widzę, że jest kolejna edycja we wrześniu i grudniu.
Napiszesz coś więcej? Nigdy nie byłam na takim wydarzeniu. Jak od strony organizacyjnej to wygląda?
Prawda, że nie jest nigdzie napisane, że ten kontakt musi być... Czasem myślę, że łatwiej byłoby mi w ogóle nie wierzyć w Boga, niż wierzyć w to, że jest, ale po prostu obojętny... No ale wiary w to, że jest nie wyłączę sobie guzikiem jak lampki na biurku. Może więc praca nad tą relacją, która gdzieś mnie uwiera, to dobry kierunek
Maciejka - Pią 27 Cze, 2025 08:47
A nie chodzi tu czasem o poczucie krzywdy do Boga, że dlaczego ja, dlaczego akurat mnie to spotkało, dlaczego tyle muszę przejść, wycierpieć, upaść, dlaczego taka droga dla mnie, gdzie jest jak nie mam już siły, jak czuje się zagubiona, odrzucona, samotna, gdzie jest ta Jego pomocną dloń?
Witaj Robin. Ja Ci nie pomogę za wiele , jestem po tej drugiej stronie nie alkoholik.
Janioł - Pią 27 Cze, 2025 08:48
Ja polecam OAT w Zakroczymiu ......... braciszkowie Kapucyni mniejsi są gigantami od trzeźwienia i duchowości
Jonesy - Pią 27 Cze, 2025 08:51
| Maciejka napisał/a: | A nie chodzi tu czasem o poczucie krzywdy do Boga, że dlaczego ja, dlaczego akurat mnie to spotkało, dlaczego tyle muszę przejść, wycierpieć, upaść, dlaczego taka droga dla mnie, gdzie jest jak nie mam już siły, jak czuje się zagubiona, odrzucona, samotna, gdzie jest ta Jego pomocną dloń?
Witaj Robin. Ja Ci nie pomogę za wiele , jestem po tej drugiej stronie nie alkoholik. |
Zacząłem zauważać, że niektóre sytuacje jakie mnie spotkały, które wtedy gdy mnie spotykały, brałem za szczególnie przykre wobec mnie i często wtedy myślałem "ale za co mnie tak doświadczasz" znacznie później już, z perspektywy czasu, okazywały się darem dla mnie.
I nie, nie wszystkie. Szczególnie jedna nie i nie ma we mnie akceptacji ani zrozumienia. Ale jak mi to powiedział ksiądz Marek w Gostyniu, nie on mi to jest w stanie wyjaśnić i wytłumaczyć, ale być może po prostu ta perspektywa czasu nie jest jeszcze dostatecznie odległa. Mam nadzieję, że kiedyś to zrozumiem i że będzie w tym jakiś większy sens.
Jonesy - Pią 27 Cze, 2025 08:57
| Robin napisał/a: |
Dziękuję za polecenie! Widzę, że jest kolejna edycja we wrześniu i grudniu.
Napiszesz coś więcej? Nigdy nie byłam na takim wydarzeniu. Jak od strony organizacyjnej to wygląda?
|
Dzwonisz parę tygodni przed terminem na podany numer telefonu i deklarujesz na ile dni chcesz przybyć. Doba z noclegiem w klasztorze i pełnym wyżywieniem to aż całe 120 ziko. Pokoje są 2, 3 i 4 osobowe z łazienkami. Wyżywienie przepyszne, domowe. Wcale nie jest tak, że całe dnie od rana do nocy się modlimy. Jest zawsze podany program, są nawet w nim podane tematy mitingów jakie będą się odbywały. Jest trochę modlitwy, codziennie msza, możliwość spowiedzi, możliwość rozmowy z jednym z dwóch kapłanów którzy są wyspecjalizowani w rozmowach z ludźmi naszego pokroju.
No i nie wypoczniesz i nie pośpisz. Rozmowy, rozmowy i rozmowy do samego rana
A ogólnie jest tak, że jak po trzech dniach w sobotę wieczorem wyjechałem autem do Gostynia, to cały ten zgiełk i pośpiech tak mnie przytłoczył, że aż zaniemówiłem.
Jedyny problem to dojazd, bo do Gostynia nie ma połączenia kolejowego. Zostaje albo autobus albo autko.
Janioł, słyszałem też o Zakroczymiu, ale wydaje mi się, że tam to już jest na o wiele większą skalę. W Gostyniu jest zwykle około 50-70 osób maks. Często liczba ta zwiększa się na wieczornym mitingu gdyż dołącza sporo osób z grup gostyńskich.
Janioł - Pią 27 Cze, 2025 08:58
są wydarzenia które mi dane było zrozumieć po 5-6 latach i są rzeczy z którymi nadal nie jestem w stanie się pogodzić ale widocznie tak ma być. Wszystko ma swój czas jak śpiewa poeta
Maciejka - Pią 27 Cze, 2025 09:02
Mam podobnie jak Ty i uważam , że nie ma przypadkowych spotkań , niewłaściwych doświadczeń, że czasem jestem tak pogrążona w emocjach, jestem za jakimś murem, ściana że nic do mnie nie dociera ale to mija, pojawia się coś, tekst, sytuacja, inny człowiek i coś we mnie drga, drąży w głowie i nagle jest rozwiązanie , trzeba tylko otworzyć się na sygnały, na coś innego, i praktykować wdzięczność, nie brać do siebie wszystkiego, szybko wybaczać ale wyciągać też wnioski, pracować nad sobą zamek oskarżać kogoś o paskudne zachowania , lepiej czasem nic nie mówić jak widać że inny człowiek czegoś nie przyjmie.
Robin - Pią 27 Cze, 2025 09:07
| Maciejka napisał/a: | A nie chodzi tu czasem o poczucie krzywdy do Boga, że dlaczego ja, dlaczego akurat mnie to spotkało, dlaczego tyle muszę przejść, wycierpieć, upaść, dlaczego taka droga dla mnie, gdzie jest jak nie mam już siły, jak czuje się zagubiona, odrzucona, samotna, gdzie jest ta Jego pomocną dloń?
Witaj Robin. Ja Ci nie pomogę za wiele , jestem po tej drugiej stronie nie alkoholik. |
Może tak być... nawet chyba nie tyle chodzi o to, że tyle przecierpieć, bo nie mam wrażenia, że to co mnie w życiu spotkało było aż taką tragedią, bardziej chyba o ogólne poczucie bezsensu i swojego, sama nie wiem, niedopasowania? Ale tak, masz rację z tymi pytaniami dlaczego ja i po co komu takie życie, na co to.
Zawsze mnie zastanawiało, jak ktoś pisał lub mówił na terapii, że kiedyś zanim zaczął pić, było mu w życiu dobrze i chciałby do tego wrócić. Ja nigdy tak nie miałam, nie ma chyba żadnego okresu w moim życiu, do którego chciałabym wrócić i nie mogłam zrozumieć, dlaczego jak komuś przed piciem było dobrze, to pojawiła się ta ucieczka w alkohol, a z drugiej strony zazdrościłam, że ktoś jakby ma do czego wracać, ma jakąś tam wizję jak to normalne życie może wyglądać.
Nie wiem czy po tej drugiej stronie jest aż tak bardzo inaczej... Czytałam tu też dużo z tego drugiego działu i tak wiele rzeczy wydawało mi się podobnych. Bardzo podziwiałam was dziewczyny (bo chyba tylko dziewczyny pisały), bo tam oprócz walki z własną głową była też często jeszcze trudna walka z otoczeniem.
Robin - Pią 27 Cze, 2025 09:13
Jonesy dzięki za szczegóły. Dojazd to nie problem, jestem zmotoryzowana, jedynie opiekę dla zwierzaków musiałabym załatwić.
Janioł, dzięki za polecenie, sprawdzę jeszcze ten Zakroczym.
Maciejka - Pią 27 Cze, 2025 09:13
Widzisz w naszym społeczeństwie jest też ciemnota w sensie , ten pije to ma problem ale ona nie pije i jest taka owaka, nie ujdzie jej to na sucho, łatwiej się nas osadza, ocenia, więcej wymaga i nie rozumie, że my też mamy problem ze to dotyczy wszystkich którzy żyją w otoczeniu alkoholika.
Ja w swojej historii od zawsze miałam cel. Nie chcę tak jak rodzice, chce inaczej, nie chcę takiego życia , musi być inny świat , lepszy za życia tu na ziemi nie gdzieś tam bez ciała. Chcialam zobaczyć i zrozumiem na czym polega i czym jest normalność. Kiedyś kupiłam książkę o naśladowaniu Chrystusa. Lubiłam otwierać losowo i czytać taksty niewiele z tego rozumiejąc ale w głowie coś tam było , zostało , teraz patrzę na to zupełnie inaczej.
Maciejka - Pią 27 Cze, 2025 09:18
Każde życie ma sens i każdy człowiek ma coś tu do zrobienia, ma swoją misję tylko czasem nie umie tego zobaczyć albo nie widzi że idzie swoją drogą przechodząc przez swoją historię i wykonuje te zadanie , jest dany i zadany czasem zarówno dla siebie i dla innych.
Jonesy - Pią 27 Cze, 2025 09:19
W sumie z dwojga złego to ja się cieszę, że zostałem alkoholikiem jak miałbym zostać współuzależnionym i musieć oglądać stopniową degradację partnerki. Zawsze powtarzam, że moja żona, za to co ze mną przeszła (a generalnie nie odwalałem aż za nadto jakiś srogich numerów) to ma od dawna zapewnione miejsce w niebie. Nie wiem, czy ja bym takie coś przetrzymał.
Anyway, zapraszam do tego Gostynia w takim razie. Daj ewentualnie info czy i kiedy się wybierasz, bo ja chciałem w grudniu, ale namawiają mnie już i na wrzesień chłopaki z mojej grupy mitingowej.
Robin - Pią 27 Cze, 2025 09:33
Jonesy - w grudniu! We wrześniu nie mogę, trochę mi szkoda bo do grudnia daleko, no ale jest jak jest.
Maciejka, mi właśnie tego poczucia celowości i tego, że wszystko jest "po coś" brakuje. Nie mam poczucia, że jestem częścią czegoś, raczej, że ktoś powrzucał sobie różne rzeczy do słoika, na chybił trafił, potrząsnął i wyszło co wyszło. Czasem dobrze, czasem źle, czasem nijako, ale zawsze kompletnie przypadkowo
Maciejka - Pią 27 Cze, 2025 09:40
| Robin napisał/a: | Jonesy - w grudniu! We wrześniu nie mogę, trochę mi szkoda bo do grudnia daleko, no ale jest jak jest.
Maciejka, mi właśnie tego poczucia celowości i tego, że wszystko jest "po coś" brakuje. Nie mam poczucia, że jestem częścią czegoś, raczej, że ktoś powrzucał sobie różne rzeczy do słoika, na chybił trafił, potrząsnął i wyszło co wyszło. Czasem dobrze, czasem źle, czasem nijako, ale zawsze kompletnie przypadkowo | ..
Na dziś tak masz i kropka a jutro , pojutrze, za jakiś czas być może punkt widzenia się zmieni. Niepotrzebni ludzie się nie rodzą.
Jonesy - Pią 27 Cze, 2025 09:53
Szczęśliwi Ci, którzy od początku mają świadomość celu w życiu, wiedzą w którym kierunku się poruszać i co robić. Zawsze zazdrościłem za młodu kolegom i koleżankom, którzy wiedzieli czego chcą w życiu, co chcą robić, na jakie uczelnie iść. Ja tu miałem kompletny chaos, zresztą do teraz mam tak, że czasami oddaję się myśli, że może *p**** to wszystko w diabły i zająć się na przykład branżą remontowo-wykończeniową? Albo zajęciem typu pan złota rączka na godziny? A przecież praca daje mi przyjemność, myślę że raczej jestem dobry w tym co robię, na pewno mówią mi to ludzie którym prywatnie moje usługi świadczyłem. Ale mimo wszystko.
Według mnie, większość ludzi, Robin, musi się mocno napocić i nagimnastykować, żeby ten cel w życiu znaleźć. Może to być ten klucz do szczęścia w życiu, ale czy na pewno? Czy to jedyny konieczny warunek aby być szczęśliwym? Myślę że można przeżyć życie w totalnym chaosie i zamieszaniu i też być szczęśliwym w tym bałaganie. Ja tego już nie lubię, ja lubię spokój i ciszę. Lubię pobyć też sam ze sobą, lubię rano posiedzieć w ciszy i popić kawkę w spokoju. Ale też lubię zamieszanie w domu, krzyki i śmiech i kłótnie. Wtedy wiem, że mam rodzinę, że jestem częścią większej całości.
A z bezcelowości w życiu wyleczyli mnie moje chłopaki z Czempinia. Ci mi zawsze dają odczuć, że jestem potrzebny. Nawet jeśli do zmywania szklanek po kawie w przerwie mitingu (to żart oczywiście, wierzę, że jestem im potrzebny o wiele bardziej niż tylko do tego). Zresztą miałem ostatnio taką sytuację, że chodziłem przez zimę na drugą grupę w niedziele, ale zawsze im mówiłem, że to moja druga grupa, a docelowa w Czempiniu. I zaczęła się wiosna i różne weekendowe działalności i jakoś tak zniknąłem. No i dopadli mnie w Gostyniu i taki op***dol dostałem, że byłem w szoku. Widać i tam też jestem potrzebny
Jonesy - Pią 27 Cze, 2025 09:54
| Robin napisał/a: | | Jonesy - w grudniu! |
No to jesteśmy umówieni, na między innymi, wspólne śpiewanie kolęd
Lubię grudzień. To fajny miesiąc jest.
dromax - Pią 27 Cze, 2025 11:06
| Robin napisał/a: |
W końcu za siłę wyższą uznałam AA i wtedy to poszło. |
Można ale zobacz jaki kabaret wychodzi:
3.Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece grupy AA, jakkolwiek ją pojmujemy.
7.Zwróciliśmy się do grupy AA w pokorze aby usunęła nasze braki.
11.Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z grupą AA, prosząc jedynie o poznanie Jej woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia.
Robin - Pią 27 Cze, 2025 11:35
| dromax napisał/a: | | Robin napisał/a: |
W końcu za siłę wyższą uznałam AA i wtedy to poszło. |
Można ale zobacz jaki kabaret wychodzi:
3.Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece grupy AA, jakkolwiek ją pojmujemy.
7.Zwróciliśmy się do grupy AA w pokorze aby usunęła nasze braki.
11.Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z grupą AA, prosząc jedynie o poznanie Jej woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia.
|
Tak, masz rację, nie brzmi to sensownie, ale wtedy nie wybiegałam tak daleko w przyszłość i sensowność dlaszych kroków. Wiedziałam jedynie, że osoby do których się zwróciłam o pomoc nie piją, czasem od kilku czy kilkunastu lat, a ja codziennie wtedy sobie mówiłam, że nie będę pić i kończyłam dzień pijąc. Dlatego po prostu postanowiłam poddać się temu co mi powiedziano i napisano.
dromax - Pią 27 Cze, 2025 13:02
Z tego przerobionego tekstu co do kroków wynika też. że należałoby modlić się do GRUPY AA!!!
a JA TOBIE PROPONUJĘ Zakroczym.
Czyli dni skupienia dla AA
DNI SKUPIENIA AA
To jest rewelacja!
Robin - Pią 27 Cze, 2025 13:11
| Jonesy napisał/a: | | Robin napisał/a: | | Jonesy - w grudniu! |
No to jesteśmy umówieni, na między innymi, wspólne śpiewanie kolęd
Lubię grudzień. To fajny miesiąc jest. |
Ja lubie jesień, bo kojarzy mi się z nowym poczatkiem, pewnie dlatego, że kiedyś oznaczała nowy rok szkolny
Co do tego braku celowości za młodu, to chyba miałam podobnie. Ostatnia klasa liceum, a ja zero pomysłu co dalej? Co chcę robić? Co lubię? Do czego się nadaję?
Studia kompletnie przypadkowe, później drugie trochę mniej przypadkowe, potem praca zupełnie niezwiązana z tym co studiowałam... Czasem myślałam, żeby ją zmienić, ale sama nie wiedziałam na co, więc tak już zostało przez lata...
Myślę też, że nie chodzi tutaj o tylko o chaos czy też jego brak, ale bardziej o to poczucie bycia częścią większej całości, którą ty masz w swojej rodzinie. Ja się nigdzie tak nie czuję. Czuję, że gdzieś ta większa całość jest i gdzieś tam jestem obok ja, krążąca wokół jak wolny elektron i nie potrafiąca się zbliżyć. Jakby reszta ludzkości znała jakiś tajemny język, który dla mnie jest niedostępny.
A szklanki też kiedyś myłam, to była chyba moja pierwsza funkcja w AA jakiej się podjęłam
dromax - Pią 27 Cze, 2025 13:15
ROBIN>>>
a JA TOBIE PROPONUJĘ Zakroczym.
Czyli dni skupienia dla AA
DNI SKUPIENIA AA
To jest rewelacja!
Maciejka - Pią 27 Cze, 2025 13:19
Ja mam swoją rodzinę założona kiedyś tam i mam rodzinę pochodzenia, żyją rodzice jeszcze. Cieszę się, że jestem od nich daleko i mam w nosie , że dla nich jestem z innej planety. Mam tu na myśli rodziców i rodzeństwo. Dla mojej najbliższej rodziny jestem na swoim miejscu chociaż czasem bywa trudno i ciężko. W świecie znalazłam swoje miejsce. Mam poczucie , że jestem cząstka większej całości. Mam tu na myśli energię, Boga świat ten tu na ziemi i te życie wieczne. Czuję się połączona zarówno z ludźmi żyjącymi jak i z tymi którzy odeszli. Kiedyś też źle czułam się wśród ludzi z innej planety. Zawsze wolałam obserwować a potem się włączać do relacji lub nie. Było to odbierane jako dziwactwo a to po prostu tylko a może aż temperament wrodzony. Teraz ludzie nie chcą mi wierzyć że ja wolę słuchać jak mówić ponoć zrobiłam się gaduła ale wdg mnie to zależy od sytuacji i otoczenia.
Robin - Pią 27 Cze, 2025 16:22
| dromax napisał/a: | ROBIN>>>
a JA TOBIE PROPONUJĘ Zakroczym.
Czyli dni skupienia dla AA
DNI SKUPIENIA AA
To jest rewelacja! |
Dzięki Dromax, też sprawdziłam na stronce. Dobrze rozumiem, że każdorazowo takie dni skupiena są organizowane przez konkretną grupę AA? Z tego co widzę, są chyba co miesiąc czyli dość często. Napiszesz coś więcej jak to wygląda?
Robin - Pią 27 Cze, 2025 16:28
| Maciejka napisał/a: | | Ja mam swoją rodzinę założona kiedyś tam i mam rodzinę pochodzenia, żyją rodzice jeszcze. Cieszę się, że jestem od nich daleko i mam w nosie , że dla nich jestem z innej planety. Mam tu na myśli rodziców i rodzeństwo. Dla mojej najbliższej rodziny jestem na swoim miejscu chociaż czasem bywa trudno i ciężko. W świecie znalazłam swoje miejsce. Mam poczucie , że jestem cząstka większej całości. Mam tu na myśli energię, Boga świat ten tu na ziemi i te życie wieczne. Czuję się połączona zarówno z ludźmi żyjącymi jak i z tymi którzy odeszli. Kiedyś też źle czułam się wśród ludzi z innej planety. Zawsze wolałam obserwować a potem się włączać do relacji lub nie. Było to odbierane jako dziwactwo a to po prostu tylko a może aż temperament wrodzony. Teraz ludzie nie chcą mi wierzyć że ja wolę słuchać jak mówić ponoć zrobiłam się gaduła ale wdg mnie to zależy od sytuacji i otoczenia. |
Ja też zawsze wolałam obserwować, zawsze chętniej na widowni, bardziej komentator niż uczestnik, słuchacz niż mówca. I długo wierzyłam, że tak po prostu jest, taką mam osobowość czy też temperament, że to część tego jaka po prostu jestem. Dzisiaj nie jestem już tego taka pewna. Wydaje mi się, że gdyby to było zgodne z tym jaka jestem, to czułabym się z tym dobrze, że byłby to mój wybór tego jak właśnie chcę żeby było. A tak nie jest.
dromax - Wto 01 Lip, 2025 11:05
ROBIN>>>
Takie dni skupienia to po prostu REWELACJA!
ZACZYNAJĄ SIĘ OD CZWARTKU A KOŃCZĄ W NIEDZIELĘ.
To jest "jazda bez trzymanki". Oczywiście jest całodzienne wyżywienie. Koszty nie są duże. Na stronie internetowej masz wszelkie info.
Jest tam program takich dni.
W zasadzie jest to powrót do źródeł wiary!
Oczywiście tam nic nie jest "na siłę". Chcesz - uczestniczysz, nie chcesz - możesz sobie wyjść np. na spacer itp.
pietruszka - Śro 02 Lip, 2025 17:17
| Jonesy napisał/a: | | w Gostyniu |
O, sama byłam w Gostyniu kilkanaście lat temu i to właśnie na dniach dla alkoholików, nie Al-anonu. A zwykle mitingi AA obchodziłam szerokim łukiem (mimo, że w zaleceniach na terapii miałam nawet jakiś otwarty miting AA "do zaliczenia" ). Czasem warto spojrzeć z całkiem innej perspektywy.
Koleżanka Alanonka mnie namówiła. Bardzo sensownie spędzony czas. Fajnie, że nadal się te spotkania się odbywają. Mam duży sentyment do Gostynia.
Robin - Śro 02 Lip, 2025 19:17
Czy te mitingi w Gostyniu lub Zakroczymiu są jakieś inne od takich zwykłych? W sensie mówi się jakoś wiecej o Bogu?
pietruszka - Śro 02 Lip, 2025 19:26
| Robin napisał/a: | | są jakieś inne |
Właściwie teraz, po latach, to mi trudno to określić. Na pewno było tam zarówno więcej takiego wewnętrznego skupienia, przestrzeń do indywidualnego kontaktu z Bogiem, a zarazem te niekończące się rozmowy z innymi ludźmi. I jakoś tak nienachalnie, bez narzucania "jedynej i słusznej drogi". Nie wiem, jak jest teraz, ale mam nadzieję, że nadal to coś jest w tych spotkaniach.
pterodaktyll - Śro 02 Lip, 2025 19:54
| Robin napisał/a: | | Czy te mitingi w Gostyniu lub Zakroczymiu są jakieś inne od takich zwykłych? W sensie mówi się jakoś wiecej o Bogu? |
Ty chyba tak trochę na zasadzie, chciałabym, ale się boję
Maciejka - Śro 02 Lip, 2025 20:19
Najlepiej to pojechać i zobaczyć, posłuchać, nic nie ryzykujesz, zawsze możesz wyjść jak napisał dromcio.
Janioł - Śro 02 Lip, 2025 22:17
| Robin napisał/a: | | Czy te mitingi w Gostyniu lub Zakroczymiu są jakieś inne od takich zwykłych? W sensie mówi się jakoś wiecej o Bogu? | w sensie są fajne konferencje poświęcone Panu Bogu i genialni braciszkowie z ojcem Dawidem na czele z którymi zawsze można pogadać, są otwarci nie są nachalni bardzo cierpliwi i wiedzą o chorobie bardzo dużo
Jonesy - Czw 03 Lip, 2025 07:00
Miting to miting. Nie zauważyłem, żeby w Gostyniu jakoś się więcej o Bogu na mitingu mówiło. Na pewno jest sporo więcej ludzi niż na normalnym mitingu więc i wypowiedzi jest więcej.
Natomiast co jest ważne, to Pietruszka już napisała, wszystko dookoła, cała otoczka, miejsce, odosobnienie, towarzystwo, rozmowy, rozmowy i rozmowy.
Powiem tak, jak powiedział mi to kolega z mojej grupy, który był na prawie wszystkich 135 kolejnych spotkaniach. Nie nastawiaj się na nic, nie oczekuj za wiele. Jedź i zobacz. Tak zrobiłem i wróciłem oczarowany.
Maciejka - Czw 03 Lip, 2025 07:02
Bo najgorzej to się naczytać przed jakimś wydarzeniem i bać się bać a potem to się okazuje że nie było czego i warto było zaryzykować.
Maciejka - Czw 03 Lip, 2025 07:26
Weszłam na strony i Gostynia i Zakroczymia i przypomniała mi się Częstochowa i Licheń dawno temu jak mąż jeszcze żyl i dzieci były małe i pamiętam te mitingi na różnych grupach i rozmowy właśnie chociaż ja od zawsze lubiłam Kościoły i chciałam zobaczyć coś innego jak wieś wtedy . Na Dda to wtedy była nie moja bajka , gdzieś zamrożony odległy świat i pamiętam ta odwagę jak inni mówili na takich grupach a ja byłam bardzo wtedy wycofana i zagubiona i przepełniona toksycznym wstydem i blokadami przeróżnymi, pilnowałam dzieci.
A dziś jak kiedyś będzie taka możliwość to bym pojechała na takie rekolekcje grup duchowych dla zwykłych ludzi. Od tamtego czasu to już ponad 20 lat dzieli mnie przepaść inna zupełnie planeta i inny człowiek w niczym nie przypominający tamtej zapyziałej dziewczyny sprzed lat. Gdyby tak mieć tyle lat co kiedyś i ten rozum i wiedzę co dziś....a może taka po prostu była moja droga , moje zadanie na tej ziemi w tym życiu.
Jonesy - Czw 03 Lip, 2025 08:40
No dla mnie to było ciekawe doświadczenie. Zaznaczam przy tym, że nie doznałem jakiegoś wielkiego oświecenia, szczególnie natchniony duchem świętym się też nie poczułem.
Ale w rozmowie z księdzem miałem okazję wyrzucić to wszystko co mi się pod adresem kościoła nazbierało, wyjaśnić na głos swoje wątpliwości i samemu niejako sobie odpowiedzieć co dalej ze mną i z moją wiarą. I nagle okazało się, że przy okazji się wyspowiadałem. To też było ważne dla mnie, bo mi ta sprawa ciążyła od kilku lat i źle mi z tym było, a nie mogłem się przemóc żeby wyspowiadać się u obcego chłopa. Tyle sprawy religii.
Mitingi, przynajmniej w przypadku Gostynia, są wiadome na kilka miesięcy naprzód - bo tematy mitingów są ujęte w programie dni skupienia. Poranne mitingi są mitingami zamkniętymi, a wieczorne już są otwarte i każdy może uczestniczyć. Nawet zdarzył się miting śpiewany, też ciekawe doświadczenie, aczkolwiek ja nie jestem za bardzo wylewny i nie kręcą mnie śpiewy, klaskania, tulenie się i tak dalej. Nie było to jednak nachalne i nie czułem się jakoś szczególnie pod presją. Aczkolwiek zdarzało się, że szczególnie wyrywni trzeźwiejący śpiewali na stojąco, płakali i inne takie emocje leciały.
No i jest to zawsze ciekawe doświadczenie, żeby wypowiadać się przed takim sporym gremium. Dobrze to robi na odwagę później.
Tak jak pisałem - nie nastawiałem się na zbyt wiele, głównie na odpoczynek i wyciszenie. Otrzymałem wszystko tylko nie odpoczynek
Robin - Czw 03 Lip, 2025 09:01
O rany, wygląda na to, że wszyscy tam byli, tylko nie ja
Jonesy, Janioł Dzięki za wyjaśnienia! Zobaczymy jak się w tym odnajdę
Maciejka Pisałam już, że jadę. Mitingów się raczej nie boję, ale to ciekawe, że ktoś ciekawość automatycznie utożsamia ze strachem.
Maciejka - Czw 03 Lip, 2025 09:07
Ok. Ja odebrałam to jako ciekawość ale i lęk co tam jest , lęk przed nieznanym
Robin - Czw 03 Lip, 2025 09:39
| Maciejka napisał/a: | | Ok. Ja odebrałam to jako ciekawość ale i lęk co tam jest , lęk przed nieznanym |
Chyba nie... wyjazd jest króciutki bo to raptem 3 dni, a co tam się może niby stać? Najgodza opcja to, że nie poczuję tam nic specjalnego i będę się czuła nie na miejscu. Nie pierwszy raz i nie ostatni. Bardziej chyba chodziło mi o to, że przeczytałam programy tych zjazdów i zastanawiałam się, co jest innego w tych mitingach i mszach tam, że działa to również na takich trochę sceptyków duchowych
Czasem jestem na mitingach, gdzie tematem jest SW i zazwyczaj czuję tam trochę irytację, a trochę zazdrość, że ktoś potrafi tak wierzyć, ufać i znajdować w tym radość i spokój. Ciągle tego w sobie szukam i ciągle próbuję zrozumieć jak to u innych zadziałało, że działa i co ja zrobiłam inaczej, że u mnie nie.
Maciejka - Czw 03 Lip, 2025 09:46
A może pozwolić się prowadzić po prostu , że Ty masz tak a inni inaczej . Ty to Ty a inni to inni. Jesteśmy różni i to jest fajne . Co by było gdybyśmy byli tacy sami.....
Robin - Czw 03 Lip, 2025 10:01
| Maciejka napisał/a: | | A może pozwolić się prowadzić po prostu , że Ty masz tak a inni inaczej . Ty to Ty a inni to inni. Jesteśmy różni i to jest fajne . Co by było gdybyśmy byli tacy sami..... |
Nie chodzi o to, że mamy być tacy sami, tylko o to, że łatwiej się żyje widząc jakiś sens w tym i ufając. Jasne, że można żyć trudniej i nic nie zmieniać. Wolna wola.
Myślę, że bycie takim samym nikomu nie grozi, więc to taki frazes trochę, z tym co by było gdyby, skoro nigdy tak nie było i nie będzie.
Maciejka - Czw 03 Lip, 2025 10:08
Nie ma jak Ptero.
Robin - Czw 03 Lip, 2025 10:15
| pterodaktyll napisał/a: | | Cytat: | Co by było gdybyśmy byli tacy sami.....
_________________ |
Tacy sami a ściana między nami |
Hahaha tak. Teraz będzie mnie męczyć ta melodia w głowie cały dzień
Jonesy - Czw 03 Lip, 2025 11:24
Z ciekawostek i wspomnień. Bo nie wiem jak jest obecnie. Ale był taki czas, że grupa osób z forum co roku spotykała się na kilka dni w Licheniu, chyba w lipcu albo w sierpniu.
Sam byłem raz czy dwa razy, bardzo miło wspominam ten czas, bo mogliśmy porozmawiać na żywo. Gdyby nie ten wyjazd to na przykład nigdy bym Matiwaldiego nie spotkał. Ale też i całej rzeszy innych ludzi.
Chyba dwa razy byłem, bo raz Ewę przywiozłem (chyba tak miała na imię , a raz Jacka.
I to też był jakieś dni trzeźwościowe, można było iść na drogę krzyżową do Lichenia i tak dalej. Ja to najdalej doszedłem do tego bajora pod Licheniem co w nim pływaliśmy wieczorami
Ale mnie akurat wnętrza Lichenia nigdy nie kręciły, nigdy nie byłem do końca pewien czy to było na chwałę Panu wybudowane czy ku pysze ludzkiej.
dromax - Czw 03 Lip, 2025 12:20
| Robin napisał/a: |
Czasem jestem na mitingach, gdzie tematem jest SW i zazwyczaj czuję tam trochę irytację, a trochę zazdrość, że ktoś potrafi tak wierzyć, ufać i znajdować w tym radość i spokój. Ciągle tego w sobie szukam i ciągle próbuję zrozumieć jak to u innych zadziałało, że działa i co ja zrobiłam inaczej, że u mnie nie. |
No i właśnie o to chodzi by i u CIEBIE zadziałało!!!
Ja bywałem w większości takich miejsc - czyli Licheń, Częstochowa, Gostyń, Rokitno, Zakroczym.
Wszędzie było super. A w Gostyniu spotykałem (***) i nawet razem z nim raz zmywałem naczynia po obiedzie...
pterodaktyll - Czw 03 Lip, 2025 12:38
| Cytat: |
Z ciekawostek i wspomnień. Bo nie wiem jak jest obecnie. Ale był taki czas, że grupa osób z forum co roku spotykała się na kilka dni w Licheniu, chyba w lipcu albo w sierpniu. |
Eeeech.........drzewiej bywało.........
Wiedźma - Czw 03 Lip, 2025 13:17
| dromax napisał/a: | A w Gostyniu spotykałem (***) i nawet razem z nim raz zmywałem naczynia po obiedzie... |
No takich rzeczy to się chyba nie ujawnia publicznie
Zwłaszcza jeśli osoba jest ogólnie znana...
dromax - Czw 03 Lip, 2025 13:33
| Wiedźma napisał/a: | | dromax napisał/a: | A w Gostyniu spotykałem (***) i nawet razem z nim raz zmywałem naczynia po obiedzie... |
No takich rzeczy to się chyba nie ujawnia publicznie
Zwłaszcza jeśli osoba jest ogólnie znana... |
Bez przesady - przecież nie piszę co on tam robił i po co bywał...On zresztą upublicznił info o sobie ze szczegółami... Poczytaj sobie co pisze prasa o (***) - to może inaczej spojrzysz!
Wiedźma - Czw 03 Lip, 2025 15:17
| dromax napisał/a: | | Poczytaj sobie co pisze prasa o (***) - to może inaczej spojrzysz! |
Znów to zrobiłeś - w takim razie
Wiem co pisze prasa o tym panu, ale pamiętam także z moich AA-owskich czasów, że nic nie może wyjść poza salkę mityngową,
żeby wszyscy uczestnicy czuli się tam bezpiecznie. Szczególnie Ty - weteran - powinieneś tej zasady przestrzegać
Janioł - Pią 04 Lip, 2025 04:16
| Robin napisał/a: | | Czy te mitingi w Gostyniu lub Zakroczymiu są jakieś inne od takich zwykłych? W sensie mówi się jakoś wiecej o Bogu? | Jak więcej to polecam rekolekcje Ignacjańskie. Pierwszy tzw fundament, 5 dni w ciszy, spokoju i milczeniu niby cisza i milczenie a dużo przestrzeni dla Boga
dromax - Pią 04 Lip, 2025 10:48
| Wiedźma napisał/a: | pamiętam także z moich AA-owskich czasów, że nic nie może wyjść poza salkę mityngową,
|
A czy ja jestem teraz na mityngu AA? Czy to jest grupa AA? Ale OK - Jeśli tak trzeba i administrator tak zaleca - dostosuję się...
Wiedźma - Pią 04 Lip, 2025 15:32
| dromax napisał/a: | Jeśli tak trzeba i administrator tak zaleca - dostosuję się... |
Robin - Sob 05 Lip, 2025 09:40
| Janioł napisał/a: | | Robin napisał/a: | | Czy te mitingi w Gostyniu lub Zakroczymiu są jakieś inne od takich zwykłych? W sensie mówi się jakoś wiecej o Bogu? | Jak więcej to polecam rekolekcje Ignacjańskie. Pierwszy tzw fundament, 5 dni w ciszy, spokoju i milczeniu niby cisza i milczenie a dużo przestrzeni dla Boga |
Dzięki, też ciekawa opcja!
Robin - Sob 05 Lip, 2025 22:42
Jak jest u was z przyjaciółmi po zaprzestaniu picia?
Dawno temu, gdy zaczynałam dopiero trzeźwieć spytałam o to na mitingu i okazało się, że w sumie dla wypowiadających wszyscy koledzy to były osoby "z branży", a poza tym jedynie rodzina, no i znajomi z pracy...
Jedni najpierw mówili, że owszem mają kontakty z niealkoholikami, ale potem się okazywało, że jednak nie (poza właśnie rodziną i praca rzecz jasna), inni, że nie chcą bo tylko w AA czują się zrozumiani, inni że ich znajomi byli jedynie od kieliszka, więc naturalnie po zaprzestaniu picia znajomość się kończyła...
Jak to jest u was? Macie przyjaciół spoza grupy uzależnionych?
jal - Nie 06 Lip, 2025 07:36
Po zaprzestaniu picia alko stare "przyjaźnie" zwiotczały i nie tylko że ja miałem zalecenie z AA aby ich nie utrzymywać ale głównie z powodu strony przeciwnej tj. pijących z "mniejszymi konsekwencjami" - nie byłem już im potrzebny. Bo o czym rzekomo mieli ze mną rozmawiać jak ja nie biesiaduję.
Ci których uważałem za przyjaciół w okresie chlania i dał bym sobie rękę uciąć za kontakt z nimi,stali się zwykłymi kolegami od picia.
Nie miałem przyjaciół nie pijących ! i za nimi nie tęsknię.
Wielu bardzo dobrych kolegów poznałem przez różne formy zdrowienia z choroby alkoholowej.
Oparcie otrzymałem od swojej rodziny i za nie jestem jej wdzięczny.
pozdrawiam
pterodaktyll - Nie 06 Lip, 2025 08:51
| Robin napisał/a: | | Macie przyjaciół spoza grupy uzależnionych? |
Mamy.
Robin - Nie 06 Lip, 2025 11:19
| jal napisał/a: | Po zaprzestaniu picia alko stare "przyjaźnie" zwiotczały i nie tylko że ja miałem zalecenie z AA aby ich nie utrzymywać ale głównie z powodu strony przeciwnej tj. pijących z "mniejszymi konsekwencjami" - nie byłem już im potrzebny. Bo o czym rzekomo mieli ze mną rozmawiać jak ja nie biesiaduję.
Ci których uważałem za przyjaciół w okresie chlania i dał bym sobie rękę uciąć za kontakt z nimi,stali się zwykłymi kolegami od picia.
Nie miałem przyjaciół nie pijących ! i za nimi nie tęsknię.
Wielu bardzo dobrych kolegów poznałem przez różne formy zdrowienia z choroby alkoholowej.
Oparcie otrzymałem od swojej rodziny i za nie jestem jej wdzięczny.
pozdrawiam |
No właśnie ja nie mogę powiedzieć, że straciłam przyjaciół przez niepicie bo większość z nich raczej nie pije, albo bardzo okazyjnie i mało.
Jak już to raczej przez moje picie kontakty się rozluźniły bo ja wolałam pić w domu, niż dbać o te relacje...
Maciejka - Pon 07 Lip, 2025 08:17
Chciałam się z Tobą po prostu podzielić spóźniona . Był taki czas w moim życiu , że nie było widoków na poradzenie, szans na wyjście z bardzo trudnej sytuacji w życiu, było tak parę razy. Jak byłam dzieckiem to babka się modlila z wszystkich książeczek jakie w domu były a w domu robiła piekło dosłowne i złorzeczyli. Wtedy płakałam w poduszkę i prosiłam Boga żeby mnie z tego wyrwał. Pojawiła się szansa ale małżeństwa, uciekłam , niestety to był alkoholik i przemocowiec. Sytuacja była jeszcze trudniejsza, żadnego zawodu, małe dzieci, koszmarne problemy i ściana i znów zwróciłam się do Boga żeby wyrwał z choroby męża, nie stety mąż zmarł ja trafiłam po kilku latach szukania pomocy na terapię swoją dla współuzależnionych, w połowie terapii odkrylam jak uwikłany i zakłamany był mój ojciec. On robił to samo co mąż tylko na trzeźwo. Był gorszy w moim przekonaniu od męża bo mąż pił , zachlal się
Na pogrzebie miałam przeciwko sobie obie rodziny , poradziłam sobie bo byłam dwa lata po terapii. Rozwalił się świat , nie było nic, musiałam sobie radzić z małymi dziećmi. Obraziłam się na Boga bo nie dał mi tego czego chciałam. Znalazłam sposób, znalazlam inne zajęcie, mogłam się utrzymać sama i utrzymać dzieci z tego i 3 i pół roku temu zmarła córka . To była depresja. Walczylam żeby tak się nie stało ponad 10 lat . Rozpacz i wtedy przylgnęłam do Krzyża, objęłam mocno Krzyż w wyobraźni, postawił sobie za wzór jak przez to przejść Matkę Boża. Wróciłam do Kościoła, zaczęłam poznawać wiarę od nowa, nie wypaczona, nie zniekształcona , słuchałam kazań , Ewangelii i było mi coraz lżej. Zapragnęłam w tym trwać, zapragnęłam tym po prostu żyć . To jest sensem życia , być wierna swojej wierze, nauczaniu Jezusa, iść za nim , zaprosić Go do swojego życia i Boga też , dać się prowadzić Duchowi Świętemu i iść tak przez życie. Iść tak żeby było widać że jestem członkiem Kościoła który założył Chrystus. Uznaje też to , że daleko mi do takiej Bożej miłości , że upadam, nie zawsze postępuje zgodnie z moja wiara ale zawsze jest przy mnie Bóg a ja zawsze chce iść Jego drogami.
Weźmiesz z tego lub nie weźmiesz co uważasz. Chciałam po prostu się podzielić, taka mam potrzebę.
Robin - Pon 07 Lip, 2025 09:12
Macjeka, dziękuję z całego serca!
Dużo twoja historia daje do myślenia, nie tylko ze względu na to co przeszłaś, a był tego ogrom... Też, ze względu na to, że mówisz, że nie zawsze jest teraz idealnie i super, ale że pojawił się jakiś większy, głębszy sens i tego co przeżyłaś w przeszłości i co cię każdego dnia teraz spotyka. Myślę, że takiego sensu mi właśnie brakuje... a przecież przeszłam nieporównywalnie mniej od ciebie, więc skąd ta złość na Boga? Nie wiem.
pterodaktyll - Pon 07 Lip, 2025 09:14
| Robin napisał/a: | | skąd ta złość na Boga? |
Ze strachu Robin, najprawdopodobniej ze strachu
Maciejka - Pon 07 Lip, 2025 09:23
Robin, może właśnie za chorobę. Jest taka książka . Twój nałóg to Twoja szansa.
Mi otworzyła kiedyś oczy.
Maciejka - Pon 07 Lip, 2025 09:48
Jestem na forum 15 lat już, przyszłam tu żeby uratować moje dziecko i kilka lat już szukałam sposobu żeby do niej dotrzeć. Plany na górze były inne jak moje. Od tego czasu wydarzyło się w życiu moim tyle, że by starczyło na kolejne życie.
Czytam wpisy na forum min. alkoholików , kilku z nich poznałam i doszłam do wniosku , że każdy z nas ma tyle ile potrafi unieść chociaż czasem to wymaga wysiłku, walki z demonami i czasem trudno przebić się przez własny brud wewnętrzny żeby przyjąć pomoc. Dopóki człowiek żyje zawsze ma szansę na zmianę na poprawę swojego życia.
Nie jestem uzależniona bo mam inny własny krzyż do niesienia przez życie.
pterodaktyll - Pon 07 Lip, 2025 09:51
| Cytat: |
Jestem na forum 15 lat już, przyszłam tu żeby uratować moje dziecko i kilka lat już szukałam sposobu żeby do niej dotrzeć. Plany na górze były inne jak moje. Od tego czasu wydarzyło się w życiu moim tyle, że by starczyło na kolejne życie.
Czytam wpisy na forum min. alkoholików , kilku z nich poznałam i doszłam do wniosku , że każdy z nas ma tyle ile potrafi unieść chociaż czasem to wymaga wysiłku, walki z demonami i czasem trudno przebić się przez własny brud wewnętrzny żeby przyjąć pomoc. Dopóki człowiek żyje zawsze ma szansę na zmianę na poprawę swojego życia.
Nie jestem uzależniona bo mam inny własny krzyż do niesienia przez życie.
_________________ |
Szacun Perła
Maciejka - Pon 07 Lip, 2025 10:09
Na forum jestem 12 lat nie 15 , matma to nigdy nie była mocnym przedmiotem u mnie.
dromax - Pon 07 Lip, 2025 11:15
MACIEJKA>>>> - ... i wtedy przylgnęłam do Krzyża, objęłam mocno Krzyż w wyobraźni, postawił sobie za wzór jak przez to przejść Matkę Boża. Wróciłam do Kościoła, zaczęłam poznawać wiarę od nowa...
===============================
Dajesz tutaj wspaniałe świadectwo.
A odnośnie znajomych, przyjaciół - to część z nich się wykruszyła gdy zacząłem prowadzić dom bez alkoholu!!! Ala nie wszyscy. najbardziej mi wierni pozostali i zaakceptowali to...
Maciejka - Pon 07 Lip, 2025 11:18
dromax, nie wierzę normalnie, nawrociles się czy jak ?
dromax - Pon 07 Lip, 2025 12:27
| Maciejka napisał/a: | | dromax, nie wierzę normalnie, nawrociles się czy jak ? |
Człowiek tak naprawdę całe życie się nawraca...nie wiedziałaś tego???
A ja jestem katolikiem i takim chcę pozostać. To przecież Pan Bóg mnie uzdrowił niegdyś z alkoholizmu...
Jako uzdrowiony i wyleczony to piszę tu.
Maciejka - Pon 07 Lip, 2025 12:33
dromax, dobra żartowałam sobie, zaskoczona jestem ze nie krytykujesz mnie tylko nie wiem chyba uznanie, pochwałę dostałam. Nie będę prowokować do bezsensownej dyskusji.
Klara - Wto 08 Lip, 2025 20:31
Żeby nieco rozluźnić tę podniosłą atmosferę podzielę się z Wami pewnym publicznym "wyznaniem" księdza.
Na wszelki wypadek wyjaśniam, że usłyszałam je podczas wydarzenia poza kościołem, a ksiądz nie poprosił, żeby tego nie powtarzać.
Jednym z punktów programu było wspomnienie osób które odeszły. Po odczytaniu przez prowadzącą długiej listy, podniósł się obecny na uroczystości ksiądz po czym wspólnie z obecnymi zmówił modlitwę i obiecał, że jeszcze się pomodli w tej intencji.....nagle zmienił ton na frywolny i palnął:
- wiecie jakie są trzy kłamstwa księży? - Powiem wam.
1) ...nie mam pieniędzy:
2) ...to moja siostra:
3) ...będę się za was modlił.
Skończył. Może się zreflektował, że mógł sobie jednak darować ten żart...?
Maciejka - Wto 08 Lip, 2025 20:36
Podniosła atmosfera? Normalne posty i żartu trochę do dromcia. Refleksyjnie pisze czasem ale poniosle to bym nie powiedziała.
A tak z innej beczki to przy okazji przyjrzałam się w postaci takiego filmu jak wygląda moja relacja z Bogiem i zrobiłam to zupełnie nieświadomie i z potrzeby serca .
Robin - Wto 08 Lip, 2025 22:54
Klara Cześć! No żart trochę był nie na miejscu, ale sam w sobie całkiem zabawny, ja tam się uśmiechnęłam
Miałam takiego księdza przez dwa lata w liceum, który lubił żartować, miał spory dystans do siebie i tego zawodu, ale też na poważne tematy można z nim było porozmawiać... Tak jakoś mi się przypomniało... Był to jedyny znany mi ksiądz, którego lubiłam i który jakoś się zapisał w mojej pamięci.
Maciejka jakiego filmu?
Maciejka - Śro 09 Lip, 2025 04:30
Robin, chciałam zacytować mój post i się nie da z telefonu. Napisałam o relacji Z Bogiem w taki sposób , że wygląda to jak film. Poukładany , ciągły i w jasny. Inaczej mówić , jest to po prostu funkcjonalny, zdrowy sposób. Można uruchomić wyobraźnię . Nie ma szczegółów , dość ogólnie ale wygląda jak film.
Na terapii jak pisaliśmy pracę terapeutka mówiła że ma to wyglądać jak film
jal - Śro 09 Lip, 2025 06:51
| Klara napisał/a: |
...wiecie jakie są trzy kłamstwa księży? - Powiem wam.
1) ...nie mam pieniędzy:
2) ...to moja siostra:
3) ...będę się za was modlił.
|
Pomijając moment opowiedzenia powyższego... trafność jest wyjątkowa
Robin - Śro 09 Lip, 2025 08:36
| Maciejka napisał/a: | Robin, chciałam zacytować mój post i się nie da z telefonu. Napisałam o relacji Z Bogiem w taki sposób , że wygląda to jak film. Poukładany , ciągły i w jasny. Inaczej mówić , jest to po prostu funkcjonalny, zdrowy sposób. Można uruchomić wyobraźnię . Nie ma szczegółów , dość ogólnie ale wygląda jak film.
Na terapii jak pisaliśmy pracę terapeutka mówiła że ma to wyglądać jak film |
O rany, nigdy się z czymś takim nie spotkałam, że te prace mają wyglądać jak film. Bardzo ciekawe podejście. A czemu tak? Żeby sobie lepiej uporządkować w głowie?
Maciejka - Śro 09 Lip, 2025 08:50
Terapeutka tak nam powiedziała że jak to wygląda jak film to znaczy , że na tym polu , obszarze jesteśmy zdrowi, uleczeni z dysfunkcji. Oczyszczone życie z ładunku emocjonalnego. Jak nie wygląda jak film to do roboty.
Ja byłam na terapii dla współuzależnionych , nie wiem jak jest na terapii dla uzależnionych. My mieliśmy raz w tygodniu nasza grupę a uzależnieni trzy. Ja mam ogólne pojęcie i wiedzę o chorobie alkoholowej a szczegółowo rozpracowywana była dysfunkcja współuzależnienia i system iluzji i zaprzeczania. Agresję , przemoc i trójkąt ofiarą , wybawca kat rozpracowywał nam sama, przez lata i taki efekt tego jak jest teraz. Kosmetyka i uważnie. Została gdzie nie gdzie.
Klara - Śro 09 Lip, 2025 09:05
| Robin napisał/a: | | Miałam takiego księdza przez dwa lata w liceum, który lubił żartować, miał spory dystans do siebie i tego zawodu |
Też uważam, że spory dystans i do kościoła i do księży jest wskazany, ponieważ wszelkie znaki na niebie i ziemi dają znać, że wierni są (bywają) bardziej wierzący, niż pasterze z kościelnej instytucji.
Staram się oddzielić od tego czystą wiarę w Boga jako siły większej od nas, bo to jest sprawa indywidualna, delikatna i moim zdaniem, nie podlegająca dyskusji.
Robin - Śro 09 Lip, 2025 09:29
Maciejka u mnie grupa była dwa razy w tygodniu i w sumie 10 prac pisaliśmy, ale nie było takiego zalecenia, raczej przeciwnie, jeśli ktoś opisywał coś zbyt ogólnie, z dystansem, jakby to nie on brał w tym wszystkim udział tylko jakiś obojętny mu człowiek, było to uznawane za dowód działania ciągle mechanizmów obronnych, tłumienia albo zamrożenia w sobie uczuć, odcinania się od tego co nas boli, czego się wstydzimy, boimy, generalnie tego czego dotąd do siebie nie dopuszczaliśmy, zamiast pozwolenia sobie w końcu na przeżycie i akceptację tych uczuć, po to aby tę część życia uznaćw końcu za swoją... Czyli jakby zupełnie inne podejście.
Robin - Śro 09 Lip, 2025 09:38
| Klara napisał/a: | | Robin napisał/a: | | Miałam takiego księdza przez dwa lata w liceum, który lubił żartować, miał spory dystans do siebie i tego zawodu |
Też uważam, że spory dystans i do kościoła i do księży jest wskazany, ponieważ wszelkie znaki na niebie i ziemi dają znać, że wierni są (bywają) bardziej wierzący, niż pasterze z kościelnej instytucji.
|
Pamiętam kiedy bliska mi osoba wyznała mi, że była molestowana przez księdza jako dziecko. Sposób w jaki ten ksiądz to zaaranżował, premedytacja, wybór celowo dziecka z biednej rodziny... wszystko to było tak potwornie obrzydliwe, a strach, przerażenie, wstyd i kompletne niezrozumienie tego co się dzieje przez tę osobę w tej sytuacji tak straszne, że do dziś chce mi się płakać gdy o tym myślę... Jest to jedna z najlepszych osób jakie znam, dobra i życzliwa ludziom. Zabiłabym tego księdza gołymi rękami, bez żadnych wyrzutów sumienia.
Maciejka - Śro 09 Lip, 2025 09:39
Inne podejście bo inny problem. Nie było przymusu że musi być jak film. Jak tak nie było to nie było. Mi na terapii tylko raz tak się udało zrobić. Byłam bardzo mocno wspoluzalezniona i to miało bardzo głębokie korzenie. Terapia to był tylko przedsionek do bardzo trudnej i głębokiej pracy nad poczuciem własnej wartości, akceptacji, samooceny, wyznaczania granic , swoich potrzeb, pragnień, do wyjścia z izolacji, do kontaktu z kobiecością, seksualnością, do dotarcia i otoczenia stłamszone go kiedyś dziecka. Itp itd
Ja kiedyś chciałam od razu zająć się tym głęboko ale terapeutka powiedziała stop. Najpierw to co na wierzchu a potem stopniowo kolejne warstwy , to jak zdejmowanie po kolei kolejnych łusek z cebuli aż dojdzie się do środka.
Maciejka - Śro 09 Lip, 2025 14:50
Przypomniało mi się. Znałam alkoholika , wrócił z terapii po 2 miesiącach , nie pije , super, pracuje nad sobą tylko taki pyszny, taki nadęty był w kontakcie , takie napięcie się wyczuwało , że cieszyłam się , że to tylko znajomy a nie mąż , bo bym postawiła warunki i by musiał jeszcze się postarać albo kopa w tyłek i rozwód.
dromax - Czw 10 Lip, 2025 13:09
| Klara napisał/a: |
Też uważam, że spory dystans i do kościoła i do księży jest wskazany, ponieważ wszelkie znaki na niebie i ziemi dają znać, że wierni są (bywają) bardziej wierzący, niż pasterze z kościelnej instytucji.
|
=========================
Czyli wg takiego rozumowania to Kościół to są ONI a my to MY.
Przecież Kościół - wspólnotę to my tworzymy! To jest Mistyczne Ciało Chrystusa!
W dużej mierze co od nas zależy jaki ten Kościół będzie!
Klara - Czw 10 Lip, 2025 14:04
| dromax napisał/a: | | Przecież Kościół - wspólnotę to my tworzymy! To jest Mistyczne Ciało Chrystusa! |
Pisząc "my" masz na myśli wiernych?
Jeśli tak, to potwierdzasz to, co zacytowałeś z mojej wypowiedzi.
"Pasterze" zaś od zawsze sami siebie stawiają ponad wiernymi i robią to z wydatną pomocą członków wspólnoty.
Nie zauważyłeś tego?
Jonesy - Czw 10 Lip, 2025 20:59
Nie wszyscy Klaro, nie wszyscy.
Tak jak są dobrzy i ujowi księża,
Tak są dobrzy i ujowi policjanci,
Tak są dobrzy i ujowi lekarze,
Tak są dobrzy i ujowi politycy,
Tak są dobrzy i ujowi informatycy,
Nawet tak są dobrzy i ujowi trzezwiejacy alkoholicy,
A nawet są dobrzy i ujowi wspoluzaleznieni.
Masz ten komfort, że religia nie jest w naszym kraju obowiązkowa. To nas między innymi odróżnia od tych wszystkich inżynierów, którzy uciakajac z kraju gdzie są represjonowani usiluja w nowym miejscach życia stworzyć namiastka kraju z którego uciekali.
Ale kiedyś była taka sytuacja, że katolicy z religijnej Europy bardzo nieładnie zachowali się w kraju w którym postanowili się osadzić. W zasadzie w więcej niż jednym kraju, bo ten sam numer odwalili i w Ameryce i w Australii. I niech to będzie też ostrzeżenie. Że to co imigranci uważają za dobro i potrzebę pokazania drugim co jest lepsze, to dla atochtonow lepszym niekoniecznie musi być.
Robin - Pią 11 Lip, 2025 07:51
| Jonesy napisał/a: | Nie wszyscy Klaro, nie wszyscy.
Tak jak są dobrzy i ujowi księża,
Tak są dobrzy i ujowi policjanci,
Tak są dobrzy i ujowi lekarze,
Tak są dobrzy i ujowi politycy,
Tak są dobrzy i ujowi informatycy,
Nawet tak są dobrzy i ujowi trzezwiejacy alkoholicy,
A nawet są dobrzy i ujowi wspoluzaleznieni.
Masz ten komfort, że religia nie jest w naszym kraju obowiązkowa. To nas między innymi odróżnia od tych wszystkich inżynierów, którzy uciakajac z kraju gdzie są represjonowani usiluja w nowym miejscach życia stworzyć namiastka kraju z którego uciekali.
Ale kiedyś była taka sytuacja, że katolicy z religijnej Europy bardzo nieładnie zachowali się w kraju w którym postanowili się osadzić. W zasadzie w więcej niż jednym kraju, bo ten sam numer odwalili i w Ameryce i w Australii. I niech to będzie też ostrzeżenie. Że to co imigranci uważają za dobro i potrzebę pokazania drugim co jest lepsze, to dla atochtonow lepszym niekoniecznie musi być. |
1. Klara napisała, że są (bywają) bardziej wierzący niż ich wierni - czyli już zaznaczyła, że nie wszyscy.
2. To, że wszyscy są dobrzy i niedobrzy to truizm.
3. Zapomniałeś o takim malutkim szczególiku, że dobrzy czy "ujowi" (nie da się po prostu napisać "źli"?) ludzie mają różną siłę rażenia i jest ona silnie skorelowana z tym jaką funkcję pełnią. Na przykład pijany infromatyk Jonesy w robocie raczej zabije mniej osób niż pijany chirurg (no chyba, że wjedziesz w drodze do pracy w autobus, to mogą wszyscy). Przekupny Jonesy w robocie raczej nie ma możliwości skazać niewinnego człowieka na dożywocie, albo wypuścić na wolność mordercę, jaką ma przekupny sędzia, prawda? A może masz? Jak ktoś nie rozumie jaka odpowiedzialność przychodzi z rolą, którą pełni, to nie powinien jej pełnić. A wypłaszczanie tej odpowiedzialności tłumaczeniem, że "przecież są też dobrzy i źli piekarze, hehe" to piękny fikołek moralny.
4. Kompletnie nie wiem po co do tego mieszasz imigrantów, ale tak przy okazji - autochonów w Australii i Ameryce Północnej wybijali głównie protestanci i nie chodziło o wiarę, a głównie o ziemię czyli pieniądze.
Jonesy - Pią 11 Lip, 2025 10:24
Celowo nie napisałem "źli" tylko ujowi, bo określenie "zły" odnosi się do określonej postawy życiowej, w której ktoś zdecydowanie i pełną świadomością robi coś, co nie jest akceptowalne.
Ujowy natomiast znaczy dla mnie, że raczej nie powinien zajmować się zawodem którym się zajmuje bo jakby jednak się do niego nie nadawał z różnych różnistych przyczyn.
Cała reszta o chirurgach, prawnikach i tak dalej to już jest dążenie na siłę do idealizmu z Twojej strony - tak nie było nigdy i tak nigdy nie będzie. Dlatego jak pisałem - są tacy i tacy i nic na to nie poradzisz. I będą cały czas. Ale na podstawie kilku ujowych nie możesz oceniać całości (jak na przykład problem w Polsce z "samooczyszczeniem się " środowiska sędziowskiego co sugerował sędzia profesor Strzembosz, a co wytknął mu prezydent Duda. Środowisko się samo nigdy nie oczyści, bo nie jest w stanie. Ale może pozwolić innym się oczyścić, czego nie robi kościół katolicki i za co płacą ogromną cenę.
O imigrantach napisałem dlatego że to temat aktualny, przynajmniej dla mnie. Niestety jest tak szeroki i spory, że chętnie pogadam o tym z Tobą osobiście, ale pisanie długich i sążnistych postów na tematy polityczno-imigracyjne na forum dla uzależnionych jest według mnie kiepskim pomysłem. Po prostu zahaczyłem o to co dla mnie ważne.
Protestanci to tak jak katolicy ludzie wierzący w miłującego i miłosiernego Boga, natomiast odrzucają prymat papieża. Jakoś ta wiara w miłującego Boga nie powstrzymała ich od wymordowania całych nacji w imię, oczywiście, pieniędzy a także ziemi. I chodziło mi o to, że skoro byciem przedstawicielem jednej z najmniej agresywnych religii nie powstrzymało ich wyznawców przed mordami i kolonizacją na siłę wbrew autochtonów, to jak myślisz do czego będzie zmierzać otwieranie się bezrefleksyjne na wyznawców religii najbardziej agresywnych i ekspansywnych?
A pijany informatyk jeżeli jest zatrudniony w obsłudze informatycznej lotniska może narobić takiej jazdy, że lepiej sobie tego nie wyobrażać. Na szczęście ten informatyk Jonesy akurat pracuje w firmie pogrzebowej, więc niespecjalnie może komuś zaszkodzić.A że do pracy jeździ pociągiem to w autobus nie wjedzie
Robin - Pią 11 Lip, 2025 10:38
Wiesz, co mi takie wypowiedzi jak:
| Jonesy napisał/a: | | Cała reszta o chirurgach, prawnikach i tak dalej to już jest dążenie na siłę do idealizmu z Twojej strony - tak nie było nigdy i tak nigdy nie będzie. Dlatego jak pisałem - są tacy i tacy i nic na to nie poradzisz. I będą cały czas. Ale na podstawie kilku ujowych nie możesz oceniać całości |
wypisz wymaluj przypomina tłumaczenie, pijących alkoholików, że przecież każdy pije i nie bądź taka święta. Wymaganie od chirurga, żeby nie był pijany w czasie operacji, albo od sędziego żeby nie był przekupny to dla ciebie "dążenie na siłę do idealizmu"? To co dla ciebie jest normalnym standardem pracy jakiego powinniśmy wymagać w przypadku takich zawodów?
W przypadku Kościoła obawiam się, że tych ujowych było jednak więcej niż "kilku". Sami rozwalili kościół w Polsce od środka. Żadni imigranci, lewacy, ani nikt inny nie był im do tego potrzebny.
Ani protestantyzm, ani katolicyzm nie był też nigdy "jedną z najmniej agresywnych religii"... No chyba że dla ciebie palenie na stosie, wyprawy krzyżowe (czyli tak naprawdę ataki zbrojne), Inkwizycja, polowania na czarownice - to są działanie nieagresywne. To ja chyba nie wiem co to są te agresywne...
Jonesy - Pią 11 Lip, 2025 11:42
Ok, tu podziękuję za dalszą dyskusję. Nie ma sensu moim zdaniem.
Z tego co zrozumiałem z Twojej wypowiedzi to powinno się każdego alkoholika wyp****ć z każdej odpowiedzialnej roboty. Fajnie. Ale co dalej? Człowiek się wyuczył zawodu. Pracował w nim i zdobywał doświadczenie. I teraz co? Przez chorobę ma iść i szukać innej pracy? Na łopacie może bo to niewielka odpowiedzialność? A potem co? Jak podejmie leczenie to może wrócić do zawodu? Czy nie? Bo ja na przykład to przeszedłem. Mnie powiedzieli, że do końca życia wywiad na mój temat będzie obarczony ryzykiem i nikt mi poświadczeń nie da. I musiałem szukać innej pracy. A to był mały pikuś bo u mnie chodziło tylko o poświadczneia do materiałów niejawnych i tajnych. Mogę wykonywać pracę informatyka w wielu innych firmach gdzie poświadczeń nie potrzeba. A chirurg? Albo prawnik?
Co do księży to jeżeli uważasz że większa ilość niż śladowa popełniała przestępstwa to poproszę Cię o sztywne dane. Na pewno są dostępne. Poszukaj i sprawdź.
A porównywanie czasów średniowiecznych, tak zwanych mrocznych intelektualnie gdzie chrześcijanizm miał swoje ciemne strony z czasami obecnymi gdzie dżichad jest non stop prowadzony to moim zdaniem takie gadanie jakbym pisał że niemcy to naziści i wywalić ich z Unii Europejskiej.
Robin - Pią 11 Lip, 2025 12:11
1. Nigdzie nie pisałam o tym, że niepijący alkoholicy nie mogą uprawiać jakiś zawodów. Pisałam o tym, że mamy jak najbardziej wymagać od na przykład chiruga, od którego pracy zależy to czy ktoś będzie żył lub nie, żeby nie był pijany w pracy. Ty serio masz problem z takim wymaganiem? Pijany chirurg może operować twoją żonę bo "Człowiek się wyuczył zawodu. Pracował w nim i zdobywał doświadczenie."? Aha. No spoko. Ja bym nie chciała, żeby pjany w sztok gość operował, strasznie idealistyczna jestem Rozumiem, że ty nie miałbyś z tym problemu.
2. Nic nie pisałam o dożywotnim prawie pozbawienia zawodu, tylko o tym, że są pewne standardy , które obowiązują osoby czynnie wykonujące dany zawód. Według ciebie żadnych standardów nie ma?
Co do danych o księżach, nie wiem jakie przestępstwa masz na myśli i czemu w ogóle uważasz, że żeby stracić zaufanie wiernych trzeba popełnić przestępstwo. Znowu standardy jak dla Zenka spod budki z piwem. Dopóki Zenek nie kradnie i nie zabije, to Zenek jest równy gość. Obawiam się, że od księży, którzy wygłaszają kazania, rozgrzeszają i pouczają ludzi jak mają żyć, ich wierni wymagają jednak czegoś więcej niż tylko tego, żeby nie łamali kodeksu karnego. Pijaństwo, utrzymywanie kochanek (czasem jako gospodyń na plebanii), zdzieranie kasy czasem z ubogich no bo wiadomo, że muszą na pogrzeb czy chrzest znaleźć, to nie są przestępstwa karalne. Śladowe ilość księży to robiło? Lol, to do moich dziadków na wieś chyba sami śladowi trafiali. W moim rodzinnym mieście też same rodzynki Co do faktycznych przestępstw są dane na stronie episkopatu w przypadku np. pedofilli i nie są to pojedyńcze przypadki.
3. "A porównywanie czasów średniowiecznych, tak zwanych mrocznych intelektualnie gdzie chrześcijanizm miał swoje ciemne strony z czasami obecnymi gdzie dżichad jest non stop prowadzony to moim zdaniem takie gadanie jakbym pisał że niemcy to naziści i wywalić ich z Unii Europejskiej." Nie porównuję czasów średniowiecznych z obecnymi. Nawiązuję do twojego wpisu ", że skoro byciem przedstawicielem jednej z najmniej agresywnych religii nie powstrzymało ich wyznawców przed mordami i kolonizacją na siłę wbrew autochtonów". Po pierwsze mordy i kolonizacje na siłę autochonów w Am. czy Australii nie odbywały się w średniowieczu, po drugie, wynikały właśnie z tego, że te religie nie były nieagresywne, czego dowodzi m.in. to co się działo w średniowieczu, więc nie rozumiem cię teraz. Wiesz, że w czasach "mrocznych intelektualnie" (tak jakby morowanie było potrzebą intelektu), chrześcianizm "miał swoje mroczne strony" (jaki piękny eufemizm na dokonywanie eksterminacji), a jednocześnie piszesz, że przed mordowaniem autochonów był "najmniej agresywny" (mając za sobą już kilkaset lat mordowania) i ta nieagresywność nie powstrzymała go przed ich mordowaniem... No faktycznie, szok i niedowierzanie.
Jonesy - Pią 11 Lip, 2025 12:38
Rozumiem. Ale nie rozumiem. Ty próbujesz mnie zagonić w piętkę, ale tańczysz w kółko walczyka z którego nic nie wynika. Argument typu "czy chciałbyś żeby Twoją żonę operował pijany w sztok chirurg" jest tak z du** wzięta że aż mi brakuje słów żeby na to odpisać.
Moje dziecko zmarło w szpitalu i mimo tego, że uważam, że to z powodu niedopatrzenia i rutyny obsady, nawet mi nigdy, ani razu, do głowy nie przyszło, żeby podejrzewać kogokolwiek o to, że był pod wpływem alkoholu.
Proponuję odpuścić tą dyskusję. Nie doprowadzi nas do nikąd, nie będzie porozumienia a odnoszę wrażenie że mocno się nakręcamy.
Robin - Pią 11 Lip, 2025 12:50
Ogromnie ci współczuję z powodu dziecka, nie wiedziałam o tym i nic mój przykład nie miał z tym wspólnego.
Masz rację, lepiej zakończmy tę dyskusję bo mam wrażenie, że dopowiadasz sobie rzeczy, o których ja nie piszę i nie mam pojęcia skąd je bierzesz. Ja piszę o wymaganiu jakie mamy według niektórych zawodów, na przykład, żeby chirurg nie był pijany w czasie operacji, a ty na to, że według mnie każdego alkoholika powinno się wywalić z roboty, ja na to, że o czym ty piszesz bo ja o piciu w pracy, od której zależy życie lub śmierć człowieka i czy według ciebie może chirurg pić w pracy i nie będzie ci to przeszkadzać, a ty na to, że to argument tak z du** wzięty, że aż ci słów brakuje. Czyli może, ale nie może.
Faktycznie rozmowa bez sensu.
Jonesy - Pią 11 Lip, 2025 13:21
Ale wiesz o tym, że ten przysłowiowy chirurg nie zaczął od tego, że przyszedł nawalony w sztok na operację? Wiesz o tym jak działają systemy iluzji i zaprzeczeń? jak działa mechanizm racjonalizacji? Że alkoholizm to jest choroba a nie celowe działanie? Że zanim do takiej oparcji pod wpływem alko by doszło, gdzie ktoś by nie przeżył, pewnie minęły lata powolnego staczania się w to bagno? Ja go nie bronię, to oczywiste że nie powinien w takim stanie być w pracy. I teraz tak. Na pewno jak ktośzauważy, że taki chirurg jest spity w czasie dyżuru, to nie przeniosą go do innego szpitala. Nie będzie tak, że ktoś zamiast na policję to zgłosi go do ordynatora. A nawet jak zgłosi go do ordynatora, to ten zgłosi to na policję i rozpocznie procedury. I facet wyleci z roboty i to będzie jego najmniejszy problem. Czasem, pewnie nierzadko kończy się to pozbawieniem prawa do wykonywania zawodu i to jest już nieodwracalne. A w przypadku księży, widzisz, jakoś ludziom się uroiło, że zamiast na policję to do biskupa. Albo do kurii. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Przecież zawód taki sam jak każdy. Przecież postępowanie prokuratorskie może się toczyć równolegle do postępowania kanonicznego. A ksiądz Rafał uniewinniony przez sąd kościelny może okazać się Rafałem B. skazanym prawomocnie na wyrok długoletni. Tylko jakoś wyszło, że jak Ci dziecko zmolestuje budowlaniec, to nie domagasz się odszkodowania od cechu budowlańców, jak Ci dziecko zmolestuje policjant do nie chcesz odszkodowania od komendy głównej policji. A jak ksiądz molestuje to już odszkodowanie od kurii jak najbardziej. I może też to jest jakiś z powodów że robią to co robią i zamiatają pod dywan, ukrywają , przenoszą.
Ja staram się zawsze widzieć człowieka w człowieku.
Ale oczywiście jestem zdania, że tam gdzie jest zbrodnia, tam musi być kara. I to bezwzględna. I wiem, że jak policja złapie kogoś pijanego za kierownicą, to nie jest to jego pierwszy raz. Bo to trwa i trwa. Zaczyna się od jazdy na kacu. Potem jazda po "piwku". Potem kolejne i kolejne. I on doskonale wie co odwala. I szczerze? Dla mnie przestępwsto jazdy po alkoholu powinno być każdorazowo kwalifikowane jako "próba nieumyślnego zabójstwa losowej osoby". I oczywiście pełne ujawnienie danych osobowych sprawcy. I może wtedy, jakby kary więzienia były jak za próbę zabójstwa, to może wtedy coś by się uspokoiło w tym kraju.
I tak możemy sobie długo dyskutować.
Przepraszam za przykład z moim dzieckiem, nie chciałem takich argumentów wyciągać, ale tak właśnie wtedy myślałem, że o oskarżeniach o picie żadnego doktora nie obwiniałem.
Maciejka - Pią 11 Lip, 2025 14:01
Robin tak naprawdę nikt nie wie co kogoś innego spotkało , przez co przeszedł. Jako mama dziecka dorosłego w niebie po prostu wiem , że takich tematów nie da się uniknąć, nie da się omijać , nie da się podawać podobnych przykładów żeby nie dotknąć czyjegoś bólu, żałoby. To po prostu trzeba w sobie przepracować, oswoić to i żyć dalej. Takie doświadczenie zmienia mocno człowieka, inaczej się patrzy na życie albo się w tym pozostaje, zatapia. To też jest wybór albo blokada żeby pójść dalej.
Co nas nie zabije .....
Robin - Pią 11 Lip, 2025 14:28
Jonesy Ja wiem, że chirurg nie zaczął od przyjścia pijanym w sztok na operację. Podobnie jak sędzia nie zaczął prawodopodnie od brania łapówek, policjant od tuszowania przestępstw i tak dalej. Ja w ogóle nie kwestionuję tego, że każdy ma swoją historię. Cały wywód zaczął się od tego, że napisałam, że im większą ktoś ma władzę, tym większą odpowiedzialność, bo tym większe może szkody poczynić gdy tę odpowiedzialność zawiedzie... I marnym pocieszeniem będzie dla osób, których życie zostało zniszczone, że u ich oprawcy dział system iluzji i zaprzeczeń.
A co do chodzenia do biskupa, wiesz to jest tak, że obecnie ksiądz to dla nas zawód jak każdy inny. Zapewniam jednak, że w czasach mojej babci czy prababci wcale tak nie było, więc ja całkowicie rozumiem, że ludzie szukali pomocy u biskupa, a nie na policji, czy wtedy, milicji.
Czy obecnie tak jest? Prawdopodobnie nie. Taką przynajmniej mam nadzieję.
Jeśli chodzi o pozywanie kurii o odszkodowanie, a nie związku budowlańców, to oczywiście, że jeśli masz dowody na to, że związek budowlańców krył przez lata przestępstwa budowlańca do niego należącego to możesz jak najbardziej go pozwać i domagać się odszkodowania. Kuria nie jest pozywana "bo jest kurią", tylko dlatego, że takie dowody są.
Nie masz za co przepraszać, ja myślę, że to gdzieś tam zawsze ci z tyłu głowy siedzi a mój niefortunny przykład to wyciągnął na wierzch. Ja też nie posądzam ani lekarzy, ani innych ludzi od razu o najgorsze... Raczej szukam pomyłki, może nieuważności, może stresu, braku wiedzy...
pterodaktyll - Śro 16 Lip, 2025 16:28
Pax vobiscum, Pax vobiscum
dromax - Czw 17 Lip, 2025 15:54
| Robin napisał/a: | | ... obecnie ksiądz to dla nas zawód jak każdy inny. .. |
Dla mnie NIE!
Ksiądz to powołanie. Oczywiście zdarzają się wyjątki - ale nie jest to reguła!
Robin - Pią 18 Lip, 2025 09:26
| dromax napisał/a: | | Robin napisał/a: | | ... obecnie ksiądz to dla nas zawód jak każdy inny. .. |
Dla mnie NIE!
Ksiądz to powołanie. Oczywiście zdarzają się wyjątki - ale nie jest to reguła! |
Może powinnam była napisać "obywatel jak każdy inny", bo ta uwaga dotyczyła tego, że kiedyś ludzie często uważali księdza, za kogoś kto stoi ponad zwykłymi ludźmi.
Robin - Pon 11 Sie, 2025 09:37
Kolejne spotkanie z rodziną. Kiedyś, dawno temu, myślałam, że terapia lub program sprawią, że nie tylko przestanę pić, ale też stanę się "normalna", "lepsza" niż przed piciem. Teraz mam bardziej wrażenie, że owszem jestem bardziej świadoma różnych rzeczy, na przykład tego, że pewne potrzeby nigdy nie będą zaspokojone, że pewne rzeczy się nigdy nie zmienią i trzeba je zaakceptować takimi jakie są. Wiecej we mnie rezygnacji.
Maciejka - Pon 11 Sie, 2025 09:38
Rezygnacji żeby bardziej się starać o akceptację rodziny? Żeby ich zmieniać?
Robin - Pon 11 Sie, 2025 09:53
| Maciejka napisał/a: | | Rezygnacji żeby bardziej się starać o akceptację rodziny? Żeby ich zmieniać? |
Nie, nie staram się ich zmieniać bo nie bardzo wiem po co miałabym to robić ani jak. Żywa osoba to nie samochód czy wystrój mieszkania, że możesz ją sobie zmienić jak ci nie pasuje. Nie staram się też już o ich akceptację bo właśnie z tego kiedyś już w pewnym momencie zrezygnowałam.
pterodaktyll - Pon 11 Sie, 2025 10:13
| Robin napisał/a: | | pewne potrzeby nigdy nie będą zaspokojone, że pewne rzeczy się nigdy nie zmienią |
Never say never, jak powiada............Dobra Księga
Tu i teraz jest jak jest, a jak będzie?
Robin - Pon 11 Sie, 2025 10:19
| pterodaktyll napisał/a: | | Robin napisał/a: | | pewne potrzeby nigdy nie będą zaspokojone, że pewne rzeczy się nigdy nie zmienią |
Never say never, jak powiada............Dobra Księga
Tu i teraz jest jak jest, a jak będzie? |
Teoretycznie tak. Praktycznie, myślę, że w pewnym momencie nie da się już mieć nadziei bo ona się po prostu wyczerpuje. Przynajmniej tak było u mnie. Więc owszem, na poziomie myślenia mogę sobie mówić, że "wszystko się może zdarzyć", a na poziomie emocjalnym w możliwość zdarzenia się czegoś po prostu nie wierzyć
pterodaktyll - Pon 11 Sie, 2025 10:32
| Robin napisał/a: | | Teoretycznie tak. Praktycznie, myślę, że w pewnym momencie nie da się już mieć nadziei bo ona się po prostu wyczerpuje. Przynajmniej tak było u mnie. Więc owszem, na poziomie myślenia mogę sobie mówić, że "wszystko się może zdarzyć", a na poziomie emocjalnym w możliwość zdarzenia się czegoś po prostu nie wierzyć |
Straszny masz bałagan w głowie. Duuuuużo do przepracowania przed Tobą. Wybacz ocenę, ale takie wrażenie odnoszę jak czytam to co piszesz
Robin - Pon 11 Sie, 2025 10:55
| pterodaktyll napisał/a: | | Robin napisał/a: | | Teoretycznie tak. Praktycznie, myślę, że w pewnym momencie nie da się już mieć nadziei bo ona się po prostu wyczerpuje. Przynajmniej tak było u mnie. Więc owszem, na poziomie myślenia mogę sobie mówić, że "wszystko się może zdarzyć", a na poziomie emocjalnym w możliwość zdarzenia się czegoś po prostu nie wierzyć |
Straszny masz bałagan w głowie. Duuuuużo do przepracowania przed Tobą. Wybacz ocenę, ale takie wrażenie odnoszę jak czytam to co piszesz |
Nie ma czego wybaczać, wszyscy chcąc nie chcąc oceniamy i każdy według siebie
dromax - Wto 12 Sie, 2025 16:13
| Robin napisał/a: |
Może powinnam była napisać "obywatel jak każdy inny", bo ta uwaga dotyczyła tego, że kiedyś ludzie często uważali księdza, za kogoś kto stoi ponad zwykłymi ludźmi. |
Oczywiście, że KSIĄDZ to nie jest tzw. zwykły człowiek...To nadzwyczajny człowiek!
Powołany do służby temu zwykłemu człowiekowi...Z woli BOŻEJ!
Maciejka - Wto 12 Sie, 2025 16:15
Ksiądz to człowiek taki jak my tylko duchowny i potrzebuje nawrócenia tak jak my. Tak mówił proboszcz tutejszej parafii. To nie wiem kto ma rację, dromax czy proboszcz.
Robin - Wto 12 Sie, 2025 17:21
| Maciejka napisał/a: | | Ksiądz to człowiek taki jak my tylko duchowny i potrzebuje nawrócenia tak jak my. Tak mówił proboszcz tutejszej parafii. To nie wiem kto ma rację, dromax czy proboszcz. |
Zgadzam się z twoim proboszczem, Maciejko!
Maciejka - Wto 12 Sie, 2025 17:22
To nie mój proboszcz tylko parafii w której akurat przebywam.
Linka - Wto 12 Sie, 2025 18:14
Ksiądz to zwykły człowiek. Traktowanie go jako kogoś wyższego/ lepszego, jest zwyczajnie klerykalizmem.
Janioł - Śro 13 Sie, 2025 04:05
| Linka napisał/a: | | Traktowanie go jako kogoś wyższego/ lepszego, jest zwyczajnie klerykalizmem. | Dokładnie, prezbiterzy są od posługi mają służyć ........
Robin - Czw 14 Sie, 2025 07:17
| dromax napisał/a: | | Robin napisał/a: |
Może powinnam była napisać "obywatel jak każdy inny", bo ta uwaga dotyczyła tego, że kiedyś ludzie często uważali księdza, za kogoś kto stoi ponad zwykłymi ludźmi. |
Oczywiście, że KSIĄDZ to nie jest tzw. zwykły człowiek...To nadzwyczajny człowiek!
Powołany do służby temu zwykłemu człowiekowi...Z woli BOŻEJ! |
No nie wiem Dromax, wobec prawa jest, a przynajmniej powinien być, traktowany jak zwykły obywatel. Dla wielu wiernych natomiast, może nadal jest kimś wyżej, chociaż nie wiem czy dochodzi obecnie do takich sytuacji jak kiedyś, gdy największym postrachem ludzi u mojej babci na wsi było to, że ksiądz może im imiennie coś wytknąć na kazaniu w niedzielę.
Zapewne też część księży służy z powołania, część z innych, nie zawsze dobrych powodów
Natomiast cała ta dyskusja zaczęła się od rozmowy o potrzebie Boga czy też Siły Wyższej w naszym życiu a zboczyła głównie na tematy kościelne. Nie jestem przekonana, że do odczuwania więzi z Bogiem, czy też Siłą Wyższą, jest koniecznie potrzebny ksiądz, wiara w jego nadzwyczajność i przynależność do jakiegoś kościoła.
Maciejka - Czw 14 Sie, 2025 12:27
A nie możesz po prostu posłuchać intuicji i dać się jej poprowadzić? Nie wiem czy u alko dobry pomysł bo ponoć wola robi z nimi co chce. Ja słucham podszeptów takiego pchania czasem głosu od środka i dobrze na tym wychodzę, okazuje się , że właściwy kierunek, droga. Ja mam dobry zwykle kontakt ze sobą . Poukładana jestem czasem się zdarzy że za długo słucham kogoś kogo powinnam posłuchać chwilę lub dwie chwile i iść dalej swoją drogą .
Robin - Czw 14 Sie, 2025 12:54
| Maciejka napisał/a: | | A nie możesz po prostu posłuchać intuicji i dać się jej poprowadzić? Nie wiem czy u alko dobry pomysł bo ponoć wola robi z nimi co chce. Ja słucham podszeptów takiego pchania czasem głosu od środka i dobrze na tym wychodzę, okazuje się , że właściwy kierunek, droga. |
Też zazwyczaj słucham intuicji i dobrze na tym wychodzę
| Maciejka napisał/a: | | czasem się zdarzy że za długo słucham kogoś kogo powinnam posłuchać chwilę lub dwie chwile i iść dalej swoją drogą . |
Dla mnie słuchanie kogoś, niekoniecznie oznacza natychmiastowe podążanie za tym co mówi. Częściej jest to ciekawość innego punktu widzenia. Idę swoją drogą bo myślę, że każdy ma inną i w czyjeś buty nie wejdę, nawet gdybym chciała.
Nie mam natomiast jakiś podszeptów dotyczących tego jak zmienić swój stosunek do Boga, mam wrażenie, że gdzieś to jest poza mną, dlatego jestem ciekawa jak to u innych działa.
Maciejka - Czw 14 Sie, 2025 13:08
A może posłuchać KS, Wegrzyniaka na jutube? Fajnie tłumaczy codzienna ewangelię. Może coś zaskoczy , zadziała....
Robin - Czw 14 Sie, 2025 13:21
| Maciejka napisał/a: | | A może posłuchać KS, Wegrzyniaka na jutube? Fajnie tłumaczy codzienna ewangelię. Może coś zaskoczy , zadziała.... |
Wojciech Węgrzyniak, tak? Bardzo dziękuję Maciejko Dzisiaj po pracy posłucham. Jak masz jakiś odcinek, który szczególnie polecasz to napisz bo sporo tego widzę.
Maciejka - Czw 14 Sie, 2025 13:24
Tak ten ksiądz , nie mam odcinka. Po prostu słucham tego księdza jak w moim kościele księdzu odprawiajemu Mszę nie chce się mówić kazania albo gada farmazony. Albo mikrofon źle działa i mało rozumiem co on tam naucza.
Robin - Nie 17 Sie, 2025 11:11
Lato się już powoli kończy. Kiedyś nie znosiłam tej pory roku. W przeciwieństwie do większości rówieśników wolałam rok szkolny z jego strukturą, porządkiem. Lato było czasem przerzucania mnie po krewnych, którzy niekoniecznie mieli na to ochotę.
Kiedy piłam też nie lubiłam lata bo było długo jasno, a ja chciałam udawać sama przed sobą, że piję "normalnie" i tylko wieczorem. I zimą ten wieczór mogłam zaczynać zaraz po pracy a latem no jak, jak do 9 jest jasno.
Teraz już mnie ani ziębi ani grzeje ta pora roku, wolałabym jedynie żeby upały się skończyły...
dromax - Pon 18 Sie, 2025 12:28
| Robin napisał/a: |
...Nie jestem przekonana, że do odczuwania więzi z Bogiem, czy też Siłą Wyższą, jest koniecznie potrzebny ksiądz, wiara w jego nadzwyczajność i przynależność do jakiegoś kościoła. |
To się przekonaj!!!
Rozumiem, że jesteś katoliczką...
Nie chodzi o "jakiś kościół" - ale o konkretny - katolicki.
A tam masz konkretne sakramenty do dyspozycji. Sakramentów udziela prezbiter - czyli potocznie ksiądz.
Tak zwana SIŁA WYŻSZA - to określenie wzięte z ruchu AA i mnie się ono nie podoba!
Niektórzy w ruchu AA wymyślają takie teoryjki, że niby grupa AA miałaby być tą SIŁĄ WYŻSZĄ...
Maciejka - Pon 18 Sie, 2025 13:36
Weź dromax przestań namawiać do swojej wizji. Starczy pokazać drogę a wybór zostawić konkretnej osobie. Pokaż , daj przykład że swego życia że akurat Twoja wizja jest taka , która warto podążać. Póki co to daje tzw farmazony, nic konkretnego.
dromax - Pon 18 Sie, 2025 22:37
| Maciejka napisał/a: | | Weź dromax przestań namawiać do swojej wizji. Starczy pokazać drogę a wybór zostawić konkretnej osobie. Pokaż , daj przykład że swego życia że akurat Twoja wizja jest taka , która warto podążać. Póki co to daje tzw farmazony, nic konkretnego. |
Znowu zaczynasz agresywnym tonem!!! Po co???
Robin - Wto 19 Sie, 2025 10:08
Dromax, czy według ciebie tylko katolicy mają kontakt z Bogiem?
dromax - Wto 19 Sie, 2025 15:43
| Robin napisał/a: | | Dromax, czy według ciebie tylko katolicy mają kontakt z Bogiem? |
A gdzie ja tak mówię?
Odniosłem się do Twojej wypowiedzi - to wszystko...
Robin - Wto 19 Sie, 2025 19:20
| dromax napisał/a: | | Robin napisał/a: | | Dromax, czy według ciebie tylko katolicy mają kontakt z Bogiem? |
A gdzie ja tak mówię?
Odniosłem się do Twojej wypowiedzi - to wszystko... |
A gdzie ja piszę, że tak mówisz?
Zadałam pytanie bo nie rozumiem co miałeś na myśli pisząc:
| dromax napisał/a: | | Nie chodzi o "jakiś kościół" - ale o konkretny - katolicki. |
Maciejka - Wto 19 Sie, 2025 19:30
[quote="Robin"][quote="dromax"] | Robin napisał/a: |
Nie jestem przekonana, że do odczuwania więzi z Bogiem, czy też Siłą Wyższą, jest koniecznie potrzebny ksiądz, wiara w jego nadzwyczajność i przynależność do jakiegoś kościoła. |
Miałam taki czas że nie chodziłam do Kościoła, miałam żal do księdza z mojej parafii, a wieź, obecność Boga czułam i świadomie lub nie podawałam z tym głosem, wiedziałam , że Bóg jest i nie jest na mnie obrażony, że czeka aż wrócę , że to co się dzieje to część większego planu niekoniecznie mojego.
W nadzwyczajność księdza nigdy nie wierzyłam. Ksiądz z woli Boga w Jego imieniu pomaga ludziom, odpuszcza im grzechy, pokazuje czasem sposoby poradzenia ze słabościami.
Robin - Wto 19 Sie, 2025 22:34
| Maciejka napisał/a: |
Miałam taki czas że nie chodziłam do Kościoła, miałam żal do księdza z mojej parafii, a wieź, obecność Boga czułam i świadomie lub nie podawałam z tym głosem, wiedziałam , że Bóg jest i nie jest na mnie obrażony, że czeka aż wrócę , że to co się dzieje to część większego planu niekoniecznie mojego.
W nadzwyczajność księdza nigdy nie wierzyłam. Ksiądz z woli Boga w Jego imieniu pomaga ludziom, odpuszcza im grzechy, pokazuje czasem sposoby poradzenia ze słabościami. |
Dzięki Maciejko! Chyba tego poczucia, że to co się dzieje lub działo jest częścią jakiegoś większego planu, więc jest w tym jakiś sens i cel, najbardziej mi brakuje. Ja mam wrażenie, że u mnie całe życie to ślepy przypadek, czasem lepszy, czasem gorszy i tyle
Maciejka - Śro 20 Sie, 2025 01:59
A może chodzi o nastawienie. Życie jest jak okręt na morzu a człowiek trzyma ster , jak nie wierzy się że płynie do jakieś portu, celu to człowiek płynie nie wiadomo gdzie i po co bez sensu. Może po prostu trzeba uwierzyć że skoro tu jestem to po coś jestem. Łatwiej życ nawet jeśli jest czasem trudno i do kitu, nawet jak burza życiowa zburzy dotychczasowy ład i spokój i trzeba to odbudować, uciszyć.
Maciejka - Śro 20 Sie, 2025 05:47
Może czujesz się nikomu nie potrzebna. Ludzie niepotrzebni się nie rodzą. Każdy tu jest po coś. Czasem trzeba sobie odpuścić szukanie po co. Samo przyjdzie jak człowiek zburzy murek, przekonanie o nazwie . Jestem niepotrzebna.
Jonesy - Śro 20 Sie, 2025 07:21
Ja się na przykład, często zastanawiam ostatnimi czasy, na temat tego kontaktu z Bogiem przez modlitwę. Tyle czasu słucham od kolegów w AA, że znaleźli kontakt z Bogiem, że modlą się i dziękuja za trzeźwość codziennie i codziennie proszą o kolejne 24h. I teraz nie wiem czy to było w nich i wyszło samo, że ich jakoś oświeciło w pewnym momencie?
Bo ja, na przykład, jak wieczorem próbowałem dziękować to zasypiałem, a rano jak próbowałem medytować po budziku o 4:30 to okazywało się że budzi już budzik o 5:00, a ja już spóźniony jestem.
Do czego zmierzam - czy taka rozmowa z Bogiem to musi być potrzeba wewnętrzna czy też może być to nawyk, którego się wyćwiczy? Gdzieś tam czytałem, że aby nawyk wszedł w krew, należy koło 60 dni go robić regularnie. No jakoś mi te modlitwy nigdy nie udało się 60 dni kontynuować w takiej formie, to stwierdziłem, że po drodze do pracy mam Kościół Farny i on jest od rana już otwarty, to przed pracą zachodzilem i tam się modliłem. Ale też jakoś tak po paru tygodniach stwierdzałem że to jakoś takie dziwne dzień w dzień to samo klepać i ile ten Bóg może tego wysłuchiwać... Nie wiem, dziwne to trochę
Maciejka - Śro 20 Sie, 2025 07:27
Modlitwa , kontakt z Bogiem to rozmowa, wcale nie musi być klepaniem, można swoimi słowami powiedzieć Bogu to co akurat chce powiedzieć. Ja po prostu czuje wdzięczność i proszę o Jego obecność i pomoc na każdą chwilę życia.
Maciejka - Śro 20 Sie, 2025 09:05
A tak mi się nasunęło. Wszystko może być modlitwa, zwykla codzienność może być modlitwa, uwielbieniem Boga w zwykłych czynnościach, relacjach z małżonkiem, dzieckiem, innym człowiekiem. Trudności mogą być krzyżem , starczy to przyjąć jako krzyż i łatwiej nieść, nie czuje się takiego ciężaru bo pomaga Bóg.
Można dziękować Bogu życiem, relacja z innym człowiekiem.
dromax - Śro 20 Sie, 2025 09:19
| Maciejka napisał/a: | A tak mi się nasunęło. Wszystko może być modlitwa, zwykla codzienność może być modlitwa, uwielbieniem Boga w zwykłych czynnościach, relacjach z małżonkiem, dzieckiem, innym człowiekiem. Trudności mogą być krzyżem , starczy to przyjąć jako krzyż i łatwiej nieść, nie czuje się takiego ciężaru bo pomaga Bóg.
Można dziękować Bogu życiem, relacja z innym człowiekiem. |
Jak najbardziej!
Tak trzymaj!
Robin - Śro 20 Sie, 2025 09:22
| Maciejka napisał/a: | | Może czujesz się nikomu nie potrzebna. |
Tak to na pewno. Pewnie miało na to wpływ to, że nasi rodzice mieli dzieci za wcześnie. Chcieli się jeszcze bawić, korzystać z życia, a tu pieluchy i obowiązki. Jako dziecko często słyszałam ile dla mnie poświęcono, że gdyby nie dzieci to byłoby lepiej, łatwiej, można by zrobić to czy tamto i generalnie, że dzieci to kula u nogi. I chyba przez resztę życia już niosłam takie poczucie, że jestem niepotrzebna, a na zaakceptowanie mojej obecności i tego, że istnieję muszę sobie zasłużyć, ale jak to zrobić, skoro wszystko co miałam do zaoferowania było niepotrzebne, nie wiedziałam. I desperacko potem próbowałam być tą potrzebną w pracy, w zajęciach poza pracą, w wolontariacie.
| Maciejka napisał/a: | | Ludzie niepotrzebni się nie rodzą. Każdy tu jest po coś. |
No właśnie w to jakoś ciężko mi uwierzyć.
Robin - Śro 20 Sie, 2025 09:37
Jonesy, ja miałam podobnie... Jak robiłam chyba 2 krok ze sponsorką, to miałam właśnie zalecenie, żeby się modlić do SW, codziennie. I robiłam tak przez kilka miesięcy, chociaż ciągle miałam wrażenie jakbym grała w teatrze, nie było to dla mnie naturalne. U mnie nie było natomiast tak, że miałam klepać jakąś wyuczoną formułkę, tylko raczej próbować mówić tak jak chcę i potrafię, na przykład dziekując za coś, czy po prostu zwierzając się z czegoś.
Z tym nawykiem to nie wystarczy ilość powtórzeń i czasu. Czytałam kiedyś taką książkę "Siła nawyku" (polecam!) i według badań aby wykształcić nawyk potrzebne jest jeszcze kilka rzeczy - wyzwalacz czyli to co sprawi, że wejdziemy w tryb wykonywania tego nawyku, jego oczywistość (np. dzwięk nowej wiadomości w telefonie u większości ludzi powoduje natychmiastowe sięgnięcie po telefon), łatwość (np. łatwiej wyrobić sobie nawyk regularnego biegania gdy mamy ustaloną trasę, przygotowane ubranie itp. niż gdy codziennie rano się spieszymy a tu jeszcze musimy zaczynać od znalezienia butów, szortów i zastanawiania nad trasą), no i rzecz jasna atrakcyjność czy satysfakcja, którą daje nam wykonanie tego nawyku i która sprawi, że jak go wykonamy to będzie nam tego brakować. I wcale nie musi to być coś wyjątkowego. Ponoć powszechny nawyk mycia zębów pojawił się gdy ktoś wpadł na pomysł, żeby do pasty dodać miętowy smak. I to lekkie szczypanie i poczucie świeżości po myciu było tym czego potem brakowało jak się zębów nie umyło i sprawiało, że ten nawyk łatwiej wchodził w krew.
Robin - Śro 20 Sie, 2025 09:40
| Maciejka napisał/a: | A tak mi się nasunęło. Wszystko może być modlitwa, zwykla codzienność może być modlitwa, uwielbieniem Boga w zwykłych czynnościach, relacjach z małżonkiem, dzieckiem, innym człowiekiem. Trudności mogą być krzyżem , starczy to przyjąć jako krzyż i łatwiej nieść, nie czuje się takiego ciężaru bo pomaga Bóg.
Można dziękować Bogu życiem, relacja z innym człowiekiem. |
Myślę, że u prawdziwie wierzących ludzi tak właśnie jest.
Jonesy - Śro 20 Sie, 2025 09:42
| Maciejka napisał/a: | | Modlitwa , kontakt z Bogiem to rozmowa, wcale nie musi być klepaniem, można swoimi słowami powiedzieć Bogu to co akurat chce powiedzieć. Ja po prostu czuje wdzięczność i proszę o Jego obecność i pomoc na każdą chwilę życia. |
No właśnie, widzisz, ja jakoś kompletnie zatraciłem tę potrzebę rozmowy z Bogiem. Nie wiem zresztą, czy kiedykolwiek ją miałem.
Maciejka - Śro 20 Sie, 2025 09:49
A ja czuję się jakbym była w domu u najlepszych rodziców na świecie . Kościół to ludzie nie tylko gmach, budynek, Bóg jest w ludziach tylko czasem ciężko to zobaczyć , ale jak popatrzeć na życie Jezusa i potem spróbować spojrzeć przez Jego życie, drogę na ziemi, jak był traktowany często przez ludzi wierzących na kawalek historii, życia, sytuacji konkretnej osoby np. alkoholika, starszej osoby, napotkanego człowieka to konkretną sytuacja, zdarzenie nabierają innego wymiaru. Inaczej się patrzy. P. Jezus był przecież zarówno czczony przez ludzi jak i upodlony, niesprawiedliwie oskarżony, zabity, odrzucony. Ile sytuacji ma każdy człowiek podobnych do Niego. Nie takich samych ale podobnych zbliżonych. Dlaczego ja mam mieć tylko cud miód i orzeszki skoro mam naśladować Jezusa a on nie miał wcale łatwo.
Robin - Śro 20 Sie, 2025 09:55
| Maciejka napisał/a: | | A ja czuję się jakbym była w domu u najlepszych rodziców na świecie . Kościół to ludzie nie tylko gmach, budynek, Bóg jest w ludziach tylko czasem ciężko to zobaczyć , ale jak popatrzeć na życie Jezusa i potem spróbować spojrzeć przez Jego życie, drogę na ziemi, jak był traktowany często przez ludzi wierzących na kawalek historii, życia, sytuacji konkretnej osoby np. alkoholika, starszej osoby, napotkanego człowieka to konkretną sytuacja, zdarzenie nabierają innego wymiaru. Inaczej się patrzy. P. Jezus był przecież zarówno czczony przez ludzi jak i upodlony, niesprawiedliwie oskarżony, zabity, odrzucony. Ile sytuacji ma każdy człowiek podobnych do Niego. Nie takich samych ale podobnych zbliżonych. Dlaczego ja mam mieć tylko cud miód i orzeszki skoro mam naśladować Jezusa a on nie miał wcale łatwo. |
Ale ja nie mam ani poczucia, że powinnam mieć tylko cud miód i orzeszki, ani też tego, że spotkało mnie coś strasznego, nie wiadomo jaki krzyż. Moje życie i doświadczenia były bardzo przeciętne, taka średnia krajowa i zdaję sobie sprawę z tego, że są osoby, które mają dużo gorzej, więcej przeciwności i trudności ich w życiu spotkało.
Maciejka - Śro 20 Sie, 2025 09:57
Robin a chcesz coś zrobić z przekonaniem wyniesionym z domu że jesteś nikomu niepotrzebna? Że musisz sobie zasłużyć na istnienie w świecie w otoczeniu?
Robin - Śro 20 Sie, 2025 10:04
| Maciejka napisał/a: | | Robin a chcesz coś zrobić z przekonaniem wyniesionym z domu że jesteś nikomu niepotrzebna? Że musisz sobie zasłużyć na istnienie w świecie w otoczeniu? |
Nie bardzo wiem co mogłabym z tym zrobić. Mam wrażenie, że przez lata próbowałam to zmienić, gdzieś tam myślałam, że pomoże program, terapia, wolontariat, praca, zaangażowanie w życie rodziny. Nie wiem co jeszcze można zrobić.
Maciejka - Śro 20 Sie, 2025 10:09
Zmienić przekonanie . Nie zasługuje na miłość . Na takie np.
nam swoją wartość. Jestem potrzebna światu. Mam światu wiele do zaoferowania. Kocham i akceptuję siebie. Mam wiele dowodów na to że jestem potrzebna tu i teraz. I wiele innych. Zmień mapę po prostu. Wyłącz stary program i zainstaluj nowy , wspierający.
Posprzątaj w swojej głowie, poukładaj to. Ja mogłam to zrobić to Ty też możesz.
Tego nikt za Ciebie nie zrobi , to Twoje zadanie. Siła Wyższa, Bóg tego nie zrobi. Może postawić ludzi na Twojej drodze, dawać wskazówki ale to Ty musisz to odczytać, otworzyć się na to i wykonać pracę.
Robin - Śro 20 Sie, 2025 10:21
| Maciejka napisał/a: | Zmienić przekonanie . Nie zasługuje na miłość . Na takie np.
nam swoją wartość. Jestem potrzebna światu. Mam światu wiele do zaoferowania. Kocham i akceptuję siebie. Mam wiele dowodów na to że jestem potrzebna tu i teraz. I wiele innych. Zmień mapę po prostu. Wyłącz stary program i zainstaluj nowy , wspierający.
Posprzątaj w swojej głowie, poukładaj to. Ja mogłam to zrobić to Ty też możesz. |
Moje pytanie było co mam zrobić, żeby zmienić to przekonanie.
Maciejka - Śro 20 Sie, 2025 10:23
Napisałam. Po prostu zmień na takie które będzie Cię uslkrzydlac, dodawać wiary w siebie, wspierać poczucie własnej wartości. Dałam przykłady takich zdań wspierających. Nie wiem jakie do Ciebie przemówią. Słuchasz i nie słyszysz Robin.
Robin - Śro 20 Sie, 2025 10:28
| Maciejka napisał/a: | | Napisałam. Po prostu zmień na takie które będzie Cię uslkrzydlac, dodawać wiary w siebie, wspierać poczucie własnej wartości. Dałam przykłady takich zdań wspierających. Nie wiem jakie do Ciebie przemówią. Słuchasz i nie słyszysz Robin. |
Piszesz, że żeby zmienić przekonanie na inne muszę zmienić przekonanie na inne. To jest masło maślane.
Maciejka - Śro 20 Sie, 2025 10:34
Nie. To jest praca nad sobą a Ty chyba tego nie chcesz. To proces terapeutyczny. Ja tak pracowałam. Szukało się przekonania np.
Nie zasługuje na miłość.
Pisało się to na papierze.
Potem szukało się takiego które to wykluczało i jak było mało to szukało się na to dowodów w życiu.
Potem się słuchało głosu w głowie który powtarzał swoje. Nie zasługujesz na miłość i mówiło Stop. I zamieniało się na nowe aż tamten głos przestał nadawać swoją audycje. To trudne, wymaga koncentracji , uwaznosvi , uwagi i słuchania samej siebie.
Mowa tu o krytyku wewnętrznym który niszczy od środka. Trzeba zamienić to na rodzica wspierającego i sobie go wypracować. Nie znajdziesz nigdzie tego co masz w sobie. Nikt nie pomoże Tobie jeśli sama możesz to zrobić a możesz.
Robin - Śro 20 Sie, 2025 10:43
| Maciejka napisał/a: | | Nie. To jest praca nad sobą a Ty chyba tego nie chcesz. |
Naprawdę według ciebie dopytuję się o to JAK to zrobić, bo nie chcę tego zrobić?
Czyli jak dopytuję się kogoś jak dojechać w jakieś miejsce, to dlatego, że nie chcę tam dojechać.
Mhm.
| Maciejka napisał/a: | To proces terapeutyczny. Ja tak pracowałam. Szukało się przekonania np.
Nie zasługuje na miłość.
Pisało się to na papierze.
Potem szukało się takiego które to wykluczało i jak było mało to szukało się na to dowodów w życiu.
Potem się słuchało głosu w głowie który powtarzał swoje. Nie zasługujesz na miłość i mówiło Stop. I zamieniało się na nowe aż tamten głos przestał nadawać swoją audycje. To trudne, wymaga koncentracji , uwaznosvi , uwagi i słuchania samej siebie.
Mowa tu o krytyku wewnętrznym który niszczy od środka. Trzeba zamienić to na rodzica wspierającego i sobie go wypracować. Nie znajdziesz nigdzie tego co masz w sobie. Nikt nie pomoże Tobie jeśli sama możesz to zrobić a możesz. |
Tak, rozumiem o co ci chodzi. Dziękuję.
Maciejka - Śro 20 Sie, 2025 10:50
Robin odniosłam wrażenie że cokolwiek Ci napisać to traktujesz. Tak ale...ale mówiło że nie zrobi wcale , dlatego napisałam że chyba wolisz narzekać ,szukać czego nie zgubiłas zamiast wsiąść się do roboty i sprzątania swego wnętrza. Jeśli mylnie wywnioskowałam, przepraszam.
Napiszę Ci jeszcze że praca z wewnętrznym krytykiem jest bardzo trudna. Mi na początku pomagała terapeutka potem robiłam to sama ....latami. to nie pstryknięcie palcami, zaklinanie rzeczywistości, rzucanie zaklęcia to mozolne trudne sprzątanie, układanie siebie na nowo i sprawdzanie czy znów brud się nazbierał i czy nie trzeba znów wziiasv środków sprzątających i zakazać rękawy do pracy. To proces trudny ale efekty są takie że nawet się nie śni o tym.
Robin - Śro 20 Sie, 2025 10:55
| Maciejka napisał/a: | Robin odniosłam wrażenie że cokolwiek Ci napisać to traktujesz. Tak ale...ale mówiło że nie zrobi wcale , dlatego napisałam że chyba wolisz narzekać ,szukać czego nie zgubiłas zamiast wsiąść się do roboty i sprzątania swego wnętrza. Jeśli mylnie wywnioskowałam, przepraszam.
Napiszę Ci jeszcze że praca z wewnętrznym krytykiem jest bardzo trudna. Mi na początku pomagała terapeutka potem robiłam to sama ....latami. to nie pstryknięcie palcami, zaklinanie rzeczywistości, rzucanie zaklęcia to mozolne trudne sprzątanie, układanie siebie na nowo i sprawdzanie czy znów brud się nazbierał i czy nie trzeba znów wziiasv środków sprzątających i zakazać rękawy do pracy. To proces trudny ale efekty są takie że nawet się nie śni o tym. |
No właśnie o to mi chodziło, żeby zrozumieć jak działał ten proces, bo jak pisałaś "no po prostu zmień przekonania" to brzmiało to dla mnie tak, jakby dla ciebie to było, że "ot, pstryknęłam sobie palcami i zmieniłam przekonania na takie jakie mi pasowały, no i dlaczego ty Robin marudzisz, ze nie potrafisz tego zrobić."
Tak, myślę, że to długi proces. Jeszcze powiedz mi jak często takie rzeczy pisałaś sobie? Codzienie w sensie raz dziennie, np. wieczorem? Czy raczej codziennie według potrzeb, w zależności od tego jak się czułaś w danej chwili?
Maciejka - Śro 20 Sie, 2025 11:03
Nauczyłam się słuchać głosu w głowie. Potem identyfikował te krytyki bo jest ich kilka, jak było trzeba to szukałam w dzieciństwie w tym jak u mnie to się zapisało kto mi tak mówił, do kogo to zdanie, przekonanie należy i oddawałam mu lub jej to.
Jak często pisałam? W razie potrzeby , tyle ile trzeba i ćwiczyłam , ćwiczyłam, modyfikowałam te zdania, zamienialam na jeszcze inne aż stały się moja mapa , moimi przekonaniami o mnie samej aż stałam się jak skała . Inni niech myślą i mówią o mnie co chcą a jak mam swoje własne zdanie na swój temat. Jeśli ktoś skrytykuje moje postępowanie , mnie i będzie to zgodne z faktami to się zastanowię nad tym i być może zmienię, jeśli niezgodne z faktami to puszczę mimo uszu jako jego subiektywna ocenę do której mam prawo.
Zobac kolejny temat wychodzi. Prawa. Jakie ja mam prawa? Czy w ogóle mam jakieś prawa czy tylko obowiązki, powinności?
Ja mogę tak godzinami pisać , bardzo lubię pracować nad sobą.
dromax - Śro 20 Sie, 2025 11:54
| Robin napisał/a: | | U mnie nie było natomiast tak, że miałam klepać jakąś wyuczoną formułkę, .... |
Taki popularny slogan mówi o tzw. "klepaniu wyuczonej formułki". Ten slogan jest często powtarzany przez ludzi, którzy mają blade pojęcie o wartości i sensie modlitwy.
Bo modlitwa ma różne formy.
Mnie zdarza się np. modlić na różańcu i nie przyszło mi do głowy nazywać tego rodzaju medytacji - klepaniem zdrowasiek czy tym podobnych porównań.
Co najmniej raz w roku jadę do ROKITNA - To sanktuarium maryjne - bazylika minor.
Tam są słynne dróżki różańcowe. Odprawiamy tam z żoną wszystkie tajemnice różańca.
Robin - Śro 20 Sie, 2025 12:03
| dromax napisał/a: | | Robin napisał/a: | | U mnie nie było natomiast tak, że miałam klepać jakąś wyuczoną formułkę, .... |
Taki popularny slogan mówi o tzw. "klepaniu wyuczonej formułki". Ten slogan jest często powtarzany przez ludzi, którzy mają blade pojęcie o wartości i sensie modlitwy.
Bo modlitwa ma różne formy.
Mnie zdarza się np. modlić na różańcu i nie przyszło mi do głowy nazywać tego rodzaju medytacji - klepaniem zdrowasiek czy tym podobnych porównań.
Co najmniej raz w roku jadę do ROKITNA - To sanktuarium maryjne - bazylika minor.
Tam są słynne dróżki różańcowe. Odprawiamy tam z żoną wszystkie tajemnice różańca. |
Ja ani od sponsorki, ani od księży w dzieciństwie nie słyszałam nigdy, że mam klepać formułki. Raczej zawsze słyszałam, że modlitwa powinna być czymś osobistym.
Jonesy - Śro 20 Sie, 2025 12:23
No a ja z kolei naprawdę nie rozumiem, dlaczego mam odmawiać różaniec? Zwłaszcza jeżeli nie czuję takiej potrzeby? Z obowiązku? Czy mam raczej pracować nad sobą tak długo aż nie znajdę w sobie tej potrzeby? Co mi da ten różaniec? Co Bóg z tego będzie miał?
Ja nie wierzę w siłę sprawczą modlitwy z różańcem, bo miałem taki okres, bardzo trudny okres, że sporo tych różańców odmawiałem i sporo rozmawiałem i sporo prosiłem i było to z samej głębi serca. I teraz muszę się domyślać jakie był plany Boga, że moje prośby jednak nie zostały spełnione. Nie jest to łatwe.
A z pracą nad sobą, to prawdę mówiąc, jak miałbym się z terapeutą jakimś zagłębiać w zakamarki mojego dzieciństwa, to o ja p***ę. Nie wiem czy mam ochotę tę podróż odbywać. Tym bardziej, że już wybaczyłem tym, którzy mi krzywdę zrobili, a oni stwierdzili że sobie wymyślam i konfabuluję i że przeszłość zupełnie inaczej wyglądała, a ja sobie wymyśliłem ją na nowo, żeby mieć wymówkę do picia.
Innymi słowy, to nie wydarzenia i traumy z przeszłości był powodem mojego picia, które doprowadziło mnie do alkoholizmu, ale alkoholizm doprowadził mnie do picia i wymyślania usprawiedliwień tej potrzeby upijania się.
Robin - Śro 20 Sie, 2025 12:57
Jonesy, myślę, że tu nie chodzi o usprawiedliwianie picia, zwłaszcza gdy się od dawna już nie pije...Chodzi raczej o rozpoznanie pewnych schematów i tego co Maciejka nazwała głosem rodzica w nas, nadal wciskającym nam coś, co niekoniecznie jest prawdą i bez czego lepiej by się nam funkcjonowało i po prostu lepiej, pełniej żyło.
A co do tej modlitwy, no to ja takie właśnie miałam wtedy zalecenia sponsorki... coś w stylu "fake it until you make it". No i nie zadziałało to u mnie
Jonesy - Śro 20 Sie, 2025 13:16
I spoko Robin, i masz prawo do tego żeby nie zadziałało, bo dlaczego u każdego miałoby zadziałać? Tym bardziej jeśli nigdy, nawet za młodych lat, nie byłaś "uczona" do rozmowy z Bogiem. Gorzej, jak podobnie jak w moim przypadku, na przykład taka babcia mówiła Ci rzeczy typu:
"pan Bóg nie rychliwy ale sprawiedliwy"
"pan Bóg wszystko widzi"
i tak dalej, tak że jawił Ci się jak taki surowy brodaty dziad, który wszystko widzi i za wszystkie grzechy pi***olnie Ci tak jak tym nieszczęśnikom w Sodomie i Gomorze. Potem na przykład, jako ten nastolatek, leżysz w łóżku i się zastanawiasz czy jak będziesz się masturbować pod kołdrą to czy będzie to Bóg widział czy nie... Głupie, ale cóż. Tak się wdrukowuje w głowy dziecka, nastolatka, młodego człowieka różne schematy. I potem jako dorosły 40-latek nie masz pojęcia co jest wdrukowanym programem a co Twoimi odczuciami. Bardzo często tak mam że się nad tym zastanawiam.
Ja widzę różnicę między mną, a moją żoną w podejściu do religii, Boga, kościoła. Ale ona do małego chodziła do kościoła z dobrą mamą, która jej wszystko tłumaczyła i objaśniała i sama się dużo w domu modliła. A ja... Cóż, moja matka potrafiła mi sprzedać liścia jako dziecku w kościele, jak się wierciłem. A częściej o wiele po prostu wracałem do domu z kościoła z przeświadczeniem nieuchronnej kary. A gdzie to co mówił Jezus o tym, żeby puścić do niego dzieci? I to wszystko siedzi we mnie i stąd ja nie mam potrzeby się modlić, bo po co? Mnie się kościół kojarzy właśnie z takimi aktami przemocy i traktowaniem dzieci jak małe robociki, co mają siedzieć i być cicho i nic nie muszą rozumieć, a jak nie to "pan Bóg nierychliwy ale sprawiedliwy".
Wiesz ile razy, jak coś przeskrobałem, to bardziej się bałem tego, że spotka mnie jakaś kara boska w postaci nieszczęścia, niż tego że mnie ktoś przyłapie i ukarze?
No i nie muszę czuć potrzeby się modlić, żeby sobie jechać na Dni Skupienia, pobyć z ludźmi mi podobnymi, którzy mnie rozumieją, poczuć tę atmosferę, porozmawiać z tym Bogiem na własnych warunkach, nieporadnie ale jednak jakoś.
Maciejka - Śro 20 Sie, 2025 14:39
| Jonesy napisał/a: | . Gorzej, jak podobnie jak w moim przypadku, na przykład taka babcia mówiła Ci rzeczy typu:
"pan Bóg nie rychliwy ale sprawiedliwy"
"pan Bóg wszystko widzi"
|
Moja też tak mówiła babcia i jeszcze . Wy psiawiary, satany, ancychrysty.
A to Bóg babki czy Twój?
Bo mój Bóg też sprawiedliwy i nierychliwy ale miłosierny i dobry i kocha mnie miłością nie nienawiscia.
Ja 3 razy zmieniałam podejście do religii. Najpierw było babki, potem było moje ale wypaczone i wykrzywione a teraz jest moje ale bliżej tego co jest w Biblii. Ja czuję pragnienie bycia blisko Boga i chodzenia do Kościoła bo tak i już.
Jonesy - Śro 20 Sie, 2025 14:44
| Maciejka napisał/a: | | Jonesy napisał/a: | . Gorzej, jak podobnie jak w moim przypadku, na przykład taka babcia mówiła Ci rzeczy typu:
"pan Bóg nie rychliwy ale sprawiedliwy"
"pan Bóg wszystko widzi"
|
Moja też tak mówiła babcia i jeszcze . Wy psiawiary, satany, ancychrysty.
A to Bóg babki czy Twój?
Bo mój Bóg też sprawiedliwy i nierychliwy ale miłosierny i dobry i kocha mnie miłością nie nienawiscia.
Ja 3 razy zmieniałam podejście do religii. Najpierw było babki, potem było moje ale wypaczone i wykrzywione a teraz jest moje ale bliżej tego co jest w Biblii. Ja czuję pragnienie bycia blisko Boga i chodzenia do Kościoła bo tak i już. |
I totalnie nikt Ci tego nie broni przecież. Tak jak nikt nie broni Robin nie czuć się w potrzebie modlić. Czy mnie. Czy to przyjdzie jeszcze do nas? Czy to trzeba w sobie "wyhodować"? Czy potrzeba może się pojawić sama z siebie? Tego nie wiem i pewnie nikt mi na to nie odpowie.
Maciejka - Śro 20 Sie, 2025 14:46
Dokładnie tak.
dromax - Śro 20 Sie, 2025 15:26
| Jonesy napisał/a: |
Ja nie wierzę w siłę sprawczą modlitwy z różańcem, bo miałem taki okres, bardzo trudny okres, że sporo tych różańców odmawiałem i sporo rozmawiałem i sporo prosiłem i było to z samej głębi serca. I teraz muszę się domyślać jakie był plany Boga, że moje prośby jednak nie zostały spełnione. Nie jest to łatwe.
|
A ja odwrotnie - WIERZĘ W POTEGĘ MODLITWY CZY MEDYTACJI RÓŻAŃCOWEJ!
To tego typu medytacja wyciągnęła mnie z alkoholizmu i nikotynizmu.
Teraz jestem uzdrowiony, wyleczony i uszczęśliwiony!
Ta medytacja to w zasadzie rozważanie działalności Chrystusa w tamtym czasie - tu, na ZIEMI.
Rozważa się w sumie 4 razy po 5 takich tajemnic.
dromax - Śro 20 Sie, 2025 15:35
| Jonesy napisał/a: |
No i nie muszę czuć potrzeby się modlić, żeby sobie jechać na Dni Skupienia, pobyć z ludźmi mi podobnymi, którzy mnie rozumieją, poczuć tę atmosferę, porozmawiać z tym Bogiem na własnych warunkach, nieporadnie ale jednak jakoś. |
DNI SKUPIENIA - jak najbardziej. To jest przecież też forma modlitwy!
Znam takie miejsca GDZIE BYWAŁEM na dniach skupienia jak ZAKROCZYM, LICHEŃ, ROKITNO, GOSTYŃ... Rewelacja!
pterodaktyll - Pią 22 Sie, 2025 10:40
Ciekawa dyskusja.............
Maciejka! Mam wrażenie, że najbardziej Ty podążasz we właściwym kierunku (o ile mogę sobie pozwolić na taką refleksję) i Twoje przekonania w tej kwestii są mi najbliższe.
pterodaktyll - Pią 22 Sie, 2025 10:43
Tak przy okazji mi się nasunęło. Wiara nie zadaje pytań, jeśli w coś naprawdę wierzysz, to nie zadajesz pytań ani nie wątpisz, że jest tak, jak powinno być.
Maciejka - Pią 22 Sie, 2025 11:05
To ja chyba tak mam.
Mi się nasunęło jeszcze, że zależy jak się podchodzi do różańca. Dla mnie to jest po prostu całą Ewangelia, życie i działalność Jezusa i życie Marki Bożej. Zaczynam powoli odkrywać tajemnice różańca. To nie jest klepanie zdrowasiek i tego samego. To jest tajemnicą świętości i cud Boży. Uwielbienie miłości Boga do człowieka aż po śmierc jedynego Syna żeby człowiek mógł żyć po śmierci. Ale to ja tak mam. Spacerki do Kościoła to odkrywanie i radość z tego czegoś nowego co pomaga mi wzrastać i się rozwijać, uczyć się miłości.
dromax - Pią 22 Sie, 2025 19:37
MACIEJKA = Trafnie to ujęłaś...
Maciejka - Pią 22 Sie, 2025 19:41
Ja mam wrażenie jak mówię sobie codziennie ostatnio różaniec, że powoli unosi się jakaś zasłona i odsłania coś o czym zupełnie nie miałam pojęcia. Podchodziłam do różańca wiele razy ale dopiero teraz to jest jak odkrywanie innego pięknego świata.
Robin - Wto 26 Sie, 2025 19:02
Dzisiaj ostatni raz na basenie. Chłodniej się już robi, zwłaszcza rano i wieczorem więc można wrócić do biegania. Pies się już za naszymi porannymi biegami po polach stęsknił, tylko ja się rozleniwiłam i jak tu teraz wstać godzinę wcześniej
Będę też robiła w weekend kratkę na balkonie. Mam już wszystko zaplanowane tylko ciągle myślę jak to drewno przytwierdzić do metalowej balustrady
Cieszą mnie takie małe rzeczy. W czasach gdy piłam, to ja ciągle coś planowałam. Głównie to co będę robić "jutro". I to jutro się ciągle przesuwało i przesuwało bo jakoś zawsze tego dnia, którego miałam zacząć to coś było nie tak, wiatr wiał nie z tej strony i tylko jeszcze tego dnia musiałam się napić, a jutro to już miałam zacząć naprawdę żyć...
Dzisiaj jest już trochę inaczej, ale to nie było tak, że zaraz po zaprzestaniu picia, przeobraziłam się w mistrza realizacji swoich planów. Pamiętam jak jakoś kilka miesięcy już nie piłam, pracowałam na krokach i wymyśliłam sobie, że pobiegnę w biegu Niepodległości na 10 km, akurat równa rocznica była, to był z dużą pompą organizowany. I nie pobiegłam. Wstałam raniutko tego dnia, którego miałam jechać do Poznania, ale nie pojechałam. Za bardzo się bałam. Że nie dobiegnę, że dobiegnę ostatnia, że się zgubię po trasie, że ktoś tam się będzie ze mnie śmiał. Rany, tyle tych strachów było. Potem okazało się, że kolega z AA na nim był i opowiadał jak było wspaniale. Do dzisiaj tego biegu żałuję i zawsze jak mi się nie chce czegoś robić, to sobie przypominam, że warto, czasem pomimo strachu, niewygody, zniechęcenia.
pterodaktyll - Wto 26 Sie, 2025 19:04
| Robin napisał/a: | | jak to drewno przytwierdzić do metalowej balustrady |
Trytytkami
Robin - Wto 26 Sie, 2025 19:06
| pterodaktyll napisał/a: | | Robin napisał/a: | | jak to drewno przytwierdzić do metalowej balustrady |
Trytytkami |
No właśnie u sąsiada tak widziałam, ale myślałam, że to tymczasowe jakieś. Mówisz, że na stałe będzie się trzymać? Bo takie coś to nawet chyba bym dała radę zrobić.
pterodaktyll - Wto 26 Sie, 2025 19:09
| Robin napisał/a: | | myślałam, że to tymczasowe jakieś. |
Tak oczywiście, że tymczasowe. Jakieś 400-500 lat i się rozleci
Robin - Wto 26 Sie, 2025 20:12
| pterodaktyll napisał/a: | | Robin napisał/a: | | myślałam, że to tymczasowe jakieś. |
Tak oczywiście, że tymczasowe. Jakieś 400-500 lat i się rozleci |
No to będę działać, już nie mam wymówek
pterodaktyll - Wto 26 Sie, 2025 21:40
| Robin napisał/a: | | już nie mam wymówek |
Postaraj się bardziej, może coś jeszcze wymyślisz
Robin - Wto 26 Sie, 2025 23:21
| pterodaktyll napisał/a: | | Robin napisał/a: | | już nie mam wymówek |
Postaraj się bardziej, może coś jeszcze wymyślisz |
Już chyba tylko gradobicie w weekend może mnie uratować
pterodaktyll - Wto 26 Sie, 2025 23:26
| Robin napisał/a: | | uż chyba tylko gradobicie w weekend może mnie uratować |
Wiara przenosi góry jak powiada...............Dobra Księga
Robin - Pią 29 Sie, 2025 16:00
Kolejna rozmowa z mamą. U taty z powodu przerzutów do kości będą robić naświetlanie lub chemię, jeszcze nie wiemy bo lekarz w przyszłym tygodniu zdecyduje.
Według internetu rokowania nie są dobre, w sumie to są beznadziejne.
Po raz kolejny zaproponowałam, że przyjadę i mama zareagowała takim tonem jakby się bała, że miałabym przyjechać. Zaczęła mówić, że oni potrzebują teraz spokoju i tak dalej.
Poczułam się tak jakbym była kimś obcym i im niepotrzebnym, zawadą.
Oczywiście wiem, że pewnie tak jest jak mówi, że potrzebują spokoju, ale cały czas mam wrażenie, że tak mało czasu z tatą zostało, że czuję się z tego jeszcze dodatkowo ograbiona.
Zazdroszę siostrze, która mieszka obok i może wpadać do nich każdego dnia.
Musiałam się wypłakać i wyrzucić to z siebie tutaj, bo nie potrafię sobie z tą sytuacją poradzić.
Generalnie to jest tak, że staram się cały czas nie myśleć o tym, co będzie jeśli te rokowania się sprawdzą i tata tak szybko umrze. Odsuwam w ogóle od siebie tę myśl, tak jakby miało się to zdarzyć komuś obcemu, nie mnie. Jak już ją czasem do siebie dopuszczę, to płaczę przez kilka godzin i nie potrafię się uspokoić.
Nie wiem jak im pomóc w tym czasie, co zrobić, czy w ogóle mogę coś zrobić. Oni nic nie chcą, nic nie potrzebują, cały czas to słyszę gdy pytam.
Linka - Pią 29 Sie, 2025 18:12
Nie wiem jaki masz kontakt z siostrą. Ale może to z nią porozmawiaj.
Jak ona to widzi.
Może mogłabyś się u niej zatrzymać…. nie wiem.
Maciejka - Pią 29 Sie, 2025 18:19
Po prostu być obok , spędzać czas z tatą i nie narzucać się, po prostu być i ewentualnie zatrzymać się np u siostry. Tyle i aż tyle. Wiem, że to trudne ale czasem być to bardzo dużo.
OSSA - Pią 29 Sie, 2025 19:50
Robin,
Robin - Pią 29 Sie, 2025 21:10
Linka, Maciejka, OSSA bardzo wam dziękuję, rozmawiałam z siostrą i ustaliłyśmy, że zatrzymam się u niej jak przyjadę, żeby rodzicom nie robić kłopotu...
Męczy mnie jeszcze jedna rzecz... Jak tam byłam ostatnio tata był jeszcze w fazie diagnozy, latania po różnych specjalistach itp. I raz jak siedzieliśmy w szpitalu, czekając na lekarza, powiedział mi coś takiego, że on czuje, że z tego nie wyjdzie i że czuje się z tym pogodzony i gotowy, żeby się z nami pożegnać. Ja w ogóle nie wiedziałam jak zareagować i jakoś to głupio zbyłam, żeby tak nie mówił, że jeszcze nic nie wiadomo, że przecież x też miał raka i już 12 lat chodzi itp. I teraz ciągle mnie to męczy, że może on potrzebował o tym z kimś porozmawiać i nie miał z kim. I że teraz gdy już wiemy, że nie ma mowy o operacji, a leczenie bedzie jedynie próbą spowolnienia tego co się dzieje, on pewnie nadal o tym myśli..
A ja zupełnie nie wiem co, gdyby chciał o tym kiedyś jeszcze porozmawiać odpowiedzieć, jak ulżyć, uspokoić, pomóc? Spytać czy chciałby coś jeszcze załatwić, zrobić? Nie mam pojecia jak rozmawiać o takich rzeczach.
pterodaktyll - Pią 29 Sie, 2025 21:22
| Robin napisał/a: | | Nie mam pojecia jak rozmawiać o takich rzeczach. |
Śmierć jest nieodłącznym atrybutem życia i musisz to zaakceptować. Jeśli Twój Tata mówi, że jest już w jakiś sposób pogodzony ze swoim losem, to nie musisz mu tłumaczyć, że będzie dobrze, tylko siądź, przytul Ojca i nawet nie musisz specjalnie nic mówić. Bliskość i czuły gest czasem znaczy więcej, niż całe morze kwiecistych słów. Trzymaj się........
Maciejka - Pią 29 Sie, 2025 21:41
Dokładnie tak jak napisał Ptero. Ludzie wiedzą że umierają, po prostu łap chwilę. Twoja reakcja była normalna, ludzka. Nie chcemy do siebie dopuścić myśli że to już pożegnanie.
Wiedźma - Pią 29 Sie, 2025 23:30
Borus - Sob 30 Sie, 2025 06:24
Robin - Sob 30 Sie, 2025 17:59
| pterodaktyll napisał/a: |
Śmierć jest nieodłącznym atrybutem życia i musisz to zaakceptować. Jeśli Twój Tata mówi, że jest już w jakiś sposób pogodzony ze swoim losem, to nie musisz mu tłumaczyć, że będzie dobrze, tylko siądź, przytul Ojca i nawet nie musisz specjalnie nic mówić. Bliskość i czuły gest czasem znaczy więcej, niż całe morze kwiecistych słów. Trzymaj się........ |
Masz całkowitą rację, muszę to zaakceptować, po prostu dla mnie to jest za wcześnie, ale może zawsze byłoby za wcześnie...
Też mam takie poczucie, że pocieszanie taty w takim wypadku, jakieś tłumaczenie, nie jest tym o co chodzi, jest w pewnym sensie nawet zaprzeczaniem tego co on mówi i czuje.
To też mój problem, że ja wolę mówić, rozpatrywać, argumentować, zamiast po prostu być i tak jak mówisz przytulić się. U mnie przy trudnych emocjach intelektualizacja zawsze wjeżdża na pełnym gazie, chyba dlatego, że bez tego wydaję się sobie jeszcze bardziej bezsilna i bezbronna.
A teraz powinnam myśleć o tym czego tata potrzebuje, a nie co dla mnie jest wygodne.
| Maciejka napisał/a: | | Ludzie wiedzą że umierają, po prostu łap chwilę. Twoja reakcja była normalna, ludzka. Nie chcemy do siebie dopuścić myśli że to już pożegnanie. |
Oj, tak, ciągle uciekam od tej myśli.
Jadę tam za dwa tygonie i zostanę na kilka dni, muszę tylko w pracy pozałatwiać wszystko.
Dziękuję wszystkim.
Maciejka - Sob 30 Sie, 2025 18:03
Tak mi się jeszcze nasunęło. Może mama po prostu też chce być z mężem jak najwięcej i po prostu nie pomyślała , że potrzebujesz pobyć z tatą. Może powiedzieć mamie że też chcesz pobyć z tatą.
pterodaktyll - Sob 30 Sie, 2025 18:11
| Robin napisał/a: | | teraz powinnam myśleć o tym czego tata potrzebuje, a nie co dla mnie jest wygodne. |
Tej wersji się trzymaj
pietruszka - Nie 31 Sie, 2025 20:07
| Maciejka napisał/a: | | Tak mi się jeszcze nasunęło. Może mama po prostu też chce być z mężem jak najwięcej i po prostu nie pomyślała , że potrzebujesz pobyć z tatą. Może powiedzieć mamie że też chcesz pobyć z tatą. |
Ludzie różnie reagują w takich sytuacjach. Jak umierał mój tata, to mama robiła wszystko, żeby uciec od problemu, tak jakby w magiczny sposób udając, że nic się nie dzieje, zapobiegnie najgorszemu. A ojciec był już leżący, na morfinie... Uciekała od łóżka ojca, tak jakby nie chciała się pogodzić, z tym, co już było nieuchronne. Krzyczała na niego.
Bardzo brutalnie skonfrontowałam mamę z faktami, bo... nie było już czasu na "cackanie" się. Wprost powiedziałam, że ojciec umiera, że niech mu poświęci nieco czasu, bo potem sobie nie wybaczy, że tak uciekała.
Skończyło się to kilka godzin później utratą świadomości u mamy, na fizycznym odreagowaniu (myślałam nawet, że to udar, ale lekarz z pogotowia wykluczył, po prostu tak silnie zareagowała na stres). Rano już normalnie wstała, usiadła z ojcem, porozmawiała, pobyła z nim. A ja mogłam choć na chwilę oderwać się od łóżka ojca, bo to też nie było łatwe.
Trudny czas i zawsze jest za wcześnie.
Maciejka - Nie 31 Sie, 2025 20:11
Może to szok i reakcja taka. Widziałam ludzi w podobnych sytuacjach i reakcje są właśnie od nie odstępowania na krok partnera, małżonka poprzez właśnie to co napisała pietruszka. Człowiek czasem patrzy tylko przez swój ból, strach, stres i nie pomyśli że jeszcze dzieci też to przeżywają i mają różne potrzeby, choćby żeby pobyć , nacieszyć się, zapamiętać głos, dotyk, zapach, słowa.
Robin - Pon 01 Wrz, 2025 14:24
| pietruszka napisał/a: |
Ludzie różnie reagują w takich sytuacjach. Jak umierał mój tata, to mama robiła wszystko, żeby uciec od problemu, tak jakby w magiczny sposób udając, że nic się nie dzieje, zapobiegnie najgorszemu. A ojciec był już leżący, na morfinie... Uciekała od łóżka ojca, tak jakby nie chciała się pogodzić, z tym, co już było nieuchronne. Krzyczała na niego.
Bardzo brutalnie skonfrontowałam mamę z faktami, bo... nie było już czasu na "cackanie" się. Wprost powiedziałam, że ojciec umiera, że niech mu poświęci nieco czasu, bo potem sobie nie wybaczy, że tak uciekała.
Skończyło się to kilka godzin później utratą świadomości u mamy, na fizycznym odreagowaniu (myślałam nawet, że to udar, ale lekarz z pogotowia wykluczył, po prostu tak silnie zareagowała na stres). Rano już normalnie wstała, usiadła z ojcem, porozmawiała, pobyła z nim. A ja mogłam choć na chwilę oderwać się od łóżka ojca, bo to też nie było łatwe.
Trudny czas i zawsze jest za wcześnie.
|
U nas to jest tak, że mama się bardzo angażuje w to leczenie taty, natomiast ona nie chce o tym rozmawiać, ani ze mną, ani z rodzeństwem. Siostra mi powiedziała rozżalona trochę, że z nią mama nie chce rozmawiać, a ze zwykłą znajomą przez telefon nie może się nagadać.
Nie wiem, może z obcymi jest jej łatwiej rozmawiać, bo to ich nie dotyczy?
Siostra dopytała się też o co chodzi z tym, że mama nie chce, żebym przyjechała. Mama jej powiedziała, że nie chcę bo ja tylko pracuję i oni nie mogą się czuć swobodnie i do tego zmuszam tatę do długich spacerów.
Serio, nie wiem już co o tym myśleć. Byłam tam ostatnio przez dwa tygodnie. Załatwiłam w pracy, żeby pracować zdalnie i zaznaczyłam, że nie będę cały czas dostępna. Pracowałam w nieużywanym pokoju po drugiej stronie domu, żeby nikomu nie przeszkadzać. Chodziłam co 1-1,5 h do nich się spytać czy coś nie pomóc, przynieść, wynieść, pozamiatać, jeździłam z tatą do szpitala. Tak, chodził ze mną na spacer, bo sam chciał, a ja celowo wybierałam krótką trasę, a na dłuższe spacery z psem chodziłam sama. Wieczorem już tylko z nimi siedziałam.
Nie wiem czy naprawdę mamy tak różne widzenie tego co się działo, czy chodzi jej o coś innego, a te rzeczy, które wymieniła to tylko pretekst.
Dzisiaj tata ma wizytę u onkologa, czy będą robić chemię, czy naświetlania, czy co. Bardzo się boję, że powiedzą mu, że nic już nie da się zrobić.
Robin - Pon 01 Wrz, 2025 14:27
| Maciejka napisał/a: | | Może to szok i reakcja taka. Widziałam ludzi w podobnych sytuacjach i reakcje są właśnie od nie odstępowania na krok partnera, małżonka poprzez właśnie to co napisała pietruszka. Człowiek czasem patrzy tylko przez swój ból, strach, stres i nie pomyśli że jeszcze dzieci też to przeżywają i mają różne potrzeby, choćby żeby pobyć , nacieszyć się, zapamiętać głos, dotyk, zapach, słowa. |
Tak, masz rację. Myślę, że dla mamy jest to najtrudniejsza sytuacja, kilkadziesiąt lat razem, lęk i stres jest na pewno ogromny. Być może przesłaniający i odsuwający na bok wszystko inne.
Maciejka - Pon 01 Wrz, 2025 16:37
| Robin napisał/a: | | pietruszka napisał/a: |
Ludzie różnie reagują w takich sytuacjach. Jak umierał mój tata, to mama robiła wszystko, żeby uciec od problemu, tak jakby w magiczny sposób udając, że nic się nie dzieje, zapobiegnie najgorszemu. A ojciec był już leżący, na morfinie... Uciekała od łóżka ojca, tak jakby nie chciała się pogodzić, z tym, co już było nieuchronne. Krzyczała na niego.
Bardzo brutalnie skonfrontowałam mamę z faktami, bo... nie było już czasu na "cackanie" się. Wprost powiedziałam, że ojciec umiera, że niech mu poświęci nieco czasu, bo potem sobie nie wybaczy, że tak uciekała.
Skończyło się to kilka godzin później utratą świadomości u mamy, na fizycznym odreagowaniu (myślałam nawet, że to udar, ale lekarz z pogotowia wykluczył, po prostu tak silnie zareagowała na stres). Rano już normalnie wstała, usiadła z ojcem, porozmawiała, pobyła z nim. A ja mogłam choć na chwilę oderwać się od łóżka ojca, bo to też nie było łatwe.
Trudny czas i zawsze jest za wcześnie.
|
U nas to jest tak, że mama się bardzo angażuje w to leczenie taty, natomiast ona nie chce o tym rozmawiać, ani ze mną, ani z rodzeństwem. Siostra mi powiedziała rozżalona trochę, że z nią mama nie chce rozmawiać, a ze zwykłą znajomą przez telefon nie może się nagadać.
Nie wiem, może z obcymi jest jej łatwiej rozmawiać, bo to ich nie dotyczy?
Siostra dopytała się też o co chodzi z tym, że mama nie chce, żebym przyjechała. Mama jej powiedziała, że nie chcę bo ja tylko pracuję i oni nie mogą się czuć swobodnie i do tego zmuszam tatę do długich spacerów.
Serio, nie wiem już co o tym myśleć. Byłam tam ostatnio przez dwa tygodnie. Załatwiłam w pracy, żeby pracować zdalnie i zaznaczyłam, że nie będę cały czas dostępna. Pracowałam w nieużywanym pokoju po drugiej stronie domu, żeby nikomu nie przeszkadzać. Chodziłam co 1-1,5 h do nich się spytać czy coś nie pomóc, przynieść, wynieść, pozamiatać, jeździłam z tatą do szpitala. Tak, chodził ze mną na spacer, bo sam chciał, a ja celowo wybierałam krótką trasę, a na dłuższe spacery z psem chodziłam sama. Wieczorem już tylko z nimi siedziałam.
Nie wiem czy naprawdę mamy tak różne widzenie tego co się działo, czy chodzi jej o coś innego, a te rzeczy, które wymieniła to tylko pretekst.
Dzisiaj tata ma wizytę u onkologa, czy będą robić chemię, czy naświetlania, czy co. Bardzo się boję, że powiedzą mu, że nic już nie da się zrobić. |
Czasem z obcym łatwiej jest rozmawiać na trudne tematy jak np. z dziećmi. Rodzice myślą że w ten sposób chronią dzieci a dzieci przez takie niedźwiedzie przysługi czują się pominięte i odsunięte na boczny tor. To jedno a druga rzecz.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Z Twojej perspektywy pobyt u rodziców wygląda tak a z mamy inaczej. Poza tym Ty się zmieniłaś a mama niekoniecznie i mamy zderzenie dwóch światów i dwóch prawd.
Maciejka - Pon 01 Wrz, 2025 19:36
Przypomniało mi się. Kiedyś moja córka postanowiła że coś zrobi i mi nie powie, postawi przed faktem dokonanym. Nie wytrzymała i zadzwoniła i powiedziała że planuje tak zrobić ale zeby mnie nie denerwować to najpierw to zrobi. Moja reakcja była natychmiastowa.
Dziękuję Ci bardzo za taką ochronę.
Córka zrezygnowała wtedy z tego pomysłu a ja mocno zabrałam się za porządki z sama sobą. Bo ona mnie chce ochronić, bo mama będzie się denerwować.
Robin - Pon 01 Wrz, 2025 21:08
| Maciejka napisał/a: | | Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Z Twojej perspektywy pobyt u rodziców wygląda tak a z mamy inaczej. Poza tym Ty się zmieniłaś a mama niekoniecznie i mamy zderzenie dwóch światów i dwóch prawd. |
Tak, masz rację, już się uspokoiłam, przemyślałam to sobie, że nie ma co drzeć szat nad tym. Będę u nich uważna na ich potrzeby i będę robić swoje.
| Maciejka napisał/a: | Przypomniało mi się. Kiedyś moja córka postanowiła że coś zrobi i mi nie powie, postawi przed faktem dokonanym. Nie wytrzymała i zadzwoniła i powiedziała że planuje tak zrobić ale zeby mnie nie denerwować to najpierw to zrobi. Moja reakcja była natychmiastowa.
Dziękuję Ci bardzo za taką ochronę.
Córka zrezygnowała wtedy z tego pomysłu a ja mocno zabrałam się za porządki z sama sobą. Bo ona mnie chce ochronić, bo mama będzie się denerwować. |
Ech z tym "mama będzie się denerwować" przypomniało mi się z kolei jak to u nas wyglądało. Moja mama miała ojca alkoholika. Alkoholika tego typu co jak się napije potrafi rodzinę z domu wygonić, z siekierą latać itp. I oni wszyscy jej matka i dzieci chodzili koło niego na paluszkach, żeby tylko taty nie zdenerwować. Potem moja mama odtworzyła dokładnie ten sam układ u nas w rodzinie i wszystko u nas w domu się kręciło wokół tego, żeby tylko mamy nie zdenerwować.
Pamiętam jak jako nastolatka miałam jechać sama do babci pociągiem, z przystankiem w Krakowie. I w tym Krakowie mnie okradli, jak szłam, ktoś mi otworzył plecak i ukradł portfel.
I stałam na tym dworcu, sama jak palec, nie wiedząc co zrobić, a to były czasy gdy nie miało się komórki, blika, internetu wszędzie. A jedyne o czym ja myślałam, to co powie mama i że na pewno będzie zła, że dałam się okraść. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że jestem pewna, że gdybym miała dzieci, to odtworzyłabym dokładnie ten sam układ.
Tacie onkolog powiedział, że zaczną chemię w tym tygodniu, w szpitalu ze względu na inne jego choroby, a potem w domu. I że on myśli, że ta chemia pomoże na ciągłe bóle, które on odczuwa i że nie jest to taka ciężka chemia więc powinien ją dobrze znosić. To ważne bo tata bardzo się bał, że będzie w trakcie tej chemii niezdolny do normalnego życia, a wydaje się, że tak nie będzie, chociaż oczywiście zobaczymy jak to pójdzie.
Jonesy - Wto 02 Wrz, 2025 07:17
| Robin napisał/a: |
Ech z tym "mama będzie się denerwować" przypomniało mi się z kolei jak to u nas wyglądało. Moja mama miała ojca alkoholika. Alkoholika tego typu co jak się napije potrafi rodzinę z domu wygonić, z siekierą latać itp. I oni wszyscy jej matka i dzieci chodzili koło niego na paluszkach, żeby tylko taty nie zdenerwować. Potem moja mama odtworzyła dokładnie ten sam układ u nas w rodzinie i wszystko u nas w domu się kręciło wokół tego, żeby tylko mamy nie zdenerwować.
|
Moja matka mnie nauczyła, żeby nigdy nie mówić prawdy, jeśli ta prawda mogłaby mi w jakikolwiek sposób zagrozić. Zaczęło się od tego jak lała mnie za dwóje w szkole i to tak strasznie, że bałem się że mnie zabije (miałem wtedy 8 lat...).
Do czego zmierzam - mechanizmy jakie wtedy sobie wyćwiczyłem doprowadziły do tego, że na przykład moi rodzice dowiedzieli się moich zaręczynach dopiero jak trzeba było się już konkretnie co do wesela rozmówić.
A jak zrobiłem sobie tatuaż, to żona nic nie wiedziała. O drugim też nie wiedziała. O trzecim też nie. Teraz bym jej powiedział, bo wiem jakie to było głupie i krótkowzroczne.
Ale zmierzając do konkluzji - starsza córka (ta roszczeniowa i krnąbrna) w zeszłym roku zapragnęła kolczyk w nosie. Jako że Iwona ciężko by to nerwowo zniosła (ale temat ten obie przedyskutowały), to uznaliśmy że ja pojadę na "zabieg" bo w sumie mam do tego luz i nie widzę żadnego problemu. W sumie ostatecznie nawet za ten kolczyk zapłaciłem. Kolczyk typu takie niepełne koło. I co robiło moje dziecko? Przez rok jak jeździło do babci to wywijało ten kolczyk tak, żeby chował się w nozdrzach bo co babcia powie i że pewnie będzie się gniewać o to... Długo mi zajęło przekonanie jej, że raz pokaże i ma z głowy, a poza tym skoro już coś zrobiła to przynajmniej powinna przyjąć na klatę ewentualne konsekwencje (jak nie po prostu nie wstydzić się swoich decyzji).
I ciekawe czy podpatrzyła u mnie to ukrywanie wszystkiego czy moja matka jest tak toksyczna, że nawet wnuki wytworzyły podobny mechanizm obronny jak ja.
Robin - Wto 02 Wrz, 2025 10:19
| Jonesy napisał/a: |
Moja matka mnie nauczyła, żeby nigdy nie mówić prawdy, jeśli ta prawda mogłaby mi w jakikolwiek sposób zagrozić. Zaczęło się od tego jak lała mnie za dwóje w szkole i to tak strasznie, że bałem się że mnie zabije (miałem wtedy 8 lat...).
Do czego zmierzam - mechanizmy jakie wtedy sobie wyćwiczyłem doprowadziły do tego, że na przykład moi rodzice dowiedzieli się moich zaręczynach dopiero jak trzeba było się już konkretnie co do wesela rozmówić.
A jak zrobiłem sobie tatuaż, to żona nic nie wiedziała. O drugim też nie wiedziała. O trzecim też nie. Teraz bym jej powiedział, bo wiem jakie to było głupie i krótkowzroczne. |
No u nas też tak było, tajemnice, wieczny wstyd i strach, ogromny lęk przed przyznaniem się do błędu.
Jako dziecko nigdy, za Chiny nie przyznałabym się do zrobienia czegoś bo byłam wtedy po prostu psychicznie niszczona. Od upokarzania typu "głupia", "tępa", "niezdara", po wzbudzanie poczucia winy "jak mogłaś mi to zrobić". Żadne 5 letnie dziecko nie ma szans z takiej potyczki z dorosłym wyjść zwycięsko.
I ja też całe życie potem wszystko ukrywałam.
Pamiętam jak po studiach zatrudniłam się w korpo. I jakoś parę tygodni potem, młoda niedoświadczona programistka zrobiła błąd, który zespuł coś na produkcji. I ja byłam w 100% pewna, że ją tam zniszczą, ukrzyżują, skopią tak, że się nie podniesie. I byłam w totalnym szoku, gdy oni najpierw zajęli się jak najszybszym naprawieniem szkód. U nas w domu błędów się nie naprawiało, nie uczyło dzieci jak to zrobić, bo po co? jakby błąd był naprawiony to mogłoby się okazać, że wcale nie był taki straszny... no i nie byłoby czego wypominać przy każdej okazji. Potem zajęli się analizą tego, dlaczego w ogóle taki błąd mógł się zdarzyć i jak można temu zapobiec w przyszłości i znowu, u mnie w domu niczego takiego nie było, dzieci miały się domyślać jakie dzisiaj obowiązują zasady i być w stanie je stosować nawet gdy były nieadekwatne do wieku i możliwości. Rozmowa czy tam pouczenie dziewczyny było na ostatnim miejscu i z tego co wiem, było bardziej wspierające niż karzące, bo ona sama była przerażona tym co się stało.
Dla mnie to co się wtedy wydarzyło było czymś po prostu niesamowitym, że to tak można.
| Jonesy napisał/a: |
Ale zmierzając do konkluzji - starsza córka (ta roszczeniowa i krnąbrna) w zeszłym roku zapragnęła kolczyk w nosie. Jako że Iwona ciężko by to nerwowo zniosła (ale temat ten obie przedyskutowały), to uznaliśmy że ja pojadę na "zabieg" bo w sumie mam do tego luz i nie widzę żadnego problemu. W sumie ostatecznie nawet za ten kolczyk zapłaciłem. Kolczyk typu takie niepełne koło. I co robiło moje dziecko? Przez rok jak jeździło do babci to wywijało ten kolczyk tak, żeby chował się w nozdrzach bo co babcia powie i że pewnie będzie się gniewać o to... Długo mi zajęło przekonanie jej, że raz pokaże i ma z głowy, a poza tym skoro już coś zrobiła to przynajmniej powinna przyjąć na klatę ewentualne konsekwencje (jak nie po prostu nie wstydzić się swoich decyzji).
I ciekawe czy podpatrzyła u mnie to ukrywanie wszystkiego czy moja matka jest tak toksyczna, że nawet wnuki wytworzyły podobny mechanizm obronny jak ja. |
Ale czy czyjaś złość jest naprawdę konsekwencją mojej decyzji, jeśli ta decyzja w ogóle na taką osobę nie wpływa i czy muszę tę czyjąś złość przyjąć na klatę?
To trochę jak mówić, że jak ubrałam krótką spódniczkę, to powinnam przyjąć na klatę, że jakiś facet próbuje mnie obmacać.
No nie, nie muszę.
Kolczyk w nosie nie robi babci żadnej krzywdy.
Babcia z wnuczką raczej chyba też nie konsultuje czy może włosy pofarbować, albo jaki sweterek ma ubrać.
Złość babci na kolczyk, to problem babci, nie wnuczki. I według mnie dobrze by było gdyby córka zdawała sobie z tego sprawę, może wtedy też nie miałaby takiej potrzeby, żeby ten kolczyk ukrywać.
PS. Przepraszam, ale muszę spytać, gdzie ty miałeś te tatuaże, że żona nie wiedziała? Na pięcie?
Jonesy - Wto 02 Wrz, 2025 10:57
| Robin napisał/a: |
PS. Przepraszam, ale muszę spytać, gdzie ty miałeś te tatuaże, że żona nie wiedziała? Na pięcie? |
No właśnie i zrozum tu szaleńca... Pierwszego zrobiłem sobie nad barkiem, przy obojczyku. Drugiego na łopatce. I liczyłem że nic się nie wyda, nie wiem, przez jakiś czas, a potem to jakoś to będzie. Ale jakoś co będzie? To moje ciało i moje tatuaże. Jakbym sobie na pysku strzelił tatuaż to mogłaby coś tam pretensji mieć, że nie konsultowałem z nią, ale to?
No a ostatni to już w miejscu okołointymnym (nadintymnym w zasadzie) żeby zakryć bliznę po operacji przepukliny.
No mówię cały czas że alkoholizm to choroba psychiczna i tyle. Ludzie oglądali Drużynę A i śmieli się z tego Murdocka co robił za wariata. Ja tam się nie śmiałem, widziałem że doskonale sobie radzi funkcjonując w tym szaleństwie. Tylko że to był serial, a potem film z elementami komediowymi i to głównie Murdock robił za elementy komediowe. To co ja odwalałem to prawdziwe życie.
Maciejka - Wto 02 Wrz, 2025 11:26
Wywołałam temat a mi się nasunęło o rolach w rodzinie dysfunkcyjnej niekoniecznie alkoholowej. Rolach jakie dzieci przyjmują żeby przetrwać. Co tam było. Bohater, kozioł ofiarny, niewidzialne dziecko i maskotka .
Robin - Wto 02 Wrz, 2025 11:38
| Pterodaktyll napisał/a: | Ach to babska ciekawość |
Ja tylko próbowałam zgłębić istotę problemu
| Jonesy napisał/a: | | No właśnie i zrozum tu szaleńca... Pierwszego zrobiłem sobie nad barkiem, przy obojczyku. Drugiego na łopatce. I liczyłem że nic się nie wyda, nie wiem, przez jakiś czas, a potem to jakoś to będzie. |
Jonesy, ja to szaleństwo miałam od małego.
Jak byłam w przedszkolu wpadłam raz na pomysł, że sobie obetnę włosy. Miałam je zaplecione w warkocze, więc nad tymi warkoczami część ucięłam. Ponieważ były ciasno zaplecione, więc nic nie było widać, dopóki mama wieczorem nie zaczęła mi tych warkoczy rozplatać i czesać, a tam wypadają kłęby włosów... Mama pyta co ja zrobiłam, a ja że nic, że nie mam pojęcia co się stało
Potem w podstawówce wpadłam na pomysł,że sobie włosy pofarbuję, ale tak leciutko, żeby ledwo było widać. No ale źle wybrałam farbę i włosy się zrobiły z blond kruczoczarne. I jak w szkole się mnie pytali co zrobiłam z włosami to ja wszystkim koleżankom i nauczycielkom wmawiałam, że nie wiem, że wzięłam wieczorem prysznic jak zwykle, a rano jak się obudziłam to włosy były czarne i nie mam pojęcia dlaczego
Robin - Pon 08 Wrz, 2025 12:44
Wstyd.
Towarzyszył mi chyba od dziecka i było go coraz więcej.
Wstyd za rzeczy, które zależą ode mnie, ale też za te, które w żaden sposób ode mnie nie zależały.
Wstyd przed proszeniem o pomoc, bo przecież powinnam poradzić sobie sama.
Wstyd przed przyznaniem, że czegoś nie wiem, bo przecież powinnam zawsze wszystko wiedzieć.
Wstyd przed powiedzeniem komuś, że nie podoba mi się co robi, jak mnie traktuje, bo przecież nie chcę budzić agresji lub przyciągać uwagi.
Lepiej po cichutku się wycofać, zghostować, uniknąć konfrontacji.
Wstyd przed "robieniem komuś kłopotu".
Długo trwało zanim zdałam sobie sprawę jak bardzo ten wstyd niszczył, czy wręcz nawet nie pozwalał nawiązać żadnych bliskich relacji.
Bo nie da się, gdy druga osoba ciągle unika, jest napięta, skryta, pełna rezerwy.
Jest lepiej, ale ciągle się z ym wstydem mierzę, on ciągle się pojawia jako automatyczna reakcja na coś i muszę sobie tłumaczyć, że na przykład nie ma sensu się wstydzić za coś na co nie mam wpływu.
I ciągle ten maleńki głosik w głowie, który mówi, że przecież powinnam mieć wpływ, mieć kontrolę, że to że nie mam źle o mnie świadczy.
Maciejka - Pon 08 Wrz, 2025 12:59
Jest taka książka, Toksyczny wstyd. Ja pracowałam z nią bardzo długo , dla mnie super materiał i narzędzia do pracy z toksycznym wstydem i krytykiem w głowie.
W mojej rodzinie wszystko było wstydem. Rodzina pochodzenia była przesiąknięta, przeniknięta wstydem. Wstyd to bardzo potężne narzędzie do manipulacji, kontroli i podporządkowania sobie drugiego człowieka, zniewolenia wręcz go.
Robin - Wto 09 Wrz, 2025 07:56
| Maciejka napisał/a: | Jest taka książka, Toksyczny wstyd. Ja pracowałam z nią bardzo długo , dla mnie super materiał i narzędzia do pracy z toksycznym wstydem i krytykiem w głowie.
W mojej rodzinie wszystko było wstydem. Rodzina pochodzenia była przesiąknięta, przeniknięta wstydem. Wstyd to bardzo potężne narzędzie do manipulacji, kontroli i podporządkowania sobie drugiego człowieka, zniewolenia wręcz go. |
Dzięki Maciejko, spróbuję ją znaleźć.
Masz rację z tą manipulacją, też myślę, że głównie właśnie temu wzbudzanie tego wstydu służy. Plus to, że jak ktoś sam się ciągle wstydzi, to będzie to przenosił na dzieci i je też ciągle zawstydzał...
Maciejka - Wto 09 Wrz, 2025 08:10
Jak rozpracowywałam swoje dzieciństwo , to co ojciec robił, właśnie manipulacja, pogardą, nienawiść do kobiet, do własnych dzieci, traktowanie ich przedmiotowo jak balast, ciężar i pozbycie się ich szybko i wdg własnych potrzeb , projekcja , silne uzależnianie od siebie podległych osób, to nie pomyłka , tam zawsze była nierówno. Król i poddani i to babka go tak nauczyła. Wychowywała się bez ojca i facet był na tronie i na 7 poduszkach jeszcze żeby go ziarenko grochu nie uwierało i tak nauczyła ukochanego synka. Doszłam do wniosku że ojciec miał i ma niskie poczucie własnej wartości, silne przekonanie o nieomylności i te podziały mądry głupi, dobry zły , lepszy gorszy i nienawidzi własnej matki za to co mu zrobiła. Nie ma do tego dostępu to nie wie co robi ale to nim kieruje. Tak silnie się wstydzi siebie, swojej matki, przegranego życia i wszystkiego
Wyszydza, wyśmiewa, tresuje sposobem bycia, spojrzeniem, słowem, milczeniem to w domu a na zewnątrz no cóż takich ludzi to że świeca szukać. Cud miód i orzeszki normalnie. Tylko jest ale w tym wszystkim, ludzie boją się go zaczepić albo omijają ale go nie szanują. On też nikogo nie szanuje. Gdzie jest nienawiść, pogarda i pomiatanie sobą i innymi tam nie ma miłości ani szacunku. Usłyszałam to kiedyś od otoczenia, ludzie mi mówili nawet rodzeństwo ojca też było podzielone , zawsze byli lepsi i gorsi , mądrzy i głupi, normami i nienormalni ale dla świata to zgrana idealna rodzina.
Zakłamanie, obłuda i masakrycznie dużo krzywdy.
Jestem dziś wdzięczna Bogu że umożliwił mi to zobaczyć, wybaczyć i wyjść z tego bagna i żyć inaczej. W mojej rodzinie jest inaczej
Zmieniłam to i miłość to cnota to siła to moc i motor do działania a nie coś głupiego i złego.
Maciejka - Wto 09 Wrz, 2025 08:40
Kiedyś terapeutka mi powiedziała że pod tym brudem całym jest miłość, że on tak postępował z miłości. W głowie mi się nie mieściło jak może tak wyglądać miłość . Dopiero po latach zrozumiałam ,, że on tak właśnie kocha w taki chory kontrolujący i wymagający nie wiadomo czego sposób. Chora miłość pokaleczona, spętana, uwikłana wołająca o popatrzenie w jej kierunku miłość. Bo inaczej nie potrafi, nie umie i już się nie nauczy. Przestałam czekać aż usłyszę dobre słowo , spojrzenie z miłością a nie przesiąknięte wstydem , zaakceptowałam że ten typ tak ma i to są moi rodzice tacy jacy są i innych nie będzie. Dziś potrafię powiedzieć kocham cię ale im nie mówię tego. Nie zrozumieją , zawstydza się i ujrzę spojrzenie pełne wstydu , zniesmaczenia i próbę postawienia do ich pionu. Postawiłam granice, nie nasiakam tym jak gąbka, to ode mnie się odbija. Ja to ja a oni to oni.
dromax - Wto 09 Wrz, 2025 12:20
| Maciejka napisał/a: | | Kiedyś terapeutka mi powiedziała że pod tym brudem całym jest miłość, że on tak postępował z miłości. W głowie mi się nie mieściło jak może tak wyglądać miłość . Dopiero po latach zrozumiałam ,, że on tak właśnie kocha w taki chory kontrolujący i wymagający nie wiadomo czego sposób. |
Nie jestem przekonany czy ci terapeuci to są wiarygodni i czy im wszystkim zaufać można!!! Miałem wiele z nimi do czynienia...Różnie to bywało!
Maciejka - Wto 09 Wrz, 2025 12:33
Ja jestem pewna co do tamtej terapeutki . Zgadzam się , że nie każdy terapeuta podpasuje i zna się na problemach. Tamta byla mistrzem w swojej dziedzinie.
Robin - Wto 09 Wrz, 2025 13:16
| Maciejka napisał/a: | | Kiedyś terapeutka mi powiedziała że pod tym brudem całym jest miłość, że on tak postępował z miłości. |
Czy ja wiem? To jak ty definiujesz miłość? Mąż bije, bo kocha tak bardzo? Dla mnie tak się tworzą patologiczne związki.
Nie ma dla mnie miłości bez szacunku, empatii, troski, chęci zrozumienia i tolerancji.
Jeśli ktoś jest przemocowy, to nie kocha obiektu swojej przemocy bo chęć kontroli, zasobowość, uznawanie kogoś za swoją własność, to nie jest miłość.
I jest to bardzo ciekawe, że pod miłość ludzie podpinają tak absurdalne rzeczy, a pod przyjaźń już nie. Nikt nikomu nie wmawia, że jak ktoś cię upokarza, wyszydza i niszczy to "wiesz on cię tak naprawdę lubi, tylko okazuje to w taki sposób"...
Robin - Wto 09 Wrz, 2025 13:17
| dromax napisał/a: | Nie jestem przekonany czy ci terapeuci to są wiarygodni i czy im wszystkim zaufać można!!! Miałem wiele z nimi do czynienia...Różnie to bywało! |
Jak z każdym zawodem... Czy to terapeutka, policjant, lekarz czy ksiądz. Różnie to bywa...
Maciejka - Wto 09 Wrz, 2025 13:22
Robin ja nie pisałam o miłości do męża tylko jak tatuś kocha swoje dzieci ze pod tymi zachowaniami kryje się troska żeby dzieciom było lepiej, itp. to taka miłość pokaleczona ale miłość. Mi też trudno to było zobaczyć ale zobaczyłam. Popatrz na swoich rodziców. Kochają Cię pomimo że to boli Ciebie czy nienawidzą ?
Robin - Wto 09 Wrz, 2025 13:36
| Maciejka napisał/a: | | Robin ja nie pisałam o miłości do męża tylko jak tatuś kocha swoje dzieci ze pod tymi zachowaniami kryje się troska żeby dzieciom było lepiej, itp. to taka miłość pokaleczona ale miłość. Mi też trudno to było zobaczyć ale zobaczyłam. Popatrz na swoich rodziców. Kochają Cię pomimo że to boli Ciebie czy nienawidzą ? |
Tak, ja wiem, że pisałaś o ojcu, nie o mężu, przecież to był tylko przykład...
Nie, nie za wszystkimi działaniami rodziców kyje się troska o to żeby dzieciom było lepiej. Nie, nie każdy rodzic kocha swoje dziecko. Spytaj mamy Madzi albo Szymonka.
I wmawianie ludziom takich rzeczy sprawia, że potem tkwią w jakiś chorych relacjach bo przecież matka niszczy, ojciec katuje, ale to dlatego, że kocha.
Wybaczanie nie ma nic wspólnego z wmawianiem sobie, że jak ktoś cię krzywdzi, to dlatego, że kocha w taki sposób. Można też wybaczyć rodzicom na przykład to, że nie kochają, bo nie potrafią.
W moich rodzicach,a w sumie to mamie, bolą mnie czasem pojedyńcze zachowania, natomiast to, że oni te zachowania dla mnie zmieniali i nadal starają się zmieniać, świadczy dla mnie o tym, że mnie kochają. Bo starają się zmienić właśnie z szacunku dla mnie i chęci zrozumienia. Gdby prezentowała takie same zachowania jak wtedy gdy byłam dzieckiem, to nie, nie uznałabym, że mnie kocha.
A pomiędzy miłością i nienawiścią jest jeszcze cała gama innych uczuć. Naprawdę.
Maciejka - Wto 09 Wrz, 2025 13:43
Miłość i nienawiść to dwie strony tego samego medalu. Moi rodzice nie zmienili się nic i tyle w temacie
Ja widzę mimo wszystko chora miłość i troskę rozumiane w taki a nie inny sposób przez nich. Dali mi to co sami mieli i nie tylko raniące i przykre rzeczy . Nauczyli np walczyć o siebie, myśleć o wszystkim jak za coś się zabieram, brać sprawy w swoje ręce, że rodzina jest najważniejsza a że nie wszystko było ok no nie było ale to jest przeszłość. Jestem dorosła i mogę naprawić to co zepsuli moi rodzice i nie powielać ich schematów i przekonań w dorosłym życiu. Nie przekazywać tego dalej, żeby na mnie to się zatrzymało. Następne pokolenia zrobią jeszcze inny kawałek pracy własnej.
Robin - Wto 09 Wrz, 2025 13:50
| Maciejka napisał/a: | | Jestem dorosła i mogę naprawić to co zepsuli moi rodzice i nie powielać ich schematów i przekonań w dorosłym życiu. Nie przekazywać tego dalej, żeby na mnie to się zatrzymało. Następne pokolenia zrobią jeszcze inny kawałek pracy własnej. |
Też tak uważam, że w pewnym momencie dorastamy i już do nas należy to co z robimy z tym co dostaliśmy od rodziców. I jednym z elementów tego dorastania jest traktowanie rodziców jak dorosły-dorosłego.
dromax - Śro 10 Wrz, 2025 11:25
Drogie Panie!
Miłość to nie tyle UCZUCIE co POSTAWA...
To postawa daru z samego siebie drugiemu. Ten dar ma być bezinteresowny. Nie oczekujący nic w zamian.
Proszę przeczytać HYMN O MIŁOŚCI listu św. Pawła do KORYNTIAN.
Maciejka - Śro 10 Wrz, 2025 11:44
Akurat Ty dromax to prezentujesz postawę nieco odbiegajacą od tego hymnu o miłości. To tylko słowa i masło maślane i nic z życia. Takie bicie w bęben . Dużo hałasu i nic z tego nie wynika tylko uszy bolą i zamykać okna trzeba.
Robin - Śro 10 Wrz, 2025 12:50
| dromax napisał/a: | :| Drogie Panie!
Miłość to nie tyle UCZUCIE co POSTAWA...
To postawa daru z samego siebie drugiemu. Ten dar ma być bezinteresowny. Nie oczekujący nic w zamian.
Proszę przeczytać HYMN O MIŁOŚCI listu św. Pawła do KORYNTIAN. |
Tak, dla mnie miłość to postawa pełna między innymi szacunku, troski i chęci zrozumienia kogoś. O tym właśnie rozmawiamy.
Dar z definicji jest bezinteresowny, inaczej nie byłby darem tylko wymianą usług
Czy miłość jest zawsze bez oczekiwań? Czasem tak, czasem nie. Większość ludzi oczekuje wzajemności i jest to naturalne.
Maciejka - Śro 10 Wrz, 2025 13:05
Miłość to szeroko pojętej pojęcie. Można to rozłożyć na czynniki pierwsze, na tzw rodzaje miłości. Mi takie słowo się nasunęło może ktoś znajdzie lepsze. Chodzi mi o to że, inna jest miłość do dzieci, do rodziców, do rodzeństwa , do ludzi , otoczenia , do siebie . To nie jest takie uniwersalne i zero jedynkowe. Inaczej kocham dziecko, inaczej siebie , inaczej rodziców a jeszcze inaczej rodzeństwo i tu też w zależności do kogo jest z rodzeństwa jest ta miłość. Każde jest inne i wymaga innego podejścia . Jednej matki nierówne matki. Celowo ominelam miłość do Boga bo dla mnie to jest coś czego nie potrafię nazwać słowami, nie umiem opisać, to jest coś z innego świata, inna galaktyka ponad to co jest tu na ziemi.
Robin - Śro 10 Wrz, 2025 13:57
| Maciejka napisał/a: | | Miłość to szeroko pojętej pojęcie. Można to rozłożyć na czynniki pierwsze, na tzw rodzaje miłości. Mi takie słowo się nasunęło może ktoś znajdzie lepsze. Chodzi mi o to że, inna jest miłość do dzieci, do rodziców, do rodzeństwa , do ludzi , otoczenia , do siebie . To nie jest takie uniwersalne i zero jedynkowe. Inaczej kocham dziecko, inaczej siebie , inaczej rodziców a jeszcze inaczej rodzeństwo i tu też w zależności do kogo jest z rodzeństwa jest ta miłość. Każde jest inne i wymaga innego podejścia . Jednej matki nierówne matki. Celowo ominelam miłość do Boga bo dla mnie to jest coś czego nie potrafię nazwać słowami, nie umiem opisać, to jest coś z innego świata, inna galaktyka ponad to co jest tu na ziemi. |
Ależ to oczywiste. Chyba każdy zdaje sobie sprawę z tego, że np. pożądanie fizyczne, które może być częścią składową miłości do partnera, w stosunku do dziecka raczej byłoby patologią.
Maciejka - Śro 10 Wrz, 2025 13:58
Dlatego nie jestem pewna czy miłość jest bezinteresowna do każdego człowieka.
Robin - Śro 10 Wrz, 2025 14:01
| Maciejka napisał/a: | | Dlatego nie jestem pewna czy miłość jest bezinteresowna do każdego człowieka. |
Tak jak napisałam wyżej, według mnie większość ludzi oczekuje wzajemności.
Janioł - Śro 10 Wrz, 2025 14:45
| Robin napisał/a: | | oczekuje wzajemności. | oczekiwanie=rozczarowanie
Robin - Śro 10 Wrz, 2025 15:02
| Janioł napisał/a: | | Robin napisał/a: | | oczekuje wzajemności. | oczekiwanie=rozczarowanie |
Dla niektórych na pewno.
dromax - Śro 10 Wrz, 2025 17:36
| Maciejka napisał/a: | | Akurat Ty dromax to prezentujesz postawę nieco odbiegajacą od tego hymnu o miłości. To tylko słowa i masło maślane i nic z życia. Takie bicie w bęben . Dużo hałasu i nic z tego nie wynika tylko uszy bolą i zamykać okna trzeba. |
A skąd ty możesz to wiedzieć??? Przecież nie znamy się w REALU!!!
Na jakiej podstawie takie oskarżenia? To takie Twoje gadanie dla zasady, że nie możesz przyjąć oczywistości wynikającej z DEFINICJI MIŁOŚCI...
Maciejka - Śro 10 Wrz, 2025 17:38
Pokazujesz na forum swoją postawę. Czerwone kartki na pewno nie są za postawę miłości do bliźniego. Jak Cię widzą tak Cię piszą dromax.
pterodaktyll - Śro 10 Wrz, 2025 17:48
Moi Państwo. Powiada.........Dobra Księga oczywiście , "kochaj bliźniego swego jak siebie samego".
Jest w tym twierdzeniu wszakże pewien haczyk. Kochać bliźniego (matkę, ojca, dzieci, partnera) jest rzeczą ze wszech miar słuszną, ale możemy dawać komuś tylko to co sami posiadamy. Nic więcej. Jeśli kochasz, akceptujesz siebie samego, możesz to również dać innym. Jeśli Twoja samoocena jest w jakiś sposób zaburzona, to nie możesz dać komuś innemu tych pięknych uczuć, o których tu mowa, bo po prostu ich nie posiadasz, a przynajmniej nie na tyle, żeby dzielić się z innymi. Tyle Dobra Księga na ten temat
pterodaktyll - Śro 10 Wrz, 2025 17:50
| dromax napisał/a: | Miłość to nie tyle UCZUCIE co POSTAWA...
To postawa daru z samego siebie drugiemu. Ten dar ma być bezinteresowny. Nie oczekujący nic w zamian.
Proszę przeczytać HYMN O MIŁOŚCI listu św. Pawła do KORYNTIAN. |
Chyba się nieco zaplątałeś w tym wszystkim..........co właściwie chciałeś przekazać?
Maciejka - Śro 10 Wrz, 2025 17:53
Ksiądz na kazaniu powiedział coś takiego. Czy potrafisz powiedzieć komuś z kimś Ci nie po drodze , kto Cię zranił, skrzywdził , kocham Cię.
Myślałam nad tym i mając w pamięci niedawna kłótnie na forum , odpowiedź brzmi tak potrafię ale postawie granice i nie dam się krzywdzić nikomu nawet sobie . Kocham siebie na tyle żeby stawiać granice i nie pozwalać się krzywdzić a jeśli to się stanie to analiza, wyciąganie wniosków i poprawa swoich granic i uwaznosvi.
Maciejka - Śro 10 Wrz, 2025 17:54
| pterodaktyll napisał/a: | | dromax napisał/a: | Miłość to nie tyle UCZUCIE co POSTAWA...
To postawa daru z samego siebie drugiemu. Ten dar ma być bezinteresowny. Nie oczekujący nic w zamian.
Proszę przeczytać HYMN O MIŁOŚCI listu św. Pawła do KORYNTIAN. |
Chyba się nieco zaplątałeś w tym wszystkim..........co właściwie chciałeś przekazać? |
Że zna hymn o miłości i potrafi to wykorzystać i tylko tyle.
pterodaktyll - Śro 10 Wrz, 2025 18:01
Cicho być Perła. Nie Ciebie pytałem
Maciejka - Śro 10 Wrz, 2025 18:04
Się odezwać już nie można? Wiesz jak nudno w tej robocie?
pterodaktyll - Śro 10 Wrz, 2025 18:31
| Maciejka napisał/a: | | Wiesz jak nudno w tej robocie? |
dromax - Śro 10 Wrz, 2025 19:30
| pterodaktyll napisał/a: |
Chyba się nieco zaplątałeś w tym wszystkim..........co właściwie chciałeś przekazać? |
DOKŁADNIE TO O CZYM tu piszę...Odnoszę się m. in. do słynnego tekstu ewangelicznego.
Z definicji miłość jest darem z siebie samego drugiemu człowiekowi. A MACIEJKA zaczyna odpowiadać prowokacyjnie i agresywnie jak zwykle...
Maciejka - Śro 10 Wrz, 2025 19:41
Nie pisze agresywnie dromax. Jedynka z emocji i trzeźwej oceny słowa pisanego . Nic nie napisałeś tylko co wynika z definicji.
dromax - Śro 10 Wrz, 2025 20:31
| Maciejka napisał/a: | | Akurat Ty dromax to prezentujesz postawę nieco odbiegajacą od tego hymnu o miłości. To tylko słowa i masło maślane i nic z życia. Takie bicie w bęben . Dużo hałasu i nic z tego nie wynika tylko uszy bolą i zamykać okna trzeba. |
Weź i przeczytaj to co napisałaś... To totalna krytyka i obelżywe zwroty...zastanów się!
Robin - Śro 10 Wrz, 2025 21:29
| pterodaktyll napisał/a: | Moi Państwo. Powiada.........Dobra Księga oczywiście , "kochaj bliźniego swego jak siebie samego".
Jest w tym twierdzeniu wszakże pewien haczyk. Kochać bliźniego (matkę, ojca, dzieci, partnera) jest rzeczą ze wszech miar słuszną, ale możemy dawać komuś tylko to co sami posiadamy. Nic więcej. Jeśli kochasz, akceptujesz siebie samego, możesz to również dać innym. Jeśli Twoja samoocena jest w jakiś sposób zaburzona, to nie możesz dać komuś innemu tych pięknych uczuć, o których tu mowa, bo po prostu ich nie posiadasz, a przynajmniej nie na tyle, żeby dzielić się z innymi. Tyle Dobra Księga na ten temat |
Nie wiem czy to haczyk czy raczej istota tego przykazania, myślę, że nie bez powodu jest, że " Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej.", a bliźniego już tylko jak siebie samego, czyli ze swoimi ograniczeniami i własnie tę niemożnością dania czegoś czego się samemu po prostu nie ma, o której piszesz. I chyba o te braki w sobie samym rozbijają się potem te piękne deklaracje i wyobrażenie miłości w starciu z rzeczywistością...
Fromm pisał, że miłość jest sztuką, która wymaga praktyki, umiejętnością, którą należy ćwiczyć i rozwijać i to jest jedna z koncepcji, która mi mocno utkwiła w głowie bo gdzieś tam często jest wyobrażenie, że gdyby tylko ta druga osoba była jakaś tam, trochę bardziej taka, albo trochę mniej owaka, to ta nasza miłość do niej byłaby bardziej idealna, łatwiejsza, pełniejsza. A tak to jest przesunięcie tego w drugą stronę, gdzie odpowiedzialność za tę miłość ponosi kochający, a nie obiekt tej miłości.
I myślę, że w tym hymnie do Koryntian, do którego odwoływał się Dromax, właśnie bardziej o tę umiejętność chodzi, niż o to, że miłość to prezent.
"Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, byłbym miedzią dźwięczącą lub cymbałem brzmiącym. I choćbym miał dar prorokowania, i znał wszystkie tajemnice, i posiadał całą wiedzę, i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym"
Że te wszystkie inne umiejętności jakie posiadamy (dar prorokowania, wiedza, nawet wiara) są niczym, jeśli nie towarzyszy im umiejętność kochania.
dromax - Pon 13 Paź, 2025 22:13
ROBIN>>> Że te wszystkie inne umiejętności jakie posiadamy (dar prorokowania, wiedza, nawet wiara) są niczym, jeśli nie towarzyszy im umiejętność kochania.
=========================================================
I to nie jest taka prosta umiejętność! Najpierw trzeba pokochać samego siebie...
I oczywiście nie chodzi tu o tzw. miłość erotyczną ale o dar z siebie samego drugiemu człowiekowi. Ten dar ma być bezinteresowny!
Whiplash - Pon 13 Paź, 2025 23:25
| dromax napisał/a: | | I oczywiście nie chodzi tu o tzw. miłość erotyczną |
Czemu nie?
Jonesy - Wto 14 Paź, 2025 07:40
| Whiplash napisał/a: | | dromax napisał/a: | | I oczywiście nie chodzi tu o tzw. miłość erotyczną |
Czemu nie? |
To wolałbym jednak żebyś mnie nie miłował w takim wypadku
Whiplash - Wto 14 Paź, 2025 08:22
| Jonesy napisał/a: | To wolałbym jednak żebyś mnie nie miłował w takim wypadku
|
A to nie było "Miłujcie nieprzyjacioly swoje"?
Jonesy - Wto 14 Paź, 2025 09:18
| Whiplash napisał/a: | | Jonesy napisał/a: | To wolałbym jednak żebyś mnie nie miłował w takim wypadku
|
A to nie było "Miłujcie nieprzyjacioly swoje"? |
Ale że erotycznie?
Whiplash - Wto 14 Paź, 2025 09:20
| Jonesy napisał/a: | Ale że erotycznie?
|
Jak nieprzyjacioły to i osinowym kołkiem można
dromax - Wto 14 Paź, 2025 13:37
| Whiplash napisał/a: | | dromax napisał/a: | | I oczywiście nie chodzi tu o tzw. miłość erotyczną |
Czemu nie? |
Miłość to nie tyle uczucie co raczej POSTAWA DARU Z SIEBIE SAMEGO!
Jeśli zagłębimy się w teksty biblijne to tam raczej tak właśnie rozpatrywana jest ta kwestia...
Whiplash - Wto 14 Paź, 2025 14:35
| pterodaktyll napisał/a: | Kolega Wypłosz, jak widzę, wyraźnie nadinterpruje Pismo
|
Ojtam, ojtam
Klarysa - Wto 14 Paź, 2025 17:16
W języku greckim, w którym została napisana Ewangelia, występują trzy słowa oznaczające miłość:
• Agape - miłość jako bezinteresowne oddanie się, jako służba. Taką miłością kocha Bóg;
• Filia - miłość przyjacielska (Od tego słowa pochodzi np. filantropia);
• Eros - miłość uczuciowa pomiędzy mężczyzną i kobietą - zakochanie się;
Pan Jezus zadał Piotrowi pytanie: "Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?" i użył słowa agapas me, natomiast Piotr odpowiedział: Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham (filio). No, Piotr nie zrozumiał o co chodzi Jezusowi. Pan Jezus wiec po raz drugi zadaje mu to samo pytanie: Agapas me? A Piotr: - "Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham"-Filio - (Jezusowi ręce opadły. Myślał, że ma do czynienia z inteligentnym człowiekiem!). Pan Jezus po raz trzeci zadaje to samo pytanie, ale już nieco inaczej: "Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie" - fileis me? Jezus zniżył się do poziomu Piotra i następnie wypowiedział proroctwo: "Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz. To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga." Jezus przepowiedział, że w przyszłości Piotr odda życie za Jezusa, a więc będzie w stanie pokochać Go miłością Agape - doskonałą, ale teraz jeszcze miłość Piotra jest niedojrzała.
Pan Jezus zaakceptował Piotra takim jakim był - niedojrzałym w miłości i takiego ustanowił pasterzem Jego (Jezusowych) owiec!
(http://www.eleos.religia.net/temat_tygodnia/zmartwychwstanie/filia.html)
Jonesy - Śro 15 Paź, 2025 09:17
| Klarysa napisał/a: | W języku greckim, w którym została napisana Ewangelia, występują trzy słowa oznaczające miłość:
• Agape - miłość jako bezinteresowne oddanie się, jako służba. Taką miłością kocha Bóg;
• Filia - miłość przyjacielska (Od tego słowa pochodzi np. filantropia);
• Eros - miłość uczuciowa pomiędzy mężczyzną i kobietą - zakochanie się;
Pan Jezus zadał Piotrowi pytanie: "Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?" i użył słowa agapas me, natomiast Piotr odpowiedział: Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham (filio). No, Piotr nie zrozumiał o co chodzi Jezusowi. Pan Jezus wiec po raz drugi zadaje mu to samo pytanie: Agapas me? A Piotr: - "Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham"-Filio - (Jezusowi ręce opadły. Myślał, że ma do czynienia z inteligentnym człowiekiem!). Pan Jezus po raz trzeci zadaje to samo pytanie, ale już nieco inaczej: "Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie" - fileis me? Jezus zniżył się do poziomu Piotra i następnie wypowiedział proroctwo: "Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz. To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga." Jezus przepowiedział, że w przyszłości Piotr odda życie za Jezusa, a więc będzie w stanie pokochać Go miłością Agape - doskonałą, ale teraz jeszcze miłość Piotra jest niedojrzała.
Pan Jezus zaakceptował Piotra takim jakim był - niedojrzałym w miłości i takiego ustanowił pasterzem Jego (Jezusowych) owiec!
(http://www.eleos.religia.net/temat_tygodnia/zmartwychwstanie/filia.html) |
To jest naprawdę niezłe. Nawet świetne. Bardzo Ci dziękuję za ten wpis. Nigdy bym nie przypuszczał, że to mogą być aż takie zawiłości.
Maciejka - Śro 15 Paź, 2025 09:26
A mnie to guzik interesuje. Ważne , że mam przed sobą jasny cel, idę z radością i rozpoczynam dzień od Mszy Świętej i nie nie mogę się doczekać żeby tam iść. Iść posłuchać Słowa Bożego, spotkac Boga i nie pytać po co, dlaczego i w jakim celu. Idę do Domu Boga i zaczerpnąć Jego Miłości za darmo , słuchać Ewangelii i starać się żyć tym słowem . Zostawić to co mnie gniecie, uwiera, odbiera energię i podziękować za wszystko co było za wszystkich ludzi , których spotkałam w życiu i prosić o sile, poznanie Bożej woli wobec mnie i odwagę, siłę i mądrość i dary Ducha Świętego żebym potrafiła być Dzieckiem Bożym tu i teraz.
Nie muszę rozkładać czegoś tam na atomy i uczyć się skąd to się wzięło , jak to tłumaczyć i ugryźć jak kiedyś naukę czytania. Wszyscy uczyli się czytać literka po literce a ja nie umiałam tak. Tatuś usiadl ze mną że 3 razy i po sylabach nauczył czytać
Z głąba zrobiłam się najlepszą w klasie w try miga.
dromax - Śro 15 Paź, 2025 10:34
Maciejko>>> - To bardzo chwalebne o czym piszesz! To rodzaj świadectwa...
Maciejka - Śro 15 Paź, 2025 10:43
Ja piszę jak to rozumiem, czy to dla mnie oznacza i jak działa w moim życiu i we mnie. Dziś np. było o czystości duszy, serca czyli nie żeby znać uczone pisma , dużo wiedzieć o np różnych pismach, znać uczone pisma, księgi i mieć w sobie zgniliznę, beton , na zewnątrz rozmodlonym, nieskazitelnym , czystym w oczach ludzi a od środka promieniować agresją, zgorszeniem, wprowadzaniem w błąd i rzucać cytatami ale słuchać Ewangelii i starać się tym żyć, żeby postawa była przepełniona miłością, przebaczeniem, szybkim darowaniem krzywd i ciągła praca nad sobą , praca nad czyszczeniem siebie, wnętrza od różnych krzywizn , wypaczeń, zniekształceń, mijania się z prawdą, projekcji i nie daj Bóg nienawiści i pogardy dla drugiego człowieka. Kto gardzi drugim człowiekiem gardzi Bogiem. Może nie podobać się czyjeś postępowanie, zachowanie ale nigdy pogarszanie drugim jako kimś głupszym , kimś mniej wartym. Obłuda to grzech.
Jonesy - Śro 15 Paź, 2025 11:26
Widzisz a ja lubię odkrywać dodatkowy sens który jest w tekstach, utworach czy filmach. Bardzo mnie to ciekawi. Nie chcę zdawać się na interpretacje, w tym przypadku księży, bo oni już kilkaset lat temu uzurpowali sobie prawo, do tłumaczenia Pisma Świętego i Słowa Bożego dla zwykłych śmiertelników i bardzo często okazywały się te interpretacje bardzo mocno subiektywne. Łagodnie to ujmując.
Na przykład ostatnio w Gostyniu dowiedziałem się, że moment chodzenia po kościele z tacą i zbierania pieniędzy nijak ma się do tego, że mniej więcej w tym samym czasie ksiądz mówi o ofierze którą składamy. A jest to tak zorganizowane właśnie, że prosty człowiek, który nie rozkminia takich tematów, myśli sobie, że ksiądz dziękuje między innymi za jego ofiarę którą składa na tacy i jeśli nie da lub da mniej to może czuć zażenowanie lub wyrzuty sumienia. A tymczasem ofiarę na tacę daje się na utrzymanie kościoła, a nie na chwałę Bogu.
Co do reszty o czym napisałaś to nie mam z tym absolutnie żadnego problemu o ile to jest szczere i z serca płynące. A nawet jak nie, to i tak nic mi do tego. Wiara lub jej brak to kwestia prywatna każdego człowieka.
Maciejka - Śro 15 Paź, 2025 11:47
A widzisz mi nawet do głowy nie przyszło żeby powiązać ofiarę na tace z ofiarą na Ołtarzu. Od zawsze wiedziałam że ksiądz zbiera na jakiś cel i nie ma to nic wspólnego z ofiarą na Ołtarzu.
Ja po prostu słuchając kazań księdza lepiej rozumiem niektóre rzeczy ale ważniejsza i tak jest Ewangelia, czytania, psalmy , śpiewy i to co mnie prowadzi od środka .
dromax - Śro 15 Paź, 2025 12:02
Maciejko... To o czym piszesz - jest bardzo dojrzałe i sensowne!
Jesteś zagłębiona w wierze...
Maciejka - Śro 15 Paź, 2025 12:06
Moim zdaniem to powolutku wchodzę w wiarę i wpatrzona jestem w Jezusa, Matkę Bozą, doceniam Aniołów i staram się dostrzegać pomoc, wskazówki i świetych ludzi w Kościele, korzystać z ich historii i że oni się wstawiają za ludźmi tu na ziemi. Czasem wystarczy po prostu modlitwa bez słów a czasem krótka modlitwa swoimi słowami i zwrotami.
dromax - Śro 15 Paź, 2025 12:18
MACIEJKO>>>A ja CIEBIE do tej pory nie doceniałem! A TY jesteś dla mnie dobrym świadectwem!
Maciejka - Śro 15 Paź, 2025 13:42
| Jonesy napisał/a: | Widzisz a ja lubię odkrywać dodatkowy sens który jest w tekstach, utworach czy filmach. Bardzo mnie to ciekawi. Nie chcę zdawać się na interpretacje, w tym przypadku księży, bo oni już kilkaset lat temu uzurpowali sobie prawo, do tłumaczenia Pisma Świętego i Słowa Bożego dla zwykłych śmiertelników i bardzo często okazywały się te interpretacje bardzo mocno subiektywne. Łagodnie to ujmując.
Na przykład ostatnio w Gostyniu dowiedziałem się, że moment chodzenia po kościele z tacą i zbierania pieniędzy nijak ma się do tego, że mniej więcej w tym samym czasie ksiądz mówi o ofierze którą składamy. A jest to tak zorganizowane właśnie, że prosty człowiek, który nie rozkminia takich tematów, myśli sobie, że ksiądz dziękuje między innymi za jego ofiarę którą składa na tacy i jeśli nie da lub da mniej to może czuć zażenowanie lub wyrzuty sumienia. A tymczasem ofiarę na tacę daje się na utrzymanie kościoła, a nie na chwałę Bogu.
Co do reszty o czym napisałaś to nie mam z tym absolutnie żadnego problemu o ile to jest szczere i z serca płynące. A nawet jak nie, to i tak nic mi do tego. Wiara lub jej brak to kwestia prywatna każdego człowieka. |
Tak mi się nasunęło. Wydaje mi się że Ty szukasz Biga, drogi do Niego a ja mam inaczej. W moim życiu zawsze był Bóg , odeszłam z Jego dróg z różnych powodów , diswiadczen i potem wydarzyło się to co się wydarzyło i ksiądz na pogrzebie. Postawa księdza i Bóg mnie znalazł sam, wysłał poslannikow żeby mi pokazali Droge Prawdy i Życia i poukładał mój los tak żeby obudziło się pragnienie żeby poznać Bożą Miłość i Łaski potrzebne jakimi mnie obdarza i uchwycić się Tego jak tonący brzytwy i nie chcieć już puścić. Żeby zawsze mieć przed oczami cierpienie i poświęcenie Jego jedynego Syna żebym min ja mogłam życ na wieki. Żebym nie chciała Go już obrażać , krzywdzić swoją niedojrzałością, chorymi ambicjami, słabością , upadkami żeby to wszystko było dla mnie tragedia bo odchodzę z Bożych dróg.
Wiem zaczynam gadać jak ksiądz ale tak to widzę, odbieram i takie mam pragnienie. Po prostu wierze i nie szukam za bardzo już odpowiedzi na pytania. Dlaczego tak, jak było naprawdę i inne. Wszystko jest w Ewangelii w tajemnicach Różańca , na każdej Mszy Świętej.
Janioł - Śro 15 Paź, 2025 22:13
| Jonesy napisał/a: | | Widzisz a ja lubię odkrywać dodatkowy sens który jest w tekstach, utworach czy filmach. | https://www.youtube.com/@Marcin.Majewski jeśli lubisz odkrywać to facet jest od fachowcem od biblii w pierwotnych wersjach
Robin - Nie 19 Paź, 2025 23:00
| Jonesy napisał/a: | | Klarysa napisał/a: | W języku greckim, w którym została napisana Ewangelia, występują trzy słowa oznaczające miłość:
• Agape - miłość jako bezinteresowne oddanie się, jako służba. Taką miłością kocha Bóg;
• Filia - miłość przyjacielska (Od tego słowa pochodzi np. filantropia);
• Eros - miłość uczuciowa pomiędzy mężczyzną i kobietą - zakochanie się;
Pan Jezus zadał Piotrowi pytanie: "Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?" i użył słowa agapas me, natomiast Piotr odpowiedział: Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham (filio). No, Piotr nie zrozumiał o co chodzi Jezusowi. Pan Jezus wiec po raz drugi zadaje mu to samo pytanie: Agapas me? A Piotr: - "Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham"-Filio - (Jezusowi ręce opadły. Myślał, że ma do czynienia z inteligentnym człowiekiem!). Pan Jezus po raz trzeci zadaje to samo pytanie, ale już nieco inaczej: "Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie" - fileis me? Jezus zniżył się do poziomu Piotra i następnie wypowiedział proroctwo: "Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz. To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga." Jezus przepowiedział, że w przyszłości Piotr odda życie za Jezusa, a więc będzie w stanie pokochać Go miłością Agape - doskonałą, ale teraz jeszcze miłość Piotra jest niedojrzała.
Pan Jezus zaakceptował Piotra takim jakim był - niedojrzałym w miłości i takiego ustanowił pasterzem Jego (Jezusowych) owiec!
(http://www.eleos.religia.net/temat_tygodnia/zmartwychwstanie/filia.html) |
To jest naprawdę niezłe. Nawet świetne. Bardzo Ci dziękuję za ten wpis. Nigdy bym nie przypuszczał, że to mogą być aż takie zawiłości. |
Dla mnie to również bardzo ciekawe. Zastanawia mnie zawsze ile takich niuansow gdzieś się pogubiło w tłumaczeniu na dany język...
Jonesy - Pon 20 Paź, 2025 12:26
Robin, przy okazji, mam informację że zaczynają być zbierane rezerwacje na Dni Skupienia grudniowe. Jak byś nadal chciała się wybrać, to trzeba by powoli dzwonić i rezerwować.
dromax - Pon 20 Paź, 2025 22:58
| Jonesy napisał/a: | | Robin, przy okazji, mam informację że zaczynają być zbierane rezerwacje na Dni Skupienia grudniowe. Jak byś nadal chciała się wybrać, to trzeba by powoli dzwonić i rezerwować. |
Dni skupienia - GDZIE i KIEDY?
Jonesy - Wto 21 Paź, 2025 06:57
| dromax napisał/a: | | Jonesy napisał/a: | | Robin, przy okazji, mam informację że zaczynają być zbierane rezerwacje na Dni Skupienia grudniowe. Jak byś nadal chciała się wybrać, to trzeba by powoli dzwonić i rezerwować. |
Dni skupienia - GDZIE i KIEDY? |
https://www.filipini.gost...zny-rekolekcji/
Gostyń 11 grudzień - 14 grudzień
dromax - Wto 21 Paź, 2025 12:51
W GOSTYNIU to ja bywałem ale to ponad 25 lat temu było...Wtedy był tam taki słynny ksiądz LESZEK WOŹNICA.
Jonesy - Wto 21 Paź, 2025 13:29
Ten co to abstynentem z wyboru jest? I na gitarze gra?
dromax - Wto 21 Paź, 2025 15:54
Wtedy nie przypominam sobie by grał na gitarze - ale abstynentem z wyboru jest. ja bywałem w czasie gdy (***) tam bywał.
Edit
wygwiazdkowałam nazwisko
Jonesy - Wto 21 Paź, 2025 16:56
No to on "sympatyk ruchu aa, abstynent z wyboru". Częsty gość na uroczystościach mojej grupy macierzystej. Ja akurat z nim w Gostyniu nie rozmawiałem, wybrałem innego, co mi wyglądał na ostrego zawodnika. Okazało się że dobrego kapłana wybrałem. Co nie znaczy że ksiądz Leszek nie jest super.
Wiedźma - Wto 21 Paź, 2025 17:14
| dromax napisał/a: | | gdy (***) tam bywał. |
Znów zaczynasz?
dromax - Wto 21 Paź, 2025 21:08
| Wiedźma napisał/a: |
Znów zaczynasz? |
OK - nie byłem pewny gdzie o tym pisałem. Ale przecież mógł być w SANKTUARIUM...
Wiedźma - Wto 21 Paź, 2025 21:57
| dromax napisał/a: | | Ale przecież mógł być w SANKTUARIUM... |
I zapewne tak właśnie było
Jonesy - Śro 22 Paź, 2025 11:30
| Wiedźma napisał/a: | | dromax napisał/a: | | gdy (***) tam bywał. |
Znów zaczynasz? |
Ogólnie i ten znany kabareciarz poznański jak i popularny aktor charakterystyczny drugoplanowy o imieniu Lech, że nie robią tajemnicy że swojej choroby, a nawet publicznie o niej opowiadają. Lechu to nawet u Wojewódzkiego opowiadał o swoim alkoholizmie. Więc tu bym szat nie darł nad ich pozorna anonimowościa.
Chyba że zasady to zasady i obejmują każdego.
dromax - Śro 22 Paź, 2025 15:13
Jak najbardziej - racja!
W wielu publikacjach można o tym przeczytać = również w INTERNECIE...
Wiedźma - Śro 22 Paź, 2025 20:58
| Jonesy napisał/a: | | Chyba że zasady to zasady i obejmują każdego. |
Raczej o to właśnie mi chodzi. Poprzednim razem Dromek - moim zdaniem - naruszył tajemnicę mityngu AA
podając nazwisko spotkanego tam ogólnie znanego pana. Jeśli ów pan sam mówi publicznie o swoim problemie to jego sprawa,
ale z salki mityngowej nie ma prawa wyjść nic na CZYJŚ temat. A przynajmniej zapamiętałam to z kilku moich mityngów przed laty...
No chyba, że coś się w międzyczasie zmieniło
dromax - Śro 22 Paź, 2025 21:38
Niekoniecznie muszę do końca bronić swego stanowiska w tej sprawie...
Ale to forum nie jest stricte związane z AA. Gdzie tu jest stosowana zasada AA?
Nie będę też cytował multum artykułów w temacie, gdzie o alkoholizmie jego jest mowa...
Maciejka - Śro 22 Paź, 2025 21:41
Ło matko dromax, szefowa ma zawsze rację . To nie plotkuj i kropa.
Wiedźma - Czw 23 Paź, 2025 07:22
| dromax napisał/a: | | Ale to forum nie jest stricte związane z AA. Gdzie tu jest stosowana zasada AA? |
No nie jest, I dlatego nie wyleciałeś z forum, a tylko pogroziłam Ci paluszkiem
Wiedźma - Czw 23 Paź, 2025 07:30
| Maciejka napisał/a: | | szefowa ma zawsze rację |
O,właśnie! Dziękuję, Maciejko, spod klawiatury mi to wyjęłaś.
Proszę to sobie napisać na żółtej karteczce i przykleić do monitora
Maciejka - Czw 23 Paź, 2025 07:35
Ja mam to zrobić?
W szkole nauczyciel mówi. Punkt 1. Nauczyciel zawsze ma rację.
Punkt 2. Jeśli nauczyciel nie ma racji patrz punkt 1.
Wiedźma - Czw 23 Paź, 2025 08:48
| Maciejka napisał/a: | Ja mam to zrobić? |
No - tyż
Podobnie jak całe Szanowne Userstwo
esaneta - Czw 23 Paź, 2025 22:48
| Wiedźma napisał/a: | | Maciejka napisał/a: | Ja mam to zrobić? |
No - tyż
Podobnie jak całe Szanowne Userstwo |
Ja to znam w odniesieniu do szefów
Wiedźma - Pią 24 Paź, 2025 05:24
| esaneta napisał/a: | Ja to znam w odniesieniu do szefów |
Nieważna jest płcia...
Jonesy - Pią 24 Paź, 2025 09:40
Raczej "pucia" jak mawia mój niedoszły ale już niebyły szef...
|
|