Autor Wiadomość
Hyptopter
PostWysłany: Pon 05 Cze, 2017 05:50    Temat postu:

Nadzieja napisał/a:
czy dam radę stawić czoła świadkom strony przeciwnej...
Witaj, Nadziejo. :) Jeżeli są to świadkowie wskazani przez Twojego (jeszcze ;) ) męża, a na dodatek są to ludzie jego pokroju, to naprawdę nie masz czego się obawiać. Pozdrawiam pogodnie.
Nadzieja
PostWysłany: Nie 04 Cze, 2017 21:18    Temat postu:

Dziękuję za słowa otuchy , mam nadzieję, że wytrwam :) .
Mała
PostWysłany: Nie 04 Cze, 2017 14:41    Temat postu:

Dasz radę :) Z reguły - sprawy mają swój koniec w momencie - w którym już nie mamy siły walczyc dalej. Ważne, żeby wtedy się nie poddać. Trzymam za Ciebie kciuki! :kciuki: a jak zabraknie Ci sił - spójrz na swój nick! Nadzieja i pomyśl - zrobiłam wszystko, co mogłąm. Reszta w rękach Siły Wyższej - Ona najlepiej wie co robi! JA zaufałam i tak zrobiłam - choć w innej sprawie i innej sytuacji. I dostałam więcej, niż się spodziewałam i miałam "nadzieję" :mgreen: DZIŚ jestem sobą. i to szczęśliwą SOBĄ! :kciuki:
Nadzieja
PostWysłany: Sob 03 Cze, 2017 22:21    Temat postu:

Witam wszystkich po dłuższej przerwie. Za mną 3 sprawy, rozwód nadal w toku. Codziennie modlę się by wytrwać i nie zwariować. Czuję się jak kozioł ofiarny, zaczynam wątpić czy to miało sens. Nie wiem czy dam radę stawić czoła świadkom strony przeciwnej...
Nadzieja
PostWysłany: Pon 30 Sty, 2017 19:53    Temat postu:

Pierwsza sprawa w sądzie za mną. AnnoEwo bardzo Tobie dziękuję, chyba udało mi się skorzystać z Twoich rad i opowiedziałam swoją historię........., całkiem spokojnie. Mam nadzieję, że jeszcze będę mogła coś dopowiedzieć. Jeszcze mąż zalewał się łzami ale już mnie to nie wzruszało. Ja swoje już wypłakałam. Obawiam się przesłuchiwania męża, że nie poradzę sobie z emocjami jak zacznie kłamać, ale to dopiero z miesiąc. Nie wycofałam orzekania o winie, będzie co ma być. Póki co zastanawiam się nad swoim życiem. Jak się pozbyć wszystkich lęków i nie straszyć? Jak wytrwać jeszcze tych kilkanaście miesięcy?
AnnaEwa
PostWysłany: Czw 12 Sty, 2017 09:15    Temat postu:

Jeśli chodzi o samą rozprawę, to ja osobiście najbardziej nie lubię nie sali sądowej, a korytarza, czekania przed rozprawą. Zawsze tego unikam: jeśli mam prawnika, to znikam na papierosa - niech on pilnuje, kiedy wezwą, i mnie zawoła, albo biorę ze sobą jakąś gazetę, za którą się schowam i która mnie wciągnie. Generalnie dobrze jest być w czyimś towarzystwie.
A na sali sądowej, to już "luzik". Nie patrzę na stronę przeciwną, patrzę na skład sędziowski i do niego się zwracam, patrzę im w oczy, gdy mówię. To ważne. Pilnuję, by mieć dłonie rozprostowane, a nie zaciśnięte - wtedy opada poziom emocji. A podstawową zasadę mam taką, że wyobrażam sobie, że to nie sąd - to teatr. Gram w sztuce. Przedstawiam czyjąś sprawę. Muszę zagrać tak, żeby postać, historia, która przedstawiam, były czytelne dla widowni - widownią jest skład sędziowski, to dla nich gram. Powinnam ich wzruszyć, albo poruszyć, powinni się zacząć identyfikować z bohaterem, powinni zacząć go lubić... I wtedy zapominam o tym, że to ja, że to jest życie. Mówię prawdę, oczywiście, ale tak, jakbym opowiadała czyjąś historię za niego, za tego, który nie mógł być w sądzie. Jakbym grała scenariusz, napisany przypadkiem na podstawie mojej historii.
A potem, po zakończeniu rozprawy, natychmiast uciekam, żeby strona przeciwna nie spotkała mnie na korytarzu - szust, nie ma mnie, już jestem cztery ulice dalej, najlepiej w jakimś ładnym miejscu.
Jeśli będziesz jechać samochodem, postaraj się mieć kogoś, kto będzie prowadzić w drodze powrotnej - gdy Ci zaczną "schodzić" emocje, to może nie być dobry pomysł, żebyś siedziała za kierownicą.
Reasumując, ja mam takie metody :) u mnie działają dobrze :)
matiwaldi
PostWysłany: Śro 11 Sty, 2017 18:34    Temat postu:

Borus napisał/a:
Thomasson napisał/a:
nadzieja matką głupich

No, tego to bym w temacie Nadziei nie napisał... :szok:



:buahaha:


Borus :okok:
8)
Borus
PostWysłany: Śro 11 Sty, 2017 18:21    Temat postu:

Thomasson napisał/a:
nadzieja matką głupich

No, tego to bym w temacie Nadziei nie napisał... :szok:
Thomasson
PostWysłany: Śro 11 Sty, 2017 10:26    Temat postu:

Stres to rozbieżności między stawianymi sobie wymaganiami i poczuciem własnych kompetencji. Można albo zniżyć wymagania, albo podwyższyć kompetencje, albo i jedno i drugie. Oczywiście czynnikiem kluczowym jest tutaj rozmyślanie, zmartwienia, chcenie, nadzieje... A nadzieja matką głupich
szymon
PostWysłany: Wto 10 Sty, 2017 21:39    Temat postu:

Nadzieja napisał/a:
Jak sobie poradzić ze stresem?


stres jest przed czymś, to coś jest w przyszłości, to coś czego nie ma dzisiaj, teraz
to czego nie ma ()teraz() nie istnieje, to po co się stresuje
no ale będzie
no ale nie ma teraz
i mi to pomaga
Nadzieja
PostWysłany: Wto 10 Sty, 2017 19:54    Temat postu:

Dziękuję wszystkim za słowa wsparcia :) . ,,W poniedziałek zacznę pisać nowe życie..." Mam nadzieję, że dam radę krótko i rzeczowo przedstawić swoje stanowisko. Może ktoś ma jakieś doświadczenie, cenne wskazówki mile widziane. Jak sobie poradzić ze stresem?
Hyptopter
PostWysłany: Pon 09 Sty, 2017 23:25    Temat postu:

Nadzieja napisał/a:
alkoholik po odbytym leczeniu i powrocie do picia po kilku tygodniach.
Nie napiszę Ci, że nie masz czy się martwić bo cała ta sytuacja nie napawa optymizmem, ale to Ty jesteś na wygranej pozycji. Jeżeli masz odpowiedni materiał dowodowy to żaden sąd nie wskaże Ciebie jako winnej rozpadowi małżeństwa.
pietruszka
PostWysłany: Pon 09 Sty, 2017 18:06    Temat postu:

Nadzieja napisał/a:
bo porzucam śmiertelnie chorego człowieka, który mnie kocha.

ech... nie ma to jak taki alkoholi, co to liznął terapii i wykorzystuje zdobytą wiedzę do manipulacji... Pamiętaj jeśli atakuje, to się boi. To nie wyćwiczony terrorysta, to alkoholik, który nauczył się zastraszaniem przywracać świat do porządku, oczywiście Swojego porządku. Świata, w którym może bezkarnie sobie dalej pić.
A czy Ty mu nie zarzucasz braku wsparcia (w codziennym życiu), egoizm i zachowania sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.

Rozumiem, Nadziejo, że podjęłaś decyzję? Czy jeszcze się wahasz?
AnnaEwa
PostWysłany: Pon 09 Sty, 2017 18:02    Temat postu:

Nie przejmuj się (wiem, łatwo napisać... :| ).
Będzie, co ma być.
Wiesz, po co to robisz.
Wiesz, że robisz dobrze.
Wiesz, że żeby mogło być lepiej, trzeba to dokończyć.
Pozew napisany, papiery poszły.
Jesteś w trakcie.
To jest jak w bajce o Głupim Jasiu, co poszedł po wodę życia: idź, nie oglądaj się za siebie, nie rozmawiaj z widziadłami. Po prostu idź. Jak muł pancerny.

Kiedy rozprawa?
Nadzieja
PostWysłany: Pon 09 Sty, 2017 13:53    Temat postu:

Niestety z odpowiedzi na mój pozew jasno wynika, że dąży do współwiny za rozpad małżeństwa i dlatego zarzuca mi brak wsparcia, egoizm i zachowanie sprzeczne z zasadami współżycia społecznego, bo porzucam śmiertelnie chorego człowieka, który mnie kocha.

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group