kant
Małomówny

Dołączył: 02 Kwi 2012 Posty: 33 Skąd: KRK
|
Wysłany: Wto 03 Kwi, 2012 10:38
|
|
|
Paliłem 15 lat, paczka dziennie. Rzuciłem z dnia na dzień i nie palę od około 13 lat. To była moja jedyna próba rzucenia palenia. Skuteczna.
Chcę się podzielić tym jak to zrobiłem i nie będzie o motywacji, bo tę ma słabszą lub mocniejszą każdy palacz. Każdy wie, że to głupie, rujnuje zdrowie i kosztuje. Oczywiście wymyśliłem sobie nagrodę za skuteczne rzucenie, ale dzisiaj widzę, że za powodzenie odpowiadała robota analityczna , którą wykonałem zanim rozstałem się z papierosami.
Po pierwsze - postarałem się zrozumieć na czym polegał mechanizm mojego uzależnienia od fajek.
Dzień palacza, w tym mój, różni się od "normalnego" dnia. Normalny dzień płynie, jest liniowy a dzień palacza jest "pokwantowany" papierosami. Śniadanko, papieros, kawa, papieros, zrobiona robota, papieros, alkohol, papieros, seks, papieros...
Pod drugie musiałem rzucić skutecznie. To był warunek, dlatego wcześniej, nigdy nie rzucałem, bo wiedziałem, że nie jestem gotowy rzucić naprawdę.
Zawsze wybuchałem śmiechem, kiedy z kolejna koleżanka, czy kolega "rzucali palenie" i po 3 dniach informowania wszystkich wokół o swoimi dzielnym kroku, 4 dnia mówili: - "tak się zdenerwowałem, że musiałem zapalić". Ja tak nie chciałem.
Po trzecie musiałem zrozumieć co to znaczy, że "rzucam". I zrozumiałem rzecz straszną! Autentycznie się spociłem, kiedy to do mnie dotarło. Rzecz nie polega na tym żeby rzucić, to jest łatwe. Chodzi o to żeby już nigdy nie zapalić papierosa!
Wiem, że to myśl straszna dla palacza. Dla mnie była, chodziłem z nią tydzień. Kiedy ją przyjmowałem do siebie - mnóstwo czynności straciło sens: np. chodzenie do kawiarni, spotkania ze znajomymi. Co raz bardziej jednak się z nią oswajałem.
Do dzisiaj testuję tę metodę na znajomych palaczach, którzy mówią, że chcą rzucić. Mówię: wyobraź sobie, ale tak naprawdę, że już nigdy nie zapalisz. Potrafisz?" Trzeba widzieć ten wzrok.
Po czwarte co to znaczy, że się już rzeczywiście rzuciło? Kiedy można przestać walczyć. Jest taki jeden moment, kiedy się to wie na pewno - wtedy, kiedy przestaje się pamiętać datę. Dopóki potrafiłem gładko powiedzieć: Ja? Nie palę! Od dwóch lat, czterech miesięcy i sześciu dni... To wiedziałem, że jestem jeszcze w niebezpieczeństwie.
Dzisiaj już nie jestem. Nie pamiętam daty, od wielu lat zdarza mi się raz na kwartał, na pół roku odpalić komuś papierosa, potrzymać go w dłoni. To już nie mój świat. Nie walczę z tym i nie wrócę.
aha... po rzuceniu zacząłem pić ogromne ilości kawy Ale z tym sobie mój niskociśnieniowy organizm daje nieźle radę.
Zachęcam do takiego mentalnego przerobienia rzucenia palenia w sobie. |
|